Ostatnie dni roku - nadszedł czas podsumowań

Ostatnie dni roku - nadszedł czas podsumowań. Właśnie wyeksportowałem z mojego konta PSN listę gier, z którymi miałem okazję spędzać czas w roku 2015. Skasowałem te ledwo napoczęte. Skasowałem również te, których pamiętać nie chcę, nie muszę, nie potrzebuję. Zaskoczyła mnie długość listy - pełne 40 tytułów. Co ciekawe zdecydowaną większość z tych pozycji ukończyłem. Chyba czas zmienić opis bloga - to już nie jest walka z trudami codziennego żywota o każdą godzinę spędzoną przy konsoli. Dobiegając czterdziestki stałem się graczem hardcore'owym. Prawdopodobnie to właśnie tym blogiem skutecznie usankcjonowałem potrzebę intensywnego grania przed żoną - papierkiem lakmusowym mojej pasji. Tak, pasji - już nie szaleństwa.

Poczułem się naprawdę komfortowo, kiedy zobaczyłem jak duży udział w zestawieniu stanowią gry z przeszłości. Nie tej zamierzchłej, choć oczywiście ciągle zdarza mi się rozegrać szybką partię Fallouta 2 lub Cywilizacji. Wyjątkowo jednak cenię sobie możliwość powrotu do tak genialnych pozycji jak RDR, Minecraft, Shadow of the Colossus czy GTA IV. Oto pełne zestawienie:

1. Assassin's Creed IV Black Flag
2. Assassin's Creed Unity
3. Batman: Arkham Knight
4. Call of Juarez Gunslinger
5. CounterSpy
6. Dragon Age: Inquisition
7. DRIVECLUB
8. Dying Light
9. Entwined
10. Fallout 4
11. Far Cry 4
12. Game of Thrones
13. Grand Theft Auto IV
14. Grand Theft Auto V
15. HEAVY RAIN
16. Hustle Kings
17. inFAMOUS First Light
18. Journey
19. LIMBO
20. Mad Max
21. Mafia II
22. METAL GEAR SOLID V: GROUND ZEROES
23. METAL GEAR SOLID V: THE PHANTOM PAIN
24. Metro: Last Light Redux
25. Minecraft
26. Never Alone
27. Red Dead Redemption
28. Remember Me
29. Rocket League
30. Shadow of the Colossus
31. Skyrim
32. The Order: 1886
33. The Unfinished Swan
34. The Walking Dead
35. The Walking Dead: Season 2
36. The Witcher 3: Wild Hunt
37. The Wolf Among Us
38. Uncharted 2: Among Thieves
39. Until Dawn
40. Valiant Hearts: The Great War

Gdybym miał wybrać te najważniejsze to zadanie okazuje się proste, o ile wstępnie dokona się podziału na gry małe i duże. Pośród dużych wyróżniam: Wiedźmina, Fallouta oraz Dying Light. Najważniejsze pośród maluchów okazały się: The Unfinished Swan, Valiant Hearts i Journey. To był dobry rok, jeden z najlepszych.

P.S.
Pamiętajcie - prawdziwi twardziele odpalają noworoczne fajerwerki tylko w Minecrafcie.

2015-12-29 07:42:29

skomentuj

Z Journey nie miałem po drodze od bardzo dawna

Z Journey nie miałem po drodze od bardzo dawna. Jak wiecie praktycznie ominęło mnie granie na PS3. Następnie musiałem długo czekać na reedycję. Ta się pojawiła w lipcu 2015. W końcu mój centralny ośrodek zdrowego rozsądku nakazywał wypatrywać promocji. Taka trafiła się w tzw. "czarny piątek". Zakupiłem, pobrałem i po indukowanym Falloutem vacatio legis zabrałem się do gry.

Nie wiem jakim cudem, ale udało mi się uniknąć spoilerów. Wszak gra została wydana prawie 4 lata temu. Fascynowała mnie od samego początku, był czas, że gdzie się nie spojrzało to można było przeczytać peany na jej temat. Jeżeli jest na sali jakiś osobnik, które jeszcze w to nie grał, a jednocześnie pragnie kiedyś przeżyć Podróż poznając wszystkie jej elementy samemu - uprasza się o przeskoczenie następnego akapitu.

Dla mnie Journey to najbardziej intymne doświadczenie gry wieloosobowej jakie przeżyłem w całym swoim życiu. Wyobraźcie sobie, że rozglądam się spokojnie po okolicy, wtem obok mnie ktoś przechodzi. Idę za nim, w końcu to pierwszy napotkany w tym świecie NPC - musi być istotny. Prowadzi mnie na wydmy, pościg chwilę trwa, w międzyczasie zaczynam popiskiwać. Napotkana postać zawraca i również wydaje dźwięki. Ja robię pi-pi, ona odpowiada pi-pi. Intonuję pi-pi-piiiiiii, w reakcji słyszę dokładnie to samo. Dociera do mnie, że to nie algorytm. To żywy człowiek, który prawdopodobnie jest tak samo zaskoczony jak ja. Idziemy razem, w grupie raźniej - poza tym możemy sobie wzajemnie ładować szalik wysokiego skoku. GE-NIAL-NE! Mój kompan gdzieś się gubi, niebawem pojawia się następny i kolejny. Niektórzy nie są w ogóle zainteresowani interakcją, pędzą przed siebie niczym wygarniturowani yuppie na Wall Street lat 90-tych. Wtedy jeszcze nie mam świadomości, że wszyscy zmierzamy w tym samym celu. By umrzeć.

Piękna gra ze wspaniałym zakończeniem i szeregiem, niewymuszonych skryptami, wzruszeń po drodze. Na razie skończyłem dopiero dwa cykle Podróży, ale z pewnością będę wracał do tego dzieła regularnie, podobnie jak czasami lubię sobie polatać nad łąką we Flower.

2015-12-28 14:08:03

skomentuj

Podobno pośród moich szanownych czytelników (niech będą błogosławione wasze pady!) pojawiły się wątpliwości natury konstytucyjnej

Podobno pośród moich szanownych czytelników (niech będą błogosławione wasze pady!) pojawiły się wątpliwości natury konstytucyjnej. Jedno zdanie wyjaśnienia: nie, nie planuję zmiany nazwy bloga na "Fallout master race". Kończę z Bostonem by przenieść się w czasie i przestrzeni. Tym razem będzie to Afganistan - rok 1984. Zapowiada się ciekawie, bo moje doświadczenia z serią są znikome: dwie godziny przy Sons of Liberty na PS2 oraz tekst Krupik z wrześniowego Piksela.

2015-12-18 07:57:03

skomentuj

starsze index nowsze



Onegdaj pisałem, że...

Prowadzę bloga "Gry dla dorosłych" od 19 lutego 2013 roku. Oto niektóre z wcześniejszych tekstów:


2016-01-07

Mija dwudziesty dzień od chwili kiedy zapowiedziałem początek mojej przygody w Metal Gear Solid V: The Phantom Pain

2015-04-01

Cały wczorajszy wieczór spędziłem z Assassin's Creed: Unity. Pod koniec byłem naprawdę wkurwiony

2018-01-23

Ostatni post z 20 października 2017. Pewnie z tej okazji dostaliście specjalne powiadomienia od Facebooka o treści: "wielkie odkrycie radzieckich archeologów - strona Gry dla Dorosłych wciąż funkcjonuje"