Mój związek z Heavy Rain rozpoczął się od zauroczenia, które szybko popadło w rutynę by czwartego dnia zmartwychwstać

Mój związek z Heavy Rain rozpoczął się od zauroczenia, które szybko popadło w rutynę by czwartego dnia zmartwychwstać. Ostatni wieczór z grą wywołał niepokojąco silne emocje. Metodyczne domykanie wątków doprowadziło mnie do tętna 200 i odwracania głowy od ekranu. Nie wyobrażacie sobie co QTE może zrobić z człowiekiem.

Grę przegrałem na wszystkich pięciu głównych planach. Każde z zadań zakończyło się śmiercią lub fiaskiem - kompromitacją jasnej strony mocy. Finał najgorszy z możliwych. Pełną winę ponoszę ja - dałem ciała w zręcznościowych sekwencjach. Wybrałem najtrudniejszy stopień, ale od początku odpuściłem rygor skupienia, grałem praktycznie jedną ręką. Dopiero na końcu, kiedy świat już walił się z każdej strony, zaczęło mi zależeć. O ja głupi.

Zalany falą nagłej empatii do Madison przeżyłem najtrudniejsze pięć minut w historii moich gier video. Tak bardzo chciałem pokonać wiertacza! Udało mi się. Davidowi Cage'owi też się udało. Musiałem wyjść na fajkę, ochłonąć. Tak się cieszyłem, by za chwilę... no cóż, przestałem.

Nie zamierzam grać w cholerstwo jeszcze raz. Dostałem historię na jaką zasłużyłem, kolejne przejście było by odgrzewaniem tygodniowego kotleta. Heavy Ran to gra suspensu, można w nią grać tylko jeden jedyny raz. Na tej samej zasadzie, według której tylko raz ogląda się Se7en czy The Game.

Historia Zabójcy Origami ma kilka wad, ale zapamiętam ją na zawsze. Grajcie na normalu lub easy.

2015-06-30 05:59:00

skomentuj

Im dalej w las tym gorzej

Im dalej w las tym gorzej. Oczywiście Heavy Rain może się podobać, ale mam wrażenie, że 1/3 scen jest zbędna albo kiepsko wyreżyserowana. Może to wina kiepskiego przekładu, może "teatralnego" dubbingu, może samego scenariusza? Nie chce mi się nawet przełączyć na oryginał aby porównać. Chcę po prostu skończyć swoją wersję historyjki o mordercy origami i zapomnieć. Beyond: Two Souls też raczej wykreśliłem z listy rzeczy do zagrania. Gdzie jest problem?

Ta gra nie ma rytmu. Są cudownie skomponowane sceny, napięcie buduje każdy krok, każda błahostka. Wszystko pęka w dialogach. Wybór akcentu emocjonalnego podczas wypowiedzi burzy całą dotychczasową rozmowę. Kwestie padają z czapy, nie wynikają z poprzednich. Możesz być supermiły, potem wrzasnąć jak furiat by za chwilę znów przemienić się w chłodny aloes. Rozmówca będzie reagował w stosunku 1:1. Gra miała mieć charakter filmowy, ale zabrakło tego co najważniejsze - zachowania związków przyczynowo-skutkowy, ale nie tych w szkielecie głównej historii tylko w scenach rozmów. Mnie to śmieszy, a survival horror chyba nie powinien. Kiedy nastrój pryska zaczyna się czepialstwo. No i już lecimy z górki...

Prawda może też być taka, że moja umiarkowana niechęć do HR mogła narodzić się w przerwach pomiędzy posiedzeniami. Nie potrafiłem się powstrzymać i znów stałem się Johnem Marstonem. Howdy! Howdy! Howdy!

2015-06-26 06:31:01

skomentuj

Nie mam zbyt dużego pojęcia o fabule nowego Batmana

Nie mam zbyt dużego pojęcia o fabule nowego Batmana. Nie wydaje mi się jednak by ta wiedza była jakoś specjalnie potrzebna do poczynienia kilku spekulacji. Zastanawiam się od rana - o co tak naprawdę chodzi Batmanowi?

Zrodzony z zemsty, okuty w technologie XXII wieku, pozbawiony podejrzanie nadprzyrodzonych mocy. Nie strzyka z nadgarstków superlepką pianką do golenia, nie jest w stanie nieuzbrojonym okiem prześwietlić bieliznę Seliny, podobno nawet jest śmiertelny. Oto jego największe atuty. Wszystko było dużo mniej skomplikowane gdyby jego nadludzka siła, spryt czy ponadprzeciętna odporność były efektem zażytej w młodości kąpieli w kociołku lokalnego szalonego naukowca. Można by go wtedy postawić w korowodzie przebranych w spandex dziwaków.

Pozostaje jednak człowiekiem. Równym chłopem, który chce wyrwać chwasty wyrosłe na ulicach rodzinnego miasta. Czy aby na pewno? Facet ma dostęp do najnowszych zdobyczy techniki - rakiety, zdalnie sterowane (inteligentne?) maszyny śmierci, wszelakie gadżety. On jednak woli mozolnie zwalczać złoczyńców swoim przyciężkim kung-fu. W pojedynkę. Tylko nie mówicie mi, że ma jakieś urazy z dzieciństwa. Nie zauważyliście, że to kawał ogarniętego chłopa, a nie cherlawy, nastoletni Brusik? Wydaje mi się, że Batman nie chce załatwić sprawy, on po prostu czuje się dobrze w manichejskim tańcu z Jokerami, Bane'ami, Pingwinami. Postaciami do szpiku kości złymi, ale posiadającymi przynajmniej wiarygodne uzasadnienie swego postępowania.

Nie szukam w geekkulturze drobiazgowego realizmu, ale będąc pozbawionym łatwego zrozumienia motywu protagonisty nie mam możliwości identyfikacji. Zaś bez tego ostatniego nie ma mowy o kulturze. Pozostaje tylko mordobicie, mortal kombat, pusta rozrywka. Na pohybel Strasburgerom gier video!

2015-06-25 05:46:34

skomentuj

starsze index nowsze



Onegdaj pisałem, że...

Prowadzę bloga "Gry dla dorosłych" od 19 lutego 2013 roku. Oto niektóre z wcześniejszych tekstów:


2015-09-04

Until Dawn jest grą jednopadową - można ją ukończyć na jednym ładowaniu DualShocka 4

2017-04-13

HZD już dawno skończone ale wciąż chodzi mi głowie jeden temat. Zwyczaje żywieniowe

2014-08-09

Ostatnio przechodzę kilka różnych abstynencji. Oceniam ten czas w kategoriach wyjątkowo interesującego eksperymentu, ale bądźmy szczerzy - momentami nie jest łatwo