Jak widzicie, na bazarze w King's Bay można znaleźć płyty vinylowe zespołu "The Shambalas"

Jak widzicie, na bazarze w King's Bay można znaleźć płyty vinylowe zespołu "The Shambalas". Kupował bym. Oczywiste jest nawiązanie do mitycznej krainy odwiedzanej przez Nathana w Uncharted 2, ale niewiele osób zdaje sobie sprawę, że monografia tego zespołu występowała również w The Last of Us, w kwaterze głównej Billa.

Tymczasem chcę wrócić do kilku gier jakie miałem okazję ograć w ostatnim miesiącu, a o których nie napisałem tutaj ani słowa.

Child of Light
Naczytałem się entuzjastycznych recenzji o tym, że w cenie wina można kupić małe cacko - grę piękną, mądrą i wciągającą. Nie jestem fanem platformówek, nasyciłem się tego typy grami na początku lat 90-tych. Dzisiejsi przedstawiciele gatunku dysponują bajeczną grafiką, ale sedno pozostało takie samo. Zadziwia mnie jednak mnie częstotliwość wydawania gier opartych na mechanice skakania po platformach i rozwiązywania prostych zagadek środowiskowych.
Child of light posiada dodatkowy atut - walki odbywają się w turach w stylu klasycznego jRPG. Niestety nie okazało się to dla mnie zbyt ekscytujące. Zasada jest prosta - trzeba obić wszystkich słabiaków i podekspić zanim ruszy się na lokalnego bossa. Nuda. Największą zaletą CoL jest to, że główna bohaterka po kilkudziesięciu minutach zabawy uczy się latać. Sztuka lewitacji jest bardzo przydatna podczas pokonywania dwuwymiarowego labiryntu. Tak to ja mogę grać w platformówki! Niestety zatrzymałem się gdzieś w połowie i raczej do niej nie wrócę.

Battlefield 4
Dwa i pół roku po premierze ta gra wciąż sprawia bardzo pozytywne wrażenie. Kampania dla jednego gracza okazała się wciągającą i zróżnicowaną przygodą - o ile tylko nie traktuje się swoich braci broni inaczej niż tańczące piksele. Sztuczna inteligencja sojuszników nie istnieje, niewiele dobrego można powiedzieć o zachowaniu sterowanego przez algorytmy wroga. Grałem na najwyższym poziomie trudności i w paru miejscach musiałem kilkanaście razy podejmować wyzwanie od nowa, mimo wszystko całość sprawiła bardzo dobre wrażenie. Destrukcja otoczenia, imersja broni, piękne widoczki.
Rozegrałem też kilka prawilnych meczy w sieciowym BF4. Oszołomił mnie rozmiar map i mnogość możliwości. Gdybym tylko był nastolatkiem, który w wakacje ma wakacje to pewnie grałbym aż furczy. No ale nie jestem.

Lords of the Fallen
Uruchomiłem ten tytuł tylko i wyłącznie z dziennikarskiej ciekawości. Ekipa z CI Games pokazała, że potrafi zrobić solidną, ładnie wyglądającą i porządnie animowaną grę AAA. Niestety nie dla mnie. Gram dla przyjemności, gram po to aby się czegoś ciekawego dowiedzieć o sobie lub o świecie. Moim celem nigdy nie było wykształcenie małpiej zręczności w kciukach. LoF tego jednak wymaga. Gra jest trudna, zniechęciła mnie po pół godzinie rozgrywki. Najgorsze są w tym wszystkim odległości pomiędzy checkpointami oraz wskrzeszanie zabitych wrogów. Dokładnie te same argumenty odrzucają mnie od gier From Software.

FIFA 15
Tak, tak. Były mistrzostwa, więc musiała być Fifa. Kupiłem za grosze starą wersję i ubawiłem się setnie rozgrywając projekcje wieczornych meczy, tych które faktycznie odbywały się na francuskich stadionach. Małe, a cieszy. Chciałbym kiedyś umieć zrobić te wszystkie tricki, ale coś czuję że do MŚ w 2018 już tej gry nie odpalę.

Do premiery NMS zostało 18 dni i 11 godzin, a ja nie mam w co grać :/

2016-07-21 12:13:12

skomentuj

Moja wielka włosko-szkocko-madagaskarska przygoda zakończyła się w piętnaście godzin po rozpoczęciu

Moja wielka włosko-szkocko-madagaskarska przygoda zakończyła się w piętnaście godzin po rozpoczęciu. Statystyki wbudowane w Uncharted 4 informują, że sterowana przeze mnie postać stała w miejscu przez ponad dwie godziny - oznacza to, że zawartość gry w grze jest nieszczególnie wysoka. Jednak kiedy już Naughty Dog daje nam sobie pograć to okazuje się, że U4 nie ma sobie równych.

Uncharted 4 jest piękne. Słyszałem głosy, że oto pierwsza nextgenowa gra została wydana 2,5 roku po premierze PS4. Intrygowało mnie to, ale nie pędziłem do sklepu. Grałem w drugą część sagi Nathana i wiedziałem czego się spodziewać. Ostatni odcinek to z pewnością najlepiej wyglądająca gra na konsolach. Do tego świetnie udźwiękowiona, cudownie napisana i wspaniale wyreżyserowana. Nie ma zbyt wielu długich i nużących potyczek na broń palną. Akcja dość często zmienia tempo, jest bardzo zróżnicowana, a lokacje bywają ogromne i do tego prześliczne.

Czy to będzie gra roku? Wątpię. To co najwyżej gra jednego weekendu, bo tyle mniej więcej potrzeba aby doświadczyć tego arcydziełka. Szczególnie kiedy lipiec nie rozpieszcza jak w tym roku. Można przechodzić jeszcze raz, szukać skarbów i innych znajdziek, ale idea gry podzielonej na etapy, a nie sandboksa, kłóci mi się z klasycznym zbieractwem. Ochota na zaglądanie pod każdy kamień w świecie gry idzie u mnie razem z absolutną persystencją inwentarza. Co prawda próbowałem wracać do etapu nr 12, nie mogłem sobie odmówić by jeszcze raz zanurkować w wodach otaczających Libertalię. Trwało to może z 20 minut. Tryb wieloosobowy też nie jakoś specjalnie jest wciągający. Nie jestem specjalistą, ale odnoszę wrażenie jego kompletnej wtórności. Dużo ciekawiej mi się skradało w multi TLOU, o The Division nie wspomnę.

Wracając do Uncharted 4. Największym atutem tego tytułu jest brak monotonii. Gra została zaprojektowana perfekcyjnie, zmiany tempa, retrospekcje, wymiany towarzyszy, poziom zagadek, rozmach map - to wszystko sprawia, że cieszy każdy ruch, każda sekunda w świecie gry. Nathan Drake przekonuje jak nigdy dotąd, jego relacja z żoną wydaje się wiarygodna, podobnie stosunek do brata. Mucha nie siada też na skoroszycie ze scenariuszem. Bardzo mi się podoba, że w grze nie występują magiczne moce, przedwieczni mutanci, naziści czy nieznane nauce minerały. Warstwa legendarno-historyczna trzyma się kupy, choć oczywiście mam świadomość, że drewniane domki na tropikalnej wyspie po 200 latach kupy trzymać się już raczej nie powinny.

Zagrać trzeba, nawet wypada, bo gra wytycza nowe standardy w dziedzinie wizualnych wrażeń. Jednak nie tego szukam w grach wideo, nie o tym będę rozmyślał przez długie tygodnie.

#Uncharted4 #aThiefsEnd #NathanDrake

2016-07-19 10:19:36

skomentuj

Czas podsumowań

Czas podsumowań. Microsoft pokazał show w stylu Festiwalu Piosenki Chu*owej w Opolu, Ubisoft zadowolił się poziomem telewizyjnego talk-show, a Sony zaprezentowało gry z muzyką na żywo okraszone niezbyt żywym prowadzącym. Pozostałe prezentacje znam jedynie z materiałów prasowych, co wcale nie przeszkadza mi szafować werdyktami.

Najciekawszą grą E3 2016 jest Inside, mała gra twórców Limbo. Z fantasmagorycznej nicości, która rozpostarta jest gdzieś pomiędzy piekłem, niebem, a czyśćcem przenosimy się do biur, fabryk i magazynów świata współczesnego. Pewnie to tylko platformówka, pewnie dość krótka i miejscami wtórna, ale i tak zabija klimatem.

Pośród dużych gier nominacje mam dwie. Po pierwsze zastanawiam się czy State of Decay 2 okaże się xboksowym system sellerem - przynajmniej w moim przypadku. Niewiele wiemy o tej grze, ale prawdopodobieństwo, że Undead Labs spartaczą jest niskie. Drugi głos idzie w stronę Horizon Zero Dawn. Przekonuje mnie walka z grzbietu robo-bawołu, szczególnie wystrzeliwane łukiem linki, którymi można przypinać wrogów do podłoża.

Wiele osób przewiduje, że Gone Days może być fajne, ale ileż to podejść do tematu sanboksów w czasach zarazy mieliśmy ostatnio? Zawsze wolałem te skradankowo-surwiwalowe, a GD stawia raczej na zabawę w stylu Left 4 Dead. Świat i muzykę ukradziono z TLOU, motocykle i kodeks moralny bohaterów pochodzą wprost z serialu Sons of Anarchy - ciekawi mnie tylko skąd ocaleńcy biorą hurtowe ilości amunicji.

Ghost Recon: Wildlands - to na pewno będzie hit. Może nie na metacritiku i w dorocznych zestawieniach, ale po The Division mam pewność, że ta gra to gwarancja 1-2 miesięcy dobrej zabawy. Bankowo.

Wiadomo też, że od jakichś 10 lat czekam na Last Guardian, cieszy mnie, że znana jest w końcu konkretna data. Nawet jeśli ta gra nie przekroczy Rubikonów, przez które swego czasu przeprawiały się zarówno ICO jak i SOTC, to i tak będzie piękna i wciągająca.

W grze Watch Dogs 2 spodobała mi się akcja z dronem oraz zdalnie sterowanym autkiem. Bardzo pozytywnie zapatruję się na tą grę, choć nie oczekuję urwania kapelusza. Ot, kolejny porządny sandboks od Ubi. Jacyś mało wiarygodni wydają mi się ci hakerzy, za bardzo wypacykowani, pewnie dlatego, że hakują emacsem przez sendmail.

Fani God of War stękają z niezadowoleniem po prezentacji najnowszej odsłony, a ja zacieram ręce. To może być pierwszy GoW, którego polubię.

Podobają mi się niektóre ruchy Microsoftu, konsolidacja platformy Windows i Xbox, cross-platform. Nowa Forza wygląda ciekawie - przypomina mi piękne chwile w TD:Unlimited.

Nie podobają mi się pomysły na Detroit: Become Human, Death Stranding, For Honor, a najbardziej jestem rozczarowany brakiem choćby jednej wciągającej gry dla urządzeń VR.

Na koniec oczywiście Gwint! Dużo bardziej responsywna wydaje się ta gra - porównując do gwinta osadzonego w W3. W sam raz aby grać w kolejce do geriatry.

2016-06-16 09:21:24

skomentuj

starsze index nowsze



Onegdaj pisałem, że...

Prowadzę bloga "Gry dla dorosłych" od 19 lutego 2013 roku. Oto niektóre z wcześniejszych tekstów:


2015-10-26

Dlaczego tak długo zwlekałem z zagraniem w Serce z Kamienia? Przecież jako zapalony geraltofil powinienem to zrobić już dawno

2015-11-13

Bugi pojawiły się na koniec trzeciego dnia eksploracji pustkowi. Niestety nie mogłem tego przemilczeć

2014-02-05

Zdjęcia z giełd komputerowych poszukiwane. Ja jeździłem na giełdę do krakowskiego ELBUD-u (okolice placu Matecznego)