The Division jest tak dobre, że od dwóch dni nie miałem nawet czasu by przyjąć tygodniową dawkę mojej ulubionej popkulturowej strawy czyli serialu The Walking Dead

The Division jest tak dobre, że od dwóch dni nie miałem nawet czasu by przyjąć tygodniową dawkę mojej ulubionej popkulturowej strawy czyli serialu The Walking Dead. Warto zaznaczyć, że szósty sezon jest wyjątkowo wciągający.
Nie wiem czy w najnowszym odcinku Żywych Trupów pojawił się już Negan, ale wczoraj, w pobliżu nowojorskiej elektrowni WarrenGate, znalazłem niejaką Lucille.

2016-03-16 07:10:38

skomentuj

Nic tak nie odświeża zwapniałego umysłu jak zmiana nawyków

Nic tak nie odświeża zwapniałego umysłu jak zmiana nawyków. Czasami może to być prosta rzecz, choćby odwrócenie o 180 stopni kontaktów włączających światło w mieszkaniu. Oczywiście najbardziej stymulujące będzie np. przeprowadzenie się odległego kraju i nauczenie się nowego języka, ale na taką reanimację w moim przypadku jeszcze stanowczo za wcześnie. Musi mi wystarczyć The Division.

Wczorajszy wieczór spędziłem na przechodzeniu misji w ekipie randomowych kompanów. System dobierania drużyny działa sprawnie, nigdy nie czekałem dłużej niż kilkanaście sekund. Trudno się dziwić, cały świat teraz walczy z nowojorską ospą. Bez mikrofonu, bez wyszukanej taktyki, w sposób naturalny i nieskrępowany. Każdy wie co ma robić. Nigdy tak nie grałem. Bałem się, że tempo gry wieloosobowej pozbawi mnie możliwości dogłębnej analizy obiektów czy tekstur jakimi twórcy wypełnili świat gry. Myliłem się. Na wszystko jest czas, a radość ze skutecznej współpracy, uleczenie kogoś, czy też zajście wroga z boku podczas gdy zajęty jest wymianą ognia zza osłony to zupełnie nowe uczucie. Co ja robiłem przez te wszystkie lata?

Wciąż trzymam się z daleka od Strefy Mroku czyli miejsca gdzie gracz graczowi wilkiem. Byłem tam raz, na chwilę, sam jak palec i miałem wrażenie, że jest stanowczo zbyt ciężko. Teraz zbliżam się z moją postacią do levelu 20 i czuję się całkiem pewnie.

Kolejne zaskoczenie to zmiana moich nawyków jeżeli chodzi o broń. Naturalnym zestawem wydawała mi się zawsze snajperka i karabinek szturmowy. Dystans, działanie w ukryciu i chirurgiczna precyzja – takie zwyczaje wynosi się po ograniu dziesiątek singlowych kampanii. Tym razem postanowiłem
eksperymentować i okazało się, że najlepiej sprawdza się SMG wyposażone w uchwyt stabilizujący, magazynek przyspieszający tempo wypluwania pocisków oraz czas przeładowania, dość zaawansowaną optykę oraz tłumik. Jak skończy się amunicja, co zdarza się dość często podczas dłuższych misji mimo, że skrzynki uzupełniające zasoby są porozrzucane po całym świecie gry, to przełączam się na LKM. Nigdy w grach nie używałem karabinów maszynowych! Teraz używam, choć ten którym dysponuję nie umywa się do podrasowanego SMG. Ciężkie to i przymulone.

Dlaczego Division, a nie Destiny, Firefall albo H1Z1 czy DayZ? Nie mam pojęcia. W swojej konsumpcji popkultury dryfuję ostatnio w stronę realistycznej i często apokaliptycznej fikcji, a oddalam się od nurtu fantasy/sci-fi/horror. To chyba jedyny powód. Nawet kryminały zacząłem czytać (po 35 latach ignorowania takiej literatury). Kręte te ścieżki, Izajasz w ogóle się nie postarał z prostowaniem.

2016-03-15 10:31:58

skomentuj

Facebook nie zna litości

Facebook nie zna litości.

2016-03-15 08:30:32

skomentuj

starsze index nowsze



Onegdaj pisałem, że...

Prowadzę bloga "Gry dla dorosłych" od 19 lutego 2013 roku. Oto niektóre z wcześniejszych tekstów:


2015-05-27

W końcu! Spotkałem w Novigradzie kowala potrafiącego obstalować miecz godny wiedźmina

2015-10-01

Jest taka gra, bardzo fajna, choć brutalna. Gra, zwykła gra, przy niej bledną wszystkie inne

2016-01-08

Właśnie skończyliśmy nagranie podcastu. Adrian Jaworek z portalu Save Project zaprosił mnie do rozmowy w ramach "Klubu emerytowanego gracza"