Wczoraj przyszła do mnie przesyłka z magazynem PIXEL

Wczoraj przyszła do mnie przesyłka z magazynem PIXEL. Zadziwiająco szybko - tego samego dnia co w kioskach, bez większego rabanu, a co najważniejsze - kompletnie wyzbyta z kwaśnego swądu dupy Pegaza.

W ogóle to nie przypomina Secret Service, ani na jotę. Jest granie na wspomnieniach, ale tych faktycznych, związanych ze starymi komputerami i antycznymi grami, a nie precyzyjnie wykreowaną reminiscencją czasopisma czytanego w młodości. Pixel bliższy jest Resetowi, miesięcznikowi najwyższej próby, o którym świadomość jest już niestety znacznie niższa niż zdechłego na zawsze SS. Moje wrażenia z lektury nowego magazynu związanego z grami video są tak pozytywne być może również dlatego, że po ok. 15 latach przerwy miałem okazję przeczytać dwa ostatnie numery CDA.

W Pikselu nie ma ocen, nie ma tabelek z wymaganiami. Recenzję trzeba po prostu uważnie przeczytać. Nie ma ich też jakoś specjalnie dużo, ale idzie za tym selekcja gier, myślę że co najmniej w 3/4 z nich mógłbym zagrać. Szczególnie urzekła mnie bezkompromisowa recenzja The Crew, gry-pomyłki, przy której wytrzymałem nieco ponad kwadrans.

Byś może łykam ze zdwojonym zainteresowaniem wszystko co dotyczy Dying Light bo od rana zerkam w okno wypatrując kuriera. Być może jestem ponadprzeciętnie chłonnym odbiorcą materiałów o Atari i First Star Software bo miałem 130XE i zagrywałem się na nim w Boulder Dash oraz Spy vs. Spy. Być może takich skrojonych na miarę materiałów może starczyć jeszcze na kilka, kilkanaście numerów. Z pewnością będę chciał się o tym przekonać.

#pixel #pixelthemagazine

2015-01-30 06:35:13

skomentuj

Nie gram w Destiny, jestem piratem

Nie gram w Destiny, jestem piratem. Ostatni wpis, dotyczący tej kosmicznej strzelaniny, dokonany był gościnnie przez pszczyńskiego korespondenta o prawdopodobnie najkrótszej ksywie w polskim PSN. Mam nadzieję, że nie osiadł na laurach i będzie kontynuował dzieło.

Dwa tygodnie temu zastanawiałem się czy okres związany z oczekiwaniem na Dying Light (jest preorder, tak, były też nerwy) osłodzić sobie za pomocą Metro Redux czy raczej Assassin's Creed IV: Black Flag. Wyboru nie żałuję.

Serię AC znam głównie z części drugiej - jedynej, którą ukończyłem. Jednak ważniejsze dla mnie są konotacje ze stareńką, bo wydaną na C64 w 1987 roku, grą Sid Meier's Pirates! Kto grał ten pamięta, że na 8-bitowcu można było zrobić olbrzymi i wielowymiarowy sandboks morski. Twórcy z Ubisoftu musieli się również zagrywać w to prawie 30-letnie dzieło, w Black Flag mamy w zasadzie te same mechaniki. Plus walkę, parkour i kilka elementów właściwych dla serii.

Do świetnie znanych (również z innych seriali tej firmy) i doskonale ogranych klocków pt. walka w formacie "kontra - atak - kontra - atak", płoszenia jastrzębi w miejscach widokowych, wspinania się po "byleczym" oraz kitrania w krzakach doszły podróże morskie i bitwy żaglowców. Podobno jeżeli ktoś grał w jedną z sandboksowych gier Ubisoftu to tak jakby grał we wszystkie. Wartość dodana w czwartej odsłonie cyklu przysłania wszystkie wady: boleśnie liniowe misje skradankowe czy nierzadko absurdalne zachowanie protagonisty (chcesz wejść na słupek to na pewno za pierwszym razem nie wejdziesz, ale kiedy nie chcesz to postać wskoczy na niego od razu). Mamy za to epickie morskie boje, które toczymy z pomocą armat o zróżnicowanej amunicji, moździerzy, folgierzy, możemy rozsiewać miny, dokonywać abordażu. Zarządzamy własną flotą (czyli minimisje, które tak podobały mi się w Dragons Age), polujemy z harpunem na wielkie ryby i ssaki morskie, polujemy tradycyjnie na kilkanaście gatunków zwierzyny lądowej, penetrujemy zatopione wraki, unikamy sztormów, rozwiązujemy zagadki związane ze stelami Majów, zdobywamy forty. Jest co robić na morzu, a na lądzie klasycznie: skrzynki, listy i inne pierdoły.

Początkowo przeszkadzało mi, że na Morzu Karaibskim panuje spory tłok, oczekiwałem pustki i wytrwałego omiatania lunetą horyzontu w poszukiwaniu potencjalnego łupu. Pewnie taką wizję karaibskiego piractwa zachowałem z oglądanego w dzieciństwie filmu Polańskiego. Szczęśliwie na mapie są miejsca gdzie można się tak poczuć. Ślizgać się po falach ku zachodzącemu słońcu, gdy żagle łopoczą na wietrze, a załoga śpiewa szanty.

2015-01-22 09:11:50

skomentuj

Destiny to jedna z bardziej polaryzujących gier ostatniego roku

Destiny to jedna z bardziej polaryzujących gier ostatniego roku. Polaryzują dwa elementy: fabuła i aspekt powtarzalności.

Fabuła jest podawana w formie tekstu wypowiadanego przez Petera Dinklage’a, który wziął sobie za punkt honoru usunięcie z przekazu jakichkolwiek emocji. Jest kiepska, ma dużo niedopowiedzeń, nie zapada w pamięć i jest zwyczajnie pomijalna. Ukończenie misji fabularnych zajmuje około 10 godzin. Następnie, codziennie będziemy mogli powtórzyć jedną z misji w aktywności “daily” i zainkasować przewidziane nagrody. Śmiem twierdzić, że gdyby fabuła chwytała za serce, wywoływała ogromne emocje, łzy i ciarki na plecach, to fakt cyklicznego jej powtarzania prowadziłby do dużej irytacji graczy. Wyobraźcie sobie regularne powtarzanie, skądinąd genialnej, ostatniej misji w The Last of Us. A tak, fabułę w misjach traktujemy jako element poboczny, a koncentrujemy się na tym co w Destiny daje największą radość: na strzelaniu do kosmitów w ilościach hurtowych.

Wspomniane wyżej misje “daily” to jeden z elementów powtarzalności w grze. Dodatkowo mamy misje “strike” dla 3 graczy, które polegają na strzelaniu do jeszcze większej ilości kosmitów, zwieńczonym ubiciem bossa. Do tego trudniejsza odmiana heroic i jeszcze trudniejsza nightfall, które obdarowują nagrodami raz na tydzień. Następnie playlisty misji “strike” i cała odnoga trybów PVP. Mechanika rozwoju postaci jest skonstruowana w taki sposób, że opłaca się brać udział we wszytkich tych aktywnościach. Bardzo ciekawym zabiegiem jest zmiana sposobu podnoszenia poziomu gracza, zaczynając od dwudziestego. Na początku poziom wynika ze zdobytego doświadczenia, którym jesteśmy nagradzani za kończenie misji, aktywności i strzelanie, czyli po prostu grę. Od poziomu dwudziestego to zbroja definiuje nasz poziom - im lepsza, tym wyższy. Powoduje to, że koncentrujemy się na posiadanym sprzęcie. Przypomina to troche mechanike z karcianek - zazdroscimy dobrych kart (broni i zbroi) znajomym i gramy dalej. Handel pomiędzy graczami nie jest możliwy, do wszystkiego musimy dojść sami. Wartościowy loot w grze, wypada z ubitych mobów w formie zakodowanych “engramów”, które możemy rozkodować w Wieży, która pełni funkcję lobby. W ten sposób nie jesteśmy odciągani od strzelania - gdy coś znajdziemy, nie włączamy momentalnie podglądu inwentarza i nie sprawdzamy statystyk nowej broni, czy hełmu.
Najlepsze fanty znajdujemy na rajdach, które są wieloetapowymi, rozbudowanymi misjami dla sześciu osób, gdzie liczy się koordynacja działań, dobre bronie i zbroje, pozytywne nastawienie, a nawet tzw. skill, bez którego przechodzenie rajdu jest jak najbardziej możliwe, ale rozciąga się nierzadko do kilku godzin. Nagrody z rajdów otrzymujemy także raz na tydzień. Wszystkie powyższe elementy są powtarzalne i wyznaczają dzienny i tygodniowy rytm gry w Destiny. Czy powtarzalność jest zła? Myśle, że zła w tym tyle, co w graniu, na przykład, w piłkę nożną: zasady niezmienne, boisko zawsze prostokątne, bramki dwie, a jednak ciągle jest ciekawie.

Na załączonym obrazku członkowie znamienitego klanu Marchewki Zagłady zastanawiają się, co przyniesie los, gdy otworzą rajdową skrzynie z lootem. Shardy jak zwykle, czy może tym razem wypadnie jakiś egzotyk?

[gościnnie na GDD, Jacek, psn: ncr]

2015-01-16 12:09:03

skomentuj

starsze index nowsze



Onegdaj pisałem, że...

Prowadzę bloga "Gry dla dorosłych" od 19 lutego 2013 roku. Oto niektóre z wcześniejszych tekstów:


2016-11-15

Fallout chwilowo został przeniesiony w limbus. W całej swojej naiwności postanowiłem zaczekać na obiecaną aktualizację, która ma otworzyć kramik z modami na PS4

2015-05-26

Za nami pierwszy tydzień z Dzikim Gonem. Pogoda jak na zamówienie graczy - nic tylko siedzieć w domu i grać

2014-10-07

Wątpię abym AD 2014 zainteresował się taką grą jak Diablo jeśli znałbym ją jedynie z opisów, recenzji i filmów na youtube