Zdecydowałem się wczoraj opłacić jednomiesięczne Złote Myto dla Microsoftu dzięki czemu uzyskałem dostęp do kilku gier zainstalowanych wcześniej na użyczonej konsoli

Zdecydowałem się wczoraj opłacić jednomiesięczne Złote Myto dla Microsoftu dzięki czemu uzyskałem dostęp do kilku gier zainstalowanych wcześniej na użyczonej konsoli. Reklamowana powszechnie permanentność gier pozyskanych w ramach Games with Gold okazała się dotyczyć jedynie staroci z x360. Aby grać w nowe gry udostępniane w ramach abonamentu potrzebne jest ciągłe opłacanie tegoż. No cóż, ktoś jest zaskoczony?

Sunset Overdrive
Pierwszym tytułem, jaki trafił na mój warsztat był Sunset Overdrive. Zainteresowałem się tą grą pod koniec 2014 roku, podczas lektury PIXELA. Recenzent zachwycał się miodnością szalonej rozwałki w otwartym świecie. Stawiał nawet tezę, że Sunset Overdrive może być czarny koniem platformy, niespodziewanym system selerem Xboksa One. Doniesienia medialne okazały się mocno przesadzone. Wyobrażałem sobie coś z pogranicza inFamous i Saints Row – dostałem grę faktycznie szaloną i być może widowiskową, ale po prostu nieciekawą. Spróbuję zapewne jeszcze raz, postaram się choć trochę podszkolić z tricków i odszukać w tym chaosie jakieś metody, ale intuicja podpowiada mi, że niewiele ugram. Nie jestem przekonany do sandboksów pozbawionych elementu kontemplacyjnego. Tutaj nie ma czasu na zadumę nad zachodem słońca. W ogóle nic ciekawego tam nie ma.

Titanfall
Drugi wybór to Titanfall, sieciowa strzelanka z mechami w roli głównej. W dekadzie dwurzędowych seledynowych marynarek i fryzur na grzybka spędzałem bardzo miłe chwile z grą MechWarrior 2. Sentyment do mechów pozostał, ale chyb mój umysł nałożył na niego moratorium. Wydany ponad dwa lata temu Titanfall niestety prezentuje się na konsoli Microsoftu dość biednie, cały czas miałem wrażenie grania w jakąś niszową pozycję free2play (BTW: nie pobierajcie Hawken, szkoda czasu). Wystarczył mi dwa sieciowe mecze poprzedzone tutorialem aby wiedzieć, że na ten tytuł czasu marnować nie muszę.

HALO 5: Guardians
Trzecim i ostatnim tytułem wieczoru było HALO 5. Moje doświadczenia z serią nie są zbyt bogate, przeszedłem w co-opie kampanię w HALO 2, ale robiłem to w zasadzie w celach towarzyskich, a nie dla samej przyjemności gry. Z resztą ile mogła trwać tamta kampania - jeden niezbyt suto zakrapiany wieczór? Nie więcej. Podchodziłem do piątej odsłony na chłodno, bez najmniejszych oczekiwań. Dostałem grę dynamiczną, widowiskową i wciągająca. Największym zaskoczeniem okazała się sztuczna inteligencja – zarówno wrogów jak i kompanów. Po tym co w kwestii AI pokazało Dice w BF4 można uznać HALO 5 za grę XXII wieku. Co najmniej. Wrogowie nie tylko są prawie sprytni, mają również ciekawy i zróżnicowany wygląd, to samo można powiedzieć o dostępnych broniach. Bardzo mi się podoba szybkie FPS-owe podejście do tematu uzbrojenia, nie ma tu pieszczenia karabinu czy pancerza jak w Destiny, jest tylko dynamiczna walka. Zaś pomiędzy potyczkami można złapać chwilę oddechu podziwiając niezwykle bogate tła i ciekawe krajobrazy. Ze wszystkich strzelanek Sci-Fi, w które, grałem w ostatnich latach to właśnie HALO przyciągnęło mnie najsilniej. Nie spodziewałem się tego, ale dziś będę kontynuował przygodę z Magdą G., Michelem M. oraz Anną S.

2016-07-28 11:47:53

skomentuj

Dzięki uprzejmości Grzegorza przez kilka najbliższych tygodni będę miał okazję testować konsolę Xbox One

Dzięki uprzejmości Grzegorza przez kilka najbliższych tygodni będę miał okazję testować konsolę Xbox One. Przywiozłem ją z Gliwic w sobotę - korzystając jedynie ze środków komunikacji publicznej. Z niesprecyzowaną dumą i bez cienia lęku dzierżyłem w dłoni zielony karton Microsoftu. Miasta w tych dniach przeżywają wysokie nasycenie służb wszelakich, nikt nie pukał się w czoło, nikt nie wręczał wizytówek zaufanego terapeuty. Operacja udała się w 100%.

Kiedy już rozpakowałem i podłączyłem sprzęt okazało się, że konsola nie wysyła sygnału do telewizora. Zmieniłem port HDMI w odbiorniku, użyłem innego kabla. Wszystko na nic. Zdziwiony i zaniepokojony zerknąłem na tył Xboksa i wszystko stało się jasne. Zapominając o tak rozlicznych jak mitycznych możliwościach telewizyjnych tego sprzętu podłączyłem kabel do pierwszej zauważonej przeze mnie szczeliny, która odpowiadała charakterystycznemu kształtowi portu HDMI. Był to port HDMI IN. Szybko naprawiłem błąd i mogłem się cieszyć widokiem menu.

Uważam się za osobę ponadprzeciętnie otwartą jeżeli chodzi o interface użytkownika w programach. Korzystałem bez zająknięcia ze starego GIMP-a, potrafię zmontować małe co nie co w Final Cut Pro, nie boję się terminalowych edytorów tekstu. Jednak UI w Xboksie One wprawił mnie w zakłopotanie. Bez większego problemu połączyłem się z WiFi i dodałem własne konto, ale odszukanie zainstalowanych na dysku gier zajęło mi dobre 10 minut. Microsoft zbyt daleko odszedł od menu znanego z x360, postanowił, że najważniejsze nie są gry - te ostatnio grane, te zainstalowane, te już posiadane, ale sednem konsoli jest sklep i te wszystkie pozycje jeszcze niezakupione. Wiedziałem, że w konsoli jest zainstalowane demko Tomb Raidera, ale udało mi się uruchomić to dopiero poprzez wizytę w sklepie. Oczywiście wkrótce potem doszedłem do tego gdzie szukać zainstalowanych aplikacji i pewnie już nigdy się nie będę nad tym problemem zastanawiał, ale zdziwienie pozostało.

O wiele dłużej będę przeżywał kwestię wibrujących spustów w padzie. Pierwszy kontakt z tym zjawiskiem był bardzo negatywny. Miałem wrażenie, że jedynym zadaniem wibracji triggerów jest przeszkadzanie graczowi. Są dość głośne i czasami odwraca to uwagę od telewizora. Potęgę tego poczułem dopiero grając w Forza Motosport. Nigdy wcześniej ABS nie był tak dobrze wyczuwalny podczas hamowania - oczywiście w padzie, bo to zjawisko nie jest niczym dziwnym w kierownicach z FF. Przejdźmy jednak do gier.

Na razie miałem okazję zaledwie liznąć tego zagadnienia. Pierwszą grą która odpaliłem było demo Rise of the Tomb Raider. Gdyby nie to, że dwa tygodnie temu cieszyłem oko w Uncharted 4 to pewnie byłbym zachwycony. Bycie Larą jak zawsze jest przyjemne, ale w kategorii "gra o archeologu, który wspina się, strzela i rozwiązuje banalne zagadki" niestety nie może zająć pierwszego miejsca. Istotne są takie kluczowe drobiazgi jak przejścia miedzy gameplayem a cut scenką, brakujące animacje w nietypowych sytuacjach, praca kamery. Dzięki temu doświadczeniu nabrałem jeszcze większego szacunku do najnowszej gry Naughty Dog.

Drugim testowanym demem była Forza Motosport 6. Nie jestem mistrzem - ani pada, ani kierownicy, ale lubię się czasami przejechać by poczuć adrenalinę podczas karkołomnego wyprzedzania przy szalonej prędkości. Po pierwszym wyścigu Fordem GT wiedziałem, że na jednym nie skończę. Następnie przyszły dwa dużo mniej spektakularne wyścigi VW Golfem (deszcz, a raczej kałuże były całkiem ładne) by zakończyć przygodę w bolidzie Indycar. Napisze to krótko: nigdy wcześniej nie czułem takiej mocy samochodu w grze wideo jak podczas wiraży na torze w Indianapolis przy prędkości dochodzącej do 370 km/h. Zobaczymy co pokaże Polyphony Digital, ale na razie królem, a w zasadzie królową ścigałek jest FM6.

Dziś będę testował pełną wersję Sunset Overdrive, mam też Halo 5 i kilka innych, mniej ekskluzywnych gier, ale tak naprawdę czekam na przesyłkę ze State of Decay: Year-One Survival Edition. Może dotrze jutro. Jakie ekskluzywa Microsoftu jeszcze polecacie do ogrania?

2016-07-26 10:17:40

skomentuj

Jak widzicie, na bazarze w King's Bay można znaleźć płyty vinylowe zespołu "The Shambalas"

Jak widzicie, na bazarze w King's Bay można znaleźć płyty vinylowe zespołu "The Shambalas". Kupował bym. Oczywiste jest nawiązanie do mitycznej krainy odwiedzanej przez Nathana w Uncharted 2, ale niewiele osób zdaje sobie sprawę, że monografia tego zespołu występowała również w The Last of Us, w kwaterze głównej Billa.

Tymczasem chcę wrócić do kilku gier jakie miałem okazję ograć w ostatnim miesiącu, a o których nie napisałem tutaj ani słowa.

Child of Light
Naczytałem się entuzjastycznych recenzji o tym, że w cenie wina można kupić małe cacko - grę piękną, mądrą i wciągającą. Nie jestem fanem platformówek, nasyciłem się tego typy grami na początku lat 90-tych. Dzisiejsi przedstawiciele gatunku dysponują bajeczną grafiką, ale sedno pozostało takie samo. Zadziwia mnie jednak mnie częstotliwość wydawania gier opartych na mechanice skakania po platformach i rozwiązywania prostych zagadek środowiskowych.
Child of light posiada dodatkowy atut - walki odbywają się w turach w stylu klasycznego jRPG. Niestety nie okazało się to dla mnie zbyt ekscytujące. Zasada jest prosta - trzeba obić wszystkich słabiaków i podekspić zanim ruszy się na lokalnego bossa. Nuda. Największą zaletą CoL jest to, że główna bohaterka po kilkudziesięciu minutach zabawy uczy się latać. Sztuka lewitacji jest bardzo przydatna podczas pokonywania dwuwymiarowego labiryntu. Tak to ja mogę grać w platformówki! Niestety zatrzymałem się gdzieś w połowie i raczej do niej nie wrócę.

Battlefield 4
Dwa i pół roku po premierze ta gra wciąż sprawia bardzo pozytywne wrażenie. Kampania dla jednego gracza okazała się wciągającą i zróżnicowaną przygodą - o ile tylko nie traktuje się swoich braci broni inaczej niż tańczące piksele. Sztuczna inteligencja sojuszników nie istnieje, niewiele dobrego można powiedzieć o zachowaniu sterowanego przez algorytmy wroga. Grałem na najwyższym poziomie trudności i w paru miejscach musiałem kilkanaście razy podejmować wyzwanie od nowa, mimo wszystko całość sprawiła bardzo dobre wrażenie. Destrukcja otoczenia, imersja broni, piękne widoczki.
Rozegrałem też kilka prawilnych meczy w sieciowym BF4. Oszołomił mnie rozmiar map i mnogość możliwości. Gdybym tylko był nastolatkiem, który w wakacje ma wakacje to pewnie grałbym aż furczy. No ale nie jestem.

Lords of the Fallen
Uruchomiłem ten tytuł tylko i wyłącznie z dziennikarskiej ciekawości. Ekipa z CI Games pokazała, że potrafi zrobić solidną, ładnie wyglądającą i porządnie animowaną grę AAA. Niestety nie dla mnie. Gram dla przyjemności, gram po to aby się czegoś ciekawego dowiedzieć o sobie lub o świecie. Moim celem nigdy nie było wykształcenie małpiej zręczności w kciukach. LoF tego jednak wymaga. Gra jest trudna, zniechęciła mnie po pół godzinie rozgrywki. Najgorsze są w tym wszystkim odległości pomiędzy checkpointami oraz wskrzeszanie zabitych wrogów. Dokładnie te same argumenty odrzucają mnie od gier From Software.

FIFA 15
Tak, tak. Były mistrzostwa, więc musiała być Fifa. Kupiłem za grosze starą wersję i ubawiłem się setnie rozgrywając projekcje wieczornych meczy, tych które faktycznie odbywały się na francuskich stadionach. Małe, a cieszy. Chciałbym kiedyś umieć zrobić te wszystkie tricki, ale coś czuję że do MŚ w 2018 już tej gry nie odpalę.

Do premiery NMS zostało 18 dni i 11 godzin, a ja nie mam w co grać :/

2016-07-21 12:13:12

skomentuj

starsze index nowsze



Onegdaj pisałem, że...

Prowadzę bloga "Gry dla dorosłych" od 19 lutego 2013 roku. Oto niektóre z wcześniejszych tekstów:


2014-10-29

Kilka dni temu Diablo III poszło w odstawkę, 70 level jest, zapału do grania dwunasty raz tego samego nie było

2015-08-14

Równo rok temu popełniłem poniższy tekst dla polskiego oddziału Eurogamera. Niestety nie ukazał się w miejscu docelowym

2015-06-18

Dwa tygodnie temu zastanawialiśmy się tutaj wspólnie nad możliwościami automatyzacji testów w systemie questów gry RPG takiej jak Wiedźmin 3