Miniony weekend może nie był permanentnie ekstatycznym świętem Skyrima, ale udało się osiągnąć kilka założonych celów

Miniony weekend może nie był permanentnie ekstatycznym świętem Skyrima, ale udało się osiągnąć kilka założonych celów. Po pierwsze szklane kowalstwo. Dla fana lekkich pancerzy wdzianko wykonane z malachitu i rtęci jest bardzo dobrym rozwiązaniem. Co prawda gra zawiera nieco lepszy typ opancerzenia - lekką smoczą zbroję łuskową, ale aby sięgnąć po arkana smoczego kowalstwa należy rozwinąć zdolność do poziomu 100. Żmudna to praca - skupić sztabki żelaza oraz skóry - wykonać kilkadziesiąt sztyletów - sprzedać je za grosze - odczekać 48 godzin i od nowa.

Drugim celem było rozwinięcie zaklinania. W końcu wykonane przeze mnie przedmioty posiadają pełną moc zaklęcia. Cała operacja pozbawiła mnie sporego zapasu małych kamyków duszy. Trzeba znów wybrać się na lochy, najlepiej dwemerskie... ech, nie samym craftingiem elf żyje. Przydałaby się też Czarna Gwiazda Azury. Przyznam, że moment przejmowania duszy pokonanego wroga jest jedną z najprzyjemniejszych chwil podczas gry. Wrogów staram się dobijać szklanym mieczem z zaklęciem pułapki duszy.

Odłożyłem na bok główne wątki fabularne. Delektuję się wspinaczką skałkową. Plądruję smocze legowiska. Znajdują się one zwykle na szczytach gór, więc jest dość ciekawie. Próba wejścia "na azymut" jak najwyżej, potem trawers pionową ścianą do najbliższego żlebu i znów drobnymi podskokami w górę. Life is good.

2014-04-14 06:29:27

skomentuj

Drogi pamiętniczku

Drogi pamiętniczku.
Wczoraj tak wiele się działo, że aż postanowiłem to wszystko spisać. Musiałem się w końcu zaangażować w wojnę domową która trawi moją nową ojczyznę. Wybór stron był dość łatwy. Pomimo korporacyjnego charakteru Cesarstwa cenię sobie jego kosmopolityzm. Stanowi ono znacznie ciekawszą alternatywę dla wizji świata proponowanej przez zblazowanego i ksenofobicznego rasistę - Ulfrica Gromowładnego. Poza tym wcześniej nabyłem nieruchomość w Białej Grani. Patriotyzm lokalny rodzi się wraz z wpisem do ksiąg wieczystych.

Zdobyłem Wyszczerbioną Koronę, pobawiłem się też w posła/kuriera. Pojawiła się refleksja - czy ta gra była by nadal tak zajebiście dobra gdyby nie miała opcji szybkiej podróży? Tylko koń, ewentualnie przewoźnik kursujący pomiędzy największymi miastami. No nie wiem.
W końcu mój Mroczny Elf stanął na murach obronnych miasta. Fireballe wypuszczane oburącz siały spustoszenie pośród szturmujących Białą Grań rebeliantów. Po spopieleniu ich kilku zastępów zszedłem na dół. W mojej prawej dłoni pojawił się zaklęty szklany miecz. Dobiłem kogo trzeba napełniając zbuntowanymi duszami kilka Czarnych Kamyczków. Taka pamiątka.

Ta i wcześniejsze przygody pozwoliły na zgromadzenie pokaźnej sumki. Postanowiłem skorzystać z wojennej koniunktury i poświeciłem prawie dwie godziny na działalność rękodzielniczą. Wykupiłem wszystkie skóry z okolicy. Ciężkie cholerstwo, ale przerób na galanterię idzie bardzo szybko. Potem zaś zaklinanie, którego interface niestety nie jest najlepiej przygotowany do masowego wykonywania np. "skórzanych botków zwiększonego udźwigu". Trzeba się ostro naklikać, ale coś z tymi dziesiątkami poślednich Kamieni Duszy przecież trzeba zrobić. Przepuściłem na takie zabawy około 6.000 sztuk złota i to już po odsprzedaniu tego magicznego badziewia. Przy okazji dobiłem do 29 poziomu postaci, a jeszcze chwila i będę mógł wykonywać szklane zbroje i zaklinać je z pełną mocą. Taki mam mój cel na dzisiejszy wieczór.

2014-04-11 06:37:16

skomentuj

[Opisane zdarzenia miały miejsce dwadzieścia lat plus sześć dni temu

[Opisane zdarzenia miały miejsce dwadzieścia lat plus sześć dni temu.] Początkiem lat 90-tych Studio Bethesda Softworks zbijało tanią popularność na grach pokroju hokejowych symulatorów firmowanych nazwiskiem W. Gretzky'ego czy też "junk games" na filmowych licencjach (Home Alone, Terminator). W dniu 4 kwietnia 1994 roku do sprzedaży trafiła The Elder Scrolls: Arena - cRPG z przestronnym, otwartym i dość spójnym światem. W tym samym okresie na rynku pojawił się Doom II, System Shock, Warcraft czy Need for Speed - klasyki nad klasykami, każdy je zna. Nawet nie próbowałem w tamtych czasach grać w erpegi. Szczątkowy angielski odbierał jakąkolwiek przyjemność rozgrywki, poza tym gustowałem raczej w strategiach. Moim growym idolem mógłby wtedy być Kazimierz Kaczor. Serio.

O Arenie dzisiaj mało kto by pamiętał, gdyby nie fakt, że stała się początkiem jednej z najwybitniejszych serii w historii gier video. Kolejne części ugruntowały w wyobraźni fanów zróżnicowany i tajemniczy świat Tamriel. Choć tak naprawdę dłużej miałem okazję grać jedynie w TES: Skyrim to świat ten wydaje mi się nie mniej wiarygodny niż Śródziemie Tolkiena czy uniwersum Sapkowskiego. Nieczęsto zdarza mi się czytać mitologię gry z zaciekawieniem jakbym zapoznawał się z przełomowymi odkryciami z obszaru antropogenezy. Co najmniej!

Pełną (choć obciętą, bo dyskietkową) wersję TES: Arena można
pobrać z oficjalnej strony serii: [link] Oczywiście, że gram w Skyrim. Wczoraj wbiłem 25 level kolejnego maga z mojej stajni. Tym razem stawiam na Enchanting i Imperium. Przejdę go jeszcze ze dwa razy i może przyjdzie czas na ESO?

2014-04-10 07:56:06

skomentuj

starsze index nowsze



Onegdaj pisałem, że...

Prowadzę bloga "Gry dla dorosłych" od 19 lutego 2013 roku. Oto niektóre z wcześniejszych tekstów:


2015-04-01

Dzień powszedni Bloodborne Po kilku dniach gry i niezliczonej liczbie śmierci zadanej mi widłami, siekierami, ostrymi zębami, tudzież garłaczami, zaczynam traktować Centralne Yharnam jak własny dom

2015-06-03

Nagrałem wczoraj filmik i zaręczam dwie rzeczy: nie był to Minecraft (choć ochota wielka) i brak w nim spoilerów

2015-05-29

Byle wytrzymać do godziny15:00. Dziś w menu: kontynuacja poszukiwań wiedźmińskiego ekwipunku szkoły gryfa