The Walking Dead od Telltale przechodziłem w miarę ukazywania się kolejnych epizodów

The Walking Dead od Telltale przechodziłem w miarę ukazywania się kolejnych epizodów. Pierwszy epizod wersji PC miał premierę prawie dla lata temu, więc nie dziwi, że nie pamiętałem wszystkich wydarzeń.

Postanowiłem ukończyć grę ponownie, tym razem na PS4.

Tydzień z Lee i Clementine wyczerpał bardziej niż się spodziewałem. Pierwszy sezon ograłem z dość świeżym umysłem, faktycznie pamiętałem mało, ponad to starałem się grać na kontrze do pierwszego przejścia. Ze trzy razy to chyba nawet miało jakieś znaczenie.
Zdziwiło mnie, że ta prymitywna wizualnie gra skacze żabką. Przy zmianie scen, ujęć kamery twórcy nie pomyśleli o odczytywaniu z wyprzedzeniem. Okolicznościowe rwanie nie dziwiło i nie przeszkadzało na iMacu z 2007 roku, ale że efekt się utrwalił również w wersji na najnowsze konsole... sromota.

Drugi sezon skończył się zaledwie kilka miesięcy temu, pamięć nie okazała się aż tak zawodna i musiałem podjąć pewne kroki urozmaicające rozgrywkę. Moja Clementine stała się milczkiem. Jeżeli tylko gra dawała mi taką możliwość to wybierałem ciszę. Oczywiście kilka razy musiałem zareagować, bo wciąż aktualne było założenie kontrowania decyzji z pierwszego przejścia.

Małomówna Clem pozwoliła swoim dorosłym kompanom na wykazanie się większą samodzielnością i empatią. Przynajmniej wobec niej samej. Drugoplanowe postacie mogły się swobodnie wygadać, rozwinąć myśli, ale na ogół nie mogły liczyć na moje wsparcie, przez co sprawiały wrażenie zainteresowanych dobrem ogółu. Pozornie.

A wybory? Grywając niegdyś w warcaby nauczyłem się powiedzenia "gdzie ruch tam buch". Taka to jest gra.

2015-03-03 10:46:12

skomentuj

Od wtorku gram w grę

Od wtorku gram w grę. Co to za gra?
Mniej więcej 2/3 historii już za mną. Zmęczyłem się. Nie jestem najlepszym materiałem na speedrun'owca.

2015-02-21 10:21:27

skomentuj

Niewielu z nas chodzi jeszcze po tym świecie

Niewielu z nas chodzi jeszcze po tym świecie. Może kilkunastu. Połowa kuśtyka, reszta porusza się na wózkach, wszyscy zaś dawno przekroczyli setkę.

Ostatni z ludzi - gatunku skazanego na wymarcie, którego nikt nie zdążył wpisać do Czerwonej Księgi IUCN. Beletrystyczne przepowiednie Phyllis Dorothy James sprawdziły się, ludzkość utraciła zdolność prokreacji. Zostało nas kilkunastu.

Przetrwała garstka staruszków spośród tysiąca, którzy zasłużyli lub wykupili sobie możliwość zakonserwowania swojego żywota w domach, a raczej supernowoczesnych twierdzach. Nazywały się Tecta, były ekstremalnie drogie. Nie wyobrażacie sobie poziomu inflacji w świecie, w którym liczba konsumentów zmierza liniowo do zera. Bajeczne bogactwo nie było jedynym kryterium przetrwania, sporą grupę stanowili naukowcy, którzy opracowali budowę oraz wyposażenie Tecty.

Samowystarczalne energetycznie, w pełni zautomatyzowane, wyposażone w zrobotyzowaną sale operacyjną, szklarnię, drukarkę molekularną i wszelkie luksusy. Tecty pozwoliły nam komfortowo przeczekać zawieruchę jaka rozpętała się gdy na stary, bogaty zachód przyleciała względnie młoda i głodna szarańcza. Owady żyją krócej niż ludzie. Wykluczając termity, którym udaje się doczekać pięćdziesiątki. My przetrwaliśmy prawie trzy razy dłużej.

Większość z nas i tak wybierała samobójstwo. Ostali się wybrani z wybranych. Szkoda tylko, że mój najbliższy żywy sąsiad mieszka prawie 600 km stąd. Przetrwaliśmy by wciąż zadawać sobie pytanie - dlaczego?

#hayflick #leon #MariuszOsiński

2015-02-19 03:38:00

skomentuj

starsze index nowsze



Onegdaj pisałem, że...

Prowadzę bloga "Gry dla dorosłych" od 19 lutego 2013 roku. Oto niektóre z wcześniejszych tekstów:


2014-02-05

Zdjęcia z giełd komputerowych poszukiwane. Ja jeździłem na giełdę do krakowskiego ELBUD-u (okolice placu Matecznego)

2014-06-06

Kto nie widział najnowszego trailera trzeciego Wiedźmina ten lama. No ale wybaczam - w piątki bywam pobłażliwy

2015-02-12

Postanowiłem odreagować wczorajszą grozę związaną z uszkodzonymi indeksami w bazie danych, którą administruję