Żyję

Żyję. Po prostu ostatnio grałem w milczeniu. Wciąż jednak chcę się dzielić przemyśleniami na ten temat.

Never Alone, darmowy tytuł z kwietniowego PS+ to dla mnie indyk wzorcowy. Najważniejsza była idea - propagowanie kulturowego dziedzictwa Inupiaq - plemienia zamieszkującego Alaskę. Prosta i dość krótka platformówka została wzbogacona o kilkadziesiąt krótkich filmów - świadectw, wspomnień i ciekawostek związanych z życiem Innuitów. W bardzo niewielu grach motywacja do odszukania wszystkich znajdziek była wzmocniona czymś więcej niż pragnieniem usłyszenia dźwięku zdobywanego pucharka. W Never Alone musiałem obejrzeć wszystkie dokumenty, były po prostu ciekawe. Krótkie opowieści o wierzeniach, codziennym życiu, o wpływie zachodniej cywilizacji na życie Indian.

Sklecona w Unity gra posiada bardzo przyjemną grafikę, animacje również stoją na przyzwoitym poziomie. Lisek zgrabnie przebiera nóżkami podczas wspinaczki, jak zawieje wichura to na całego - zimno robi się również na kanapie przed TV. Jednak technicznie gra jest w kilku miejscach bardzo niedoskonała, irytuje rozkład checkpointów, brak niektórych przejść pomiędzy różnymi fazami animacji, niedoskonała konstrukcja koliderów, które nie zawsze w 100% odpowiadają obiektom widocznym na ekranie. Drobiazgi, ale psują wrażenie doskonałości.

Jednak dzisiaj, dobry miesiąc po ukończeniu Never Alone, w ogóle nie pamiętam o mankamentach. W głowie została mi ciekawa przygoda, obcowanie z klasyczną legendą będącą filarem obcej kultury. Gra bardzo skutecznie wytworzyła szacunek dla niej.

2015-05-11 07:18:29

skomentuj

W GTA V gram od 582 dni, czyli prawie 20 miesięcy

W GTA V gram od 582 dni, czyli prawie 20 miesięcy. Skończyłem dwa razy fabułę, uzyskałem 100% gry w grze. Jeśli wliczyć w to bezcelowe spacery i rozwałki podczas nocnych posiedzeń u kumpli to z pewnością moja kariera kryminalna już dawno przekroczyła 200 godzin. Zadziwiające, że dopiero teraz wsiąkłem w Online.

GTA to pierwsza gra wieloosobowa, która przyciągnęła mnie na dłużej. Nie licząc Ogame, ale to temat na osobny post. Mam wbity dopiero 21 poziom postaci, dość przeciętne mieszkanie, 4 dopieszczone motocykle, 2 rdzewiejące samochody, jednak ciągle chcę tam wracać. Choćby po to aby się przelecieć ukradzionym śmigłowcem, albo machnąć kilka wyścigów czy relaksujących skoków spadochronowych.

Największą wartością GTA Online jest jednak oddolna inicjatywa i dowolność w kreacji treści. Nie mam na myśli wyznaczania chorągiewkami tras kolejnych wyścigów. Chodzi o sytuacje, które gracze sami stwarzają mieście. Przykłady?

Sam środek Los Santos. Batalion czołgowy składający się z trzech Rhino wyruszył na polowanie. Wokół około 8 graczy, wszyscy oznaczeni czerwonymi kropkami, żartów nie ma. Toczy się wojna, której nie było w żadnej z "szybkich akcji" czy zdefiniowanych misji. Przyłączam się, wszystko mi jedno do której ze stron.

Inna sytuacja. Pośród wyzwań dziennych pojawiło się "odwiedź wesołe miasteczko". Molo Del Perro staje się aleją snajperów, niczym z Sarajewa AD 1993. Nieświadomi gracze radośnie zmierzają w stronę karuzeli, a 4 osobowy szwadron kamperów, zaszytych gdzieś na okolicznych budynkach, prowadzi stały i wyjątkowo skuteczny ostrzał.

GTA Online jest dokładnie tym o czym marzyłem grając długimi godzinami w San Andreas na PS2. Trzeba było czekać aż 10 lat, ale było warto.

2015-04-23 06:56:57

skomentuj

Za kilka minut udam się na pocztę aby przywrócić AC:Unity wolnemu rynkowi

Za kilka minut udam się na pocztę aby przywrócić AC:Unity wolnemu rynkowi. Tymczasem nowy tytuł już w drodze. Mała Syrenko, czekam na ciebie!

2015-04-18 08:00:44

skomentuj

starsze index nowsze



Onegdaj pisałem, że...

Prowadzę bloga "Gry dla dorosłych" od 19 lutego 2013 roku. Oto niektóre z wcześniejszych tekstów:


2016-02-02

Myślałem, że jestem fanem ubigames. Lubiłem przechadzki po pieczołowicie odwzorowanych światach

2016-01-07

Mija dwudziesty dzień od chwili kiedy zapowiedziałem początek mojej przygody w Metal Gear Solid V: The Phantom Pain

2015-06-03

Nagrałem wczoraj filmik i zaręczam dwie rzeczy: nie był to Minecraft (choć ochota wielka) i brak w nim spoilerów