Dzień powszedni Bloodborne Po kilku dniach gry i niezliczonej liczbie śmierci zadanej mi widłami, siekierami, ostrymi zębami, tudzież garłaczami, zaczynam traktować Centralne Yharnam jak własny dom

Dzień powszedni Bloodborne

Po kilku dniach gry i niezliczonej liczbie śmierci zadanej mi widłami, siekierami, ostrymi zębami, tudzież garłaczami, zaczynam traktować Centralne Yharnam jak własny dom.

Zanim udam się w Rejon Katedralny wchodzę w każdy zakamarek, rozglądam się za leciutkimi odblaskami światła, oznaczającymi fanty czekające na ratunek z moich zakrwawionych, zbyt długich rąk. Być może są schowane za stertą beczek, albo leżą na wąskiej, trudno dostępnej belce. O tak - to szkarłatny naszyjnik, można go przerobić na upgrade do broni. A już myślałem, że ten rejon mam przeszukany w stu procentach.
Pukam do niektórych domostw. Choć nikt nie chce mnie wpuścić, staram się z tymi ludźmi zaprzyjaźnić. Kto wie - może za którymś razem powiedzą mi coś nowego, ciekawego, albo wyciągnę nowe znaczenie z tekstu słyszanego po raz wtóry.

W Bloodborne takie rzeczy są na porządku dziennym. Nie ma tutaj listy zadań do wykonania, więc łatwo coś przeoczyć, łatwo pominąć jakiś zakamarek lub opcję dialogową, która pojawia się niespodziewanie u NPCa, z którym dawno nie rozmawialiśmy. Przypomina to klimatem trochę szukanie sekretów w Doomie - opukiwanie ścian, choć jest zrealizowane w sposób bardziej nowoczesny niż we wspomnianym klasyku. To gra, która traktuje gracza poważnie. Wie, że elementem rozgrywki jest odkrywanie jej zasad. Wie, że znacznik na minimapie to -50 do immersji, że eksploracja to bardzo ważna rzecz w życiu gracza. Jest świadoma jaką satysfakcję daje pierwsze ubicie niesamowicie trudnego przeciwnika, który już dzień później staje się tylko leciutką przeszkadzajką i to nie z powodu zdobycia nowego uzbrojenia, bądź podniesienia lvl gracza, ale manualnych umiejętności walki: użycia broni białej jako głównej, palnej jako pomocniczej, dodatkowo strategicznie wymierzonych doskoków, odskoków, rzutów Mołotowami, czy piciem życiodajnej krwi.

Nie mogę się doczekać wejścia w Rejon Katedralny, ponoć znajduje się tam Święty Kielich.

[Jacek Ncr]

2015-04-01 14:30:01

skomentuj

Cały wczorajszy wieczór spędziłem z Assassin's Creed: Unity

Cały wczorajszy wieczór spędziłem z Assassin's Creed: Unity. Pod koniec byłem naprawdę wkurwiony. Straszliwie mi żal ekipy, która z niezwykłą pieczołowitością odtworzyła śródmieście XVIII-wiecznego Paryża. Wykonali kawał niemalże doskonałej roboty, zaprezentowali najpełniejszy z otwartych światów miejskich. Wrażenie wizualne jest totalne, ubisoftowy Paryż zachwyca każdym szczegółem, jest zróżnicowany i pełen klimatu. Tłumy na ulicach robią spore wrażenie - oczywiście, że apetyt rośnie w miarę jedzenia - od syntetycznych paryżan oczekiwało by się jeszcze więcej. Każdy z nich mógłby mieć jakiś dom, konkretny zawód, rodzinę, unikalne problemy itd. Cierpliwie zaczekam na takie rzeczy w następnej generacji.

W grach z otwartym światem jestem fanem snucia się bez celu, patrzenia na szyldy, analizowania rozwiązań architektonicznych, obserwowania towarów na straganach czy kostiumów u NPC. Unity wygrywa wszystko. Spory udział w tym zwycięstwie ma zgodność historyczna. Odpaliłem mapy Google i porównywałem obrysy budynków w grze z tymi rzeczywistymi. Myślę, że gdzieś po połowie wątku głównego będę mógł bez dodatkowe wsparcia prowadzić wycieczkę Bastylia - Luwr - Pałac Luksemburski - Panteon.

Niestety całości zabrakło kilku drobiazgów. Perłę została zanurzona w gnoju. Pomimo licznych łatek gra nadal chrupie. Czasami w cutscenkach (czapki z głów za modele twarzy postaci!), rzadziej w samej grze - przytnie aż przykro. Raz zawiesiła się całkowicie. Wejście w tłum, który z dystansu wygląda bardzo przekonująco, obnaża poważne problemy z detekcją kolizji. Bizantyjski HUD-u jest przesadzony, pierdoły zajmują 1/4 ekranu, na szczęście można to wszystko wyłączyć. Niestety nie da się grać bez wskaźnika zdrowia, gdyż samo się nie regeneruje, a nieco trudniejsza niż zwykle walka wymaga nieustannego baczenia. Obok paska zdrowia wyświetla się nasza ranga w grze oraz nick PSN. Po co, do jasnej cholery, przez kilkadziesiąt godzin rozgrywki mam patrzeć na świetnie znany mi login? Niezbędna w sekcji "znajdźkowej" minimapa mogła by być przesunięta bliżej rogu ekranu, dlaczego pozostawiono takie duże marginesy? Na szczęście można pozbyć się ikonki "teraz szybko klepaj kontrę", przez co walka staje się całkiem ciekawa.

Fabuła jest wciągająca, gra ma naprawdę dobrą reżyserię, niestety cutscenki bywają poszatkowane loadingami, Nie tyle długimi co częstymi. Poza tym nie po to twórcy osadzili w grze tyle ciekawego materiału aby podczas ładowania raczyć gracza czarnym ekranem. Hańba.

Jak widzicie pierwsze wrażenie jest ambiwalentne. Można AC:Unity szanować, można być pod wielkim wrażeniem, ale nie wiem jeszcze czy można ją pokochać.

2015-04-01 08:26:02

skomentuj

AC:Unity wita nas ważącą 6,5 GB aktualizacją

AC:Unity wita nas ważącą 6,5 GB aktualizacją. Najsłynniejszy koszmarek z prologu został oczywiście poprawiony. Odnotowałem jeden mały problem z detekcją kolizji, ale w paryskim tłumie o stłuczkę (a raczej przenikanie) nie trudno. Pograłem może 2 godziny - mało, jednak już teraz wydaje mi się, że Unity jest najlepszym z niepirackich Assasynów.

Tutaj powinna nastąpić długa lista niedociągnięć, jest ich naprawdę sporo, ale nie kręci mnie kopanie leżącego. Unity jest dobrze wyreżyserowane, dzieje się w niesamowitym mieście, w bardzo ciekawych czasach. Będę informował jak to się dalej rozwinie.

2015-03-31 04:49:55

skomentuj

starsze index nowsze



Onegdaj pisałem, że...

Prowadzę bloga "Gry dla dorosłych" od 19 lutego 2013 roku. Oto niektóre z wcześniejszych tekstów:


2017-07-23

Elite, Elite, mój ty Frontierze! (Wpis ma charakter rozwodnionej agitki politycznej, jak nie lubisz to sobie idź

2015-06-10

Większość z was pewnie wie, że gryf jest pierwszym bossem z jakim mierzy się Geralt w trzecim Wiedźminie

2013-08-19

Do siedemnastego września zostało już mniej niż miesiąc, zdajecie sobie z tego sprawę? Jestem tak bardzo złakniony klimatu rockstarowego sandboksa miejskiego, że zacząłem się zastanawiać nad zakupem GTA IV w wersji x360