Wczoraj ukończyłem Firewatch

Wczoraj ukończyłem Firewatch. Gra jest bardzo dobra, polecam wszystkim, ale czytanie dalszej części tej notki nie jest polecane dla osób, które jeszcze nie miały okazji przejść gry. Suspens trzeba sobie szanować.

Uważny czytelnik recenzji Firewatch z pewnością zwrócił uwagę na narzekanie – wielu osobom nie podoba się zakończenie gry. Misternie budowana tajemnica okazuje się zwykłą (sic!) ludzką tragedią. Nie ma tam rządowego spisku, tajnych służb, UFO i nadprzyrodzonych mocy. Historia pochodzi ze świata realnego i dotyczy problemów rzeczywistych ludzi. Rozczarowany jestem wszystkimi rozczarowanymi. Opowiem dlaczego.

Jeden z poprzedników Henry’ego na stanowisku strażnika leśnego miał na imię Ned. Trzy lata temu zabrał swojego syna, Briana, na placówkę. Razem spędzali lato włócząc się po lesie, wspinając na skały i kąpiąc w jeziorze. Wspaniała przygoda. Brian zbudował świetny fort, stworzył mapę okolicy nadając wszystkim ciekawym miejscom fantazyjne nazwy mające proweniencje w świecie Dungeons & Dragons. Niestety nie żyje. Upadł podczas próby eksploracji jaskini. Nie znamy szczegółów tego wypadku. Wiemy tylko, że jego ojciec, Ned, odciął się od tego świata. Zaszywając się w samotni postanowił samodzielnie borykać się z syndromami zespołu stresu pourazowego. Kiedy w okolicy pojawia się Henry (czyli gracz) Ned zaczyna się nim interesować. Podsłuchuje rozmowy za pomocą radiostacji. Dlatego, że się potwornie nudzi, a jako, że skończyły mu się lektury, to jego jedyną rozrywką jest podsłuchania rozmów przez CB. Jednak spisywanie ich treści oraz manipulowanie faktami, jak na przykład podłożenie do namiotu naukowców swoich budzących niepokój raportów, to raczej dowody głębokiej obsesji. Dlaczego Ned tak bardzo interesuje się Henrym? Czy komuś również przyszło do głowy, że Delilah może być matką Briana?

Chyba grałem zbyt nieuważnie aby jednoznacznie interpretować wszystkie fakty, niemniej cała intryga wydaje mi się bardzo dojrzała i niezmiernie wciągająca. Dodatkowym smaczkiem jest atmosfera przedstawionego świata – podejrzany stalowy płot w środku parku narodowego, tajemnicze zniknięcia, dziwne pikające urządzenia – wszystko to sprawia nasza wyobraźnia buzuje. Świetnie zasymulowano paranoje jakie mogą urodzić się w głowie osoby odizolowanej od społeczeństwa. Umysł Henry’ego pozbawiony znanych doznań iskrzy niczym w komorze flotacyjnej. Gracz do samego końca sam nie wiem co jest prawdą, a co tylko domysłem.

Ciekawym zabiegiem jest wprowadzenie jednorazowego aparatu fotograficznego. Podczas napisów końcowych możemy zobaczyć kilkanaście zdjęć wykonanych samodzielnie przez gracza, ale również fotografie poprzedniego właściciela. Polecam wytrzymać do końca creditsów – jest to relatywnie krótka lista.
Kolejny smaczek stanowi alternatywne zakończenie gry – Henry wcale nie musi wracać do cywilizacji. Pojawiający się w zakończeniu helikopter będzie czekał na nas około dwóch minut - po tym czasie odleci. W przypadku tej historii samobójczy finał jest bardzo ciekawą alternatywą.

Zaczekam na zapowiedzianą poprawkę "wydajnościową" i zagram w Firewatch jeszcze raz, tym razem dokładniej wsłuchując się w każde słowo.

#firewatch #endgame #spoilers

2016-02-12 10:47:35

skomentuj

To nie są zrzuty ekranu z hiperrealistycznego moda do pecetowej wersji Firewatch

To nie są zrzuty ekranu z hiperrealistycznego moda do pecetowej wersji Firewatch. Tak prezentowało się stoisko Campo Santo podczas Game Developer Conference '15. Co prawda ta "łamiąca nagłówki" wiadomość ma prawie rok, ale może nie tylko ja ją przeoczyłem. Chciało by się posiedzieć przy tym stole.

2016-02-12 07:30:00

skomentuj

Wszyscy chyba wiedzą, że w grze Firewatch przychodzi nam wieść żywot rozwodnika w średnim wieku, który postanawia zatrudnić się jako strażnik Narodowego Parku Yellowstone

Wszyscy chyba wiedzą, że w grze Firewatch przychodzi nam wieść żywot rozwodnika w średnim wieku, który postanawia zatrudnić się jako strażnik Narodowego Parku Yellowstone. Wiedziałem to i ja. Nie wiedziałem za to jaki był powód rozwodu. Dlaczego wciąż noszę obrączkę? Czemu uciekam do samotni w głębi puszczy?

Gra posiada ascetyczne, wręcz banalne intro, które na dobrą sprawę stanowią jedynie ekrany z tekstem. Historia pewnej znajomości - od zapoznania się w studenckim barze, przez blaski i cienie codzienności, aż po dobrze znany finał. Kładę teraz prawą dłoń na lewej części klatki piersiowej i mówię wam - wzruszyłem się. Te kilkadziesiąt zdań zawiera wystarczający ładunek emocjonalny aby stać się Henrym. Pewnym ułatwieniem dla procesu immersji jest pewnie to, że też mam bez mała czterdziestkę na karku i brodę na brodzie oraz sporo punktów wspólnych w opowiedzianej historii.

Twórcy postanowili wciągnąć gracza w zabawę już w samym intro. Kolejne fragmenty opowiadanej historii przetykane są kilkunastosekundowymi "momentami" opuszczania cywilizacji przez Henry'ego. Wysiadamy z windy - wchodzimy do samochodu - parkujemy przy lesie - wchodzimy na szlak. Do tego w warstwie tekstowej pojawia się kilka wyborów. Prawdopodobnie są to raczej pseudowybory, ale każdy gracz dzięki temu odnajdzie w sobie cząstkę protagonisty. I odwrotnie.

Intryguje mnie Delilah, koleżanka z pracy, z którą komunikujemy się za pomocą radia CB. Jest zabawna i złośliwie inteligentna. Bardzo szybko pomiędzy bohaterami pojawia się specyficzny rodzaj chemii. Jaką tajemnicę skrywa w sobie ta dziewczyna? Czy ma coś wspólnego z biblijną imienniczką, która perfidnie wykorzystała zakochanego bez pamięci Samsona? Na pewno ma niezłe zadatki na femme fatale.

Szkoda tylko, że gra dość parszywie gubi klatki. Wiedziałem i o tym, nastawiałem się na lekką graficzną czkawkę, ale i tak jestem rozczarowany. Zdarza się to stanowczo zbyt często i jest bardzo irytujące. Campo Santo tłumaczy, że konsole, na których testowali grę nieznacznie różnią się od maszynek jakie posiadamy w domach. Naprawa podobno wymaga ścisłej współpracy pomiędzy twórcami, Sony, a ekipą Unity 3D. Nie jest to dobry prognostyk. Gra jednak jest wystarczająco wciągająca aby przeboleć pojawiającą się tu i ówdzie graficzną żabkę. W końcu to nie FPS.

2016-02-11 10:11:01

skomentuj

starsze index nowsze



Onegdaj pisałem, że...

Prowadzę bloga "Gry dla dorosłych" od 19 lutego 2013 roku. Oto niektóre z wcześniejszych tekstów:


2015-11-05

Jestem lekko sceptyczny. Po pierwsze: wiedźmiński film ma produkować firma Sean Daniel Company, która znana jest głównie z sequela Mumii (nota 5

2014-04-14

Miniony weekend może nie był permanentnie ekstatycznym świętem Skyrima, ale udało się osiągnąć kilka założonych celów

2015-11-18

Wiecie dlaczego nie pisałem nic od kilku dni? Bo mi się Fallout naprawił. Okazuje się, że z bugami w tej grze jest jak z problemami w Windowsie - restart sprzętu rozwiązuje 95% z nich