Prawda, że ładne krajobrazy można ustrzelić w Mad Maksie? Ma on sporo wspólnego z Driveclub

Prawda, że ładne krajobrazy można ustrzelić w Mad Maksie? Ma on sporo wspólnego z Driveclub. Oba tytuły, prędzej czy później, stają się ciekawym narzędziem fotograficznym, bardziej wciągającym niż sama gra video.

Jestem w połowie historii. Powtarzalność sytuacji, lokacji oraz mechanik wciąż jest na dużo niższym poziomie niż w AC, ale. Zawsze jest jakieś ale. Myślę, że zabrakło postaci drugoplanowych. Wojewodowie, z którymi współpracujemy, mają tyle charyzmy i wiarygodności co ich filmowi odpowiednicy. Niewiele dociera do mózgu słuchacza przytłoczonego ich makijażem, ot kolejne nieistotne gadające głowy. Trudno nawiązać więź z kukłami. Pojawiła się co prawda interesująca niewolnica, którą z przyjemnością bym odbił i abolicjonował. Jednak nie ie ma co się oszukiwać, ta gra opowiada o rozbijaniu kolejnych posterunków wroga.

Robi się coraz trudniej, mnogość ulepszeń oraz rosnące wymagania co do ilości złomu sprawiają, że grind w tej grze wydaje się niezbędny. Pozornie, system rozsianych gęsto checkpointów pozwala na pełną nonszalancję - można ginąć do woli. Nie zauważyłem negatywnych skutków śmierci, a ekran ładowania nie jest tak długi jak w Wiedźminie.

Zaczęły się za to spadki animacji. To jest obrzydliwe, czuję się jakbym grał na niespełniającym wymagań sprzętowych pececie. Nie są to pojedyncze chrupięcia, a raczej dłuższe chwile kiedy ekran skacze żabką. Bez widocznego powodu - dużo bardziej wymagające sceny wyświetlają się bez najmniejszych problemów. Gdzie jest patch? Gra ma już 17 dni (jak to brzmi!), a na razie dostała tylko aktualizację "day zero".

Co by nie mówić to nadal świetny tytuł. Wkręciłem się ostatnio w walki z konwojami. Początkowe są dosyć proste, ale nawet te oddają odrobinę atmosfery filmowych pościgów - esencji Mad Maksa.

2015-09-17 06:16:39

skomentuj

Nie można dwa razy napisać takiego samego tekstu

Nie można dwa razy napisać takiego samego tekstu. Gdy już ukoiłem nerwy po utracie pierwszego wpisu na temat Mad Maksa postanowiłem zebrać siły i napisać to jeszcze raz. Na przekór poniedziałkowi.

Mad Maksa nie było na mojej długoterminowej liście zakupów. Rozważałem ten tytuł, tak jak biorę pod uwagę każdy pojawiający się na rynku sandboks. Szukałem sposobu by wypełnić pustkę po Wiedźminie. Ani ogrywane w wakacje klasyki z PS3, ani żaden z benjaminków tegorocznego sezonu ogórkowego nie może stanowić konkurencji dla postapokaliptycznej gry AAA z otwartym światem. Nie w mojej opinii.

Według Metacriticowej oceny gra dostała od krytyków ledwo 70 punktów. Wierzcie mi - jest znacznie lepsza niż mówią. Jest też lepsza niż się spodziewałem. Identycznie wyceniono AC:Unity, Styx czy Shadow Warrior. Jedynym mierzalnym i jednocześnie miarodajnym wskaźnikiem "wartości" danego tytułu jest wektor różnicy między oceną krytyków, a użytkowników. W tym przypadku wychodzimy z pułapu 70 i podnosimy się na 81 punktów od cywili. Dla AC:Unity wycieczka biegnie z 70 na haniebne 48. Oto wielka tajemnica Metacritica - ocena w dwóch osobach. Teraz konkrety.

Zacznijmy od tego co widać gołym okiem. Grafika nie stanowi festiwalu detali, wysokiej jakości tektur, superszczegółowych obiektów, ale z pewnością może liczyć na nominację do nagrody za "ogólne wrażenie artystyczne". Wszystko pasuje - jest zmienna pogoda, sugestywne oświetlenie, bardzo ładne wybuchy. Całość prezentuje się spójnie. Braki w detalach obiektów widoczne są dopiero po uruchomieniu trybu zdjęciowego, który pozwala też na bardzo wygodne rozglądanie się po okolicy. Podczas gry zwykle wykonuję wiele zrzutów i zaświadczam, że nie spotkałem się z wygodniejszym narzędziem niż to w Maksie. Można nawet kręcić filmy z wszystkimi "operatorskimi" ustawieniami kamery - modyfikując jej parametry drugim padem. Do tego trybu wchodzi się za pomocą L3+R3 co jest bardzo praktyczne - nie jest łatwo odpalić go przypadkiem, a jednocześnie można to zrobić błyskawicznie.

Gołym uchem słychać jedynie efekty dźwiękowe, muzyka pojawia się tylko jako ilustracja scenek przerywnikowych. Bardzo dobrze, że tak się stało - centralnym elementem tego świata są samochody, więc dźwięk V6 niech będzie filarem ścieżki dźwiękowej. Potem można będzie go podmienić na ośmiocylindrowego widlaka, nie mogę się doczekać. Uwielbiam przegazowanie, które Max robi zawsze po wejściu do samochodu. Dźwięki burzy piaskowej też należą do bardzo sugestywnych.

Często podnoszonym zarzutem jest rzekomo wykastrowana fabuła. Nie posiadamy wiernych przyjaciół, których gra nam będzie z dramatyczną premedytacją odbierać, nie poszukujemy ukochanej, która została porwana przez siły piekielne, nie zaplątaliśmy się w złożone polityczne intrygi możnych tego świata. Sprawa jest prosta, a motywacja głównego bohatera czytelna. Oczyszczamy świat z plugastwa i chcemy odzyskać wypieszczony pojazd, który odebrano nam w intrze. Max jest samotnikiem. Jeżeli komuś pomaga to nie bezinteresownie. Być może górnolotne i postbarokowe zdania, które wypowiadają napotkane osobistości są utrzymane w konwencji pustynnej religii świecy zapłonowe, ale mnie nie przekonują. Dobrze się stało, że mało co rozumie z tej gadaniny - w wyniku zastosowania wszechobecnego australijskiego akcentu, fachowego słownictwa i mikroskopijnego rozmiaru czcionki z dialogami. Nie czuję abym coś tracił.

Bo jest to gra o powtarzaniu. Pacyfikujemy bazy wroga, zbieramy złom, kolekcjonujemy plany wygodnych rozwiązań technicznych dla naszej bazy zwiększając dobrobyt upadłego świata. Obozów, baz i twierdz są dziesiątki. Jak na razie (11 godzin gry) nie spotkałem dwóch identycznych. Często stanowią dość złożony labirynt, w którym najłatwiej odnaleźć się stosując zasadę „lewa/prawa dłoń wciąż na ścianie”. Nie ma specjalnej minimapy z oznaczonymi znajdźkami, która by się wyświetliła podczas eksploracji budynków. Szukać się samemu i często jest dość trudne. Architektura fallutowa czyli blacha falista, sznurek i "beleco" ukrywa wiele łatwych do przeoczenia zakamarków.

Kończę 2 akt, zwiedziłem dopiero ¼ mapy tego całkiem dużego świata. Tłukę dzikusów z przyjemnością, zbieram fanty i instaluję je w moim samochodzie. Pozdrowienia z dna oceanu.

2015-09-14 09:11:22

skomentuj

W zeszły tygodniu napisałem długa notkę o GTA 4 - skasowałem ją przypadkowo się podczas edycji

W zeszły tygodniu napisałem długa notkę o GTA 4 - skasowałem ją przypadkowo się podczas edycji. Dziś zmarnowałem recenzję Mad Maksa - wszystko dlatego, że Facebook, choć jest naszpikowany Ajaksem jak amsterdamski sklep z pamiątkami, to nie posiada autozapisu szkiców sporządzanych teksów. Dodatkowo edycja utworzonego wcześniej tekstu odbywa się w wąskim DIV-ie wyświetlanym ponad stroną - przypadkowe kliknięcie poza to okno zamyka je bez sakramentalnego "o może by tak najpierw zapisać efekty pracy?". Druga najpopularniejsza strona świata... Ech, zły jestem.

2015-09-14 06:41:33

skomentuj

starsze index nowsze



Onegdaj pisałem, że...

Prowadzę bloga "Gry dla dorosłych" od 19 lutego 2013 roku. Oto niektóre z wcześniejszych tekstów:


2016-02-02

Zawsze chciałem pojechać do NYC. W miniony weekend trafiła się okazja. W pakiecie podróżnym dostałem intrygującą zimową atmosferę opustoszałej metropolii oraz niezbyt pociągające mechaniki sieciowej strzelanki z widokiem z trzeciej perspektywy

2018-05-31

Nic nie pisałem, a było o czym. Za mną piękne dwa (może trzy?) tygodnie przy Factorio

2017-06-12

Absolutnie wolna niedziela. Od wszystkiego. Myślisz, że ograsz co to nierozpoczęte, przeczytasz niedoczytane i tak dalej