Nic tak nie odświeża zwapniałego umysłu jak zmiana nawyków

Nic tak nie odświeża zwapniałego umysłu jak zmiana nawyków. Czasami może to być prosta rzecz, choćby odwrócenie o 180 stopni kontaktów włączających światło w mieszkaniu. Oczywiście najbardziej stymulujące będzie np. przeprowadzenie się odległego kraju i nauczenie się nowego języka, ale na taką reanimację w moim przypadku jeszcze stanowczo za wcześnie. Musi mi wystarczyć The Division.

Wczorajszy wieczór spędziłem na przechodzeniu misji w ekipie randomowych kompanów. System dobierania drużyny działa sprawnie, nigdy nie czekałem dłużej niż kilkanaście sekund. Trudno się dziwić, cały świat teraz walczy z nowojorską ospą. Bez mikrofonu, bez wyszukanej taktyki, w sposób naturalny i nieskrępowany. Każdy wie co ma robić. Nigdy tak nie grałem. Bałem się, że tempo gry wieloosobowej pozbawi mnie możliwości dogłębnej analizy obiektów czy tekstur jakimi twórcy wypełnili świat gry. Myliłem się. Na wszystko jest czas, a radość ze skutecznej współpracy, uleczenie kogoś, czy też zajście wroga z boku podczas gdy zajęty jest wymianą ognia zza osłony to zupełnie nowe uczucie. Co ja robiłem przez te wszystkie lata?

Wciąż trzymam się z daleka od Strefy Mroku czyli miejsca gdzie gracz graczowi wilkiem. Byłem tam raz, na chwilę, sam jak palec i miałem wrażenie, że jest stanowczo zbyt ciężko. Teraz zbliżam się z moją postacią do levelu 20 i czuję się całkiem pewnie.

Kolejne zaskoczenie to zmiana moich nawyków jeżeli chodzi o broń. Naturalnym zestawem wydawała mi się zawsze snajperka i karabinek szturmowy. Dystans, działanie w ukryciu i chirurgiczna precyzja – takie zwyczaje wynosi się po ograniu dziesiątek singlowych kampanii. Tym razem postanowiłem
eksperymentować i okazało się, że najlepiej sprawdza się SMG wyposażone w uchwyt stabilizujący, magazynek przyspieszający tempo wypluwania pocisków oraz czas przeładowania, dość zaawansowaną optykę oraz tłumik. Jak skończy się amunicja, co zdarza się dość często podczas dłuższych misji mimo, że skrzynki uzupełniające zasoby są porozrzucane po całym świecie gry, to przełączam się na LKM. Nigdy w grach nie używałem karabinów maszynowych! Teraz używam, choć ten którym dysponuję nie umywa się do podrasowanego SMG. Ciężkie to i przymulone.

Dlaczego Division, a nie Destiny, Firefall albo H1Z1 czy DayZ? Nie mam pojęcia. W swojej konsumpcji popkultury dryfuję ostatnio w stronę realistycznej i często apokaliptycznej fikcji, a oddalam się od nurtu fantasy/sci-fi/horror. To chyba jedyny powód. Nawet kryminały zacząłem czytać (po 35 latach ignorowania takiej literatury). Kręte te ścieżki, Izajasz w ogóle się nie postarał z prostowaniem.

2016-03-15 10:31:58

skomentuj

Facebook nie zna litości

Facebook nie zna litości.

2016-03-15 08:30:32

skomentuj

Od zdania oznajmiającego, że nigdy nie grałem w MMO są trzy wyjątki

Od zdania oznajmiającego, że nigdy nie grałem w MMO są trzy wyjątki. Pierwszy to Ogame, dla którego zmarnowałem kilka długich miesięcy czasu studiów. Szczególnie zaabsorbował mnie aspekt społecznościowy, wykształcony zupełnie niezależnie od samej gry. Aktywność na forach, dyplomacja, rozmowy o wszystkim i niczym w oczekiwaniu na przekierowanie floty, które akurat wypada o 4:17 nad ranem. Byłem nawet kanclerzem sojuszu posiadającego ponad 200 członków. Potem nastąpiła kilkunastoletnia przerwa, a po niej GTA Online. Nie grałem dużo, dosłużyłem się chyba 30 poziomu postaci, ale bardzo doceniam. Może gdyby nie wszechobecne ekrany ładowania to grałbym więcej.

Trzecim odstępstwem jest Tom Clancy's The Division. Dlaczego tak rzadko gram w wieloosobowe gry sieciowe? Bo jestem typem kontemplacyjnym. Uruchamiam grę po to aby przenieść się do innego świata, smakować sztucznie wykreowaną rzeczywistość, oglądać zachody słońca i słuchać dźwięków ambientu. Nie czuję potrzeby mierzenia swojej wartości walutą fragów. Konfrontacja z drugim człowiekiem nie stanowi dla mnie nadrzędnej wartości, mimo iż walka z przygłupim AI bardzo często mierzi niczym lektura wiadomości z działu polityka.

Division stanowi ciekawe połączenie eksploracji z konfrontacją. Wczoraj zaliczyłem kolejny wieczór w zarażonym czarną ospą Nowym Yorku, pierwszy w wersji oficjalnej. Niby byłem solidnie oswojony z betą, a jednak ogrom rzeczy do zrobienia przytłoczył mnie nieco. Być może dlatego, że nie grałem sam. Zauważyłem, że muszę wykształcić w sobie zupełnie nowe odruchy. Nie mogę za bardzo się wszystkim przejmować. To jest rozrywka, a nie prawdziwa taktyczna operacja odbijania miasta z rąk terrorystów. Mam ochotę na zwiedzenie zaułka - robię to. Wpadło mi sporo nowych przedmiotów - zatrzymuję się i przeglądam wdziewając te lepsze na siebie. Kiedy plecak jest przepełniony bez krygowania się uderzam do sklepikarza. Wciąż nie wiem czy po uleczeniu przez kompana należy podziękować, nie mam pewności czy mogę zebrać sprzęt, który wypadł z minibossa wyeliminowanego nie przeze mnie. Etykieta gier sieciowych to całkowicie nowa dla mnie dziedzina wiedzy, ale koniecznie chcę zgłębić to zagadnienie. Wiem, że z Division to będzie przyjemność.

P.S.
Nie wymieniłem DayZ, The Last of Us, World of Tanks, RDR, FC4, Dying Light, Garden Warfare i kilku innych tytułów gdzie również grałem w multi. Po pierwsze dlatego, że psuło by to założoną tezę, a po drugie - to było zaledwie po kilka godzin na każdą grę.

#Division #VariolaVera

2016-03-11 08:36:35

skomentuj

starsze index nowsze



Onegdaj pisałem, że...

Prowadzę bloga "Gry dla dorosłych" od 19 lutego 2013 roku. Oto niektóre z wcześniejszych tekstów:


2015-09-23

Poza tym, że testuję przedpremierowe oprogramowanie 3.0 konsoli (niestety nie mogę się nad tym rozwodzić) to nieprzerwanie podróżuję po pustkowiach Mad Maksa

2016-04-01

Pamiętacie jak kilka miesięcy temu zapowiadałem swoje zainteresowanie starczym cosplayem? Stało się, od dzisiaj wcielam się w ubogą wersję Johna Marstona

2016-08-12

Drugi dzień gry i drugi raz kiedy nie mogłem się późną nocą oderwać od pogoni za "jeszcze jedną planetą"