Kiedy ostatnio szukaliście czegoś w papierowym słowniku lub encyklopedii? Dziwne uczucie, polecam

Kiedy ostatnio szukaliście czegoś w papierowym słowniku lub encyklopedii? Dziwne uczucie, polecam. Na zdjęciu możecie zobaczyć jak Kopaliński definiuje czasownik "dyskontować". W Słowniku Języka Polskiego PWN znajdziemy zgrabniejsze wyjaśnienie: "wykorzystywać jakiś fakt lub jakieś okoliczności dla siebie pomyślne".

Jeżeli mutant predysponowany do walki z potworami w egzotycznym dla świata zachodniego (ale bez przesady -> jRPG) settingu fantasy, który znany jest również z bycia permanentnie uwikłanym w dojrzałe problemy i wybory, nie jest świetnym fundamentem fabularnej gry akcji, to co nim jest? Poza pokemonami oczywiście.

Kolegom z popularnego serwisu, tego co to miałem już nie czytać, zanim znów kogoś obrażą polecam lekturę klasyki.

2016-07-29 19:02:17

skomentuj

Ocknąłem się na stromym stoku ośnieżonego wzgórza

Ocknąłem się na stromym stoku ośnieżonego wzgórza. Przenikliwy, mroźny wiatr poruszał konarami wielkich drzew i wciskał się we wszystkie szczeliny mojego odzienia. Otwarłem plecak z nadzieją, że znajdę tam jeszcze coś do ubrania. Niestety, wszystko co ciepłe miałem już na sobie, znalazłem jedynie karimatę, śpiwór, zapałki, trochę jedzenia, jakieś lekarstwa i napój w puszce. Rozejrzałem się po okolicy szukając oznak ludzkich siedlisk, ale nic nie zwróciło mojej uwagi. Postanowiłem pójść w górę stoku by z większej wysokości móc wypatrywać osad. Bez namiotu, noża, siekiery, jakiejkolwiek innej broni nie miałem innej możliwości - musiałem liczyć na to co znajdę. Nie jest łatwo wspinać się w głębokim śniegu. Już kilkanaście kroków powodowało zadyszkę.

Na szczycie okazało się, że potencjalnie dobry punkt obserwacyjny niczego nowego nie wniósł do obrazu mojej sytuacji. Śnieżna zadymka wydatnie ograniczała widoczność. Zdecydowałem się iść dalej, grzbietem wzniesienia i wypatrywać czegokolwiek w dolinach. Po chwili zauważyłem kształt zdecydowanie zbyt regularny jak na standardy górskiej puszczy. Nowe pokłady nadziei sprowadziły mnie szybko na dół.

Oparłem skostniałe z zimna dłonie na ułożonych w stosy kłodach drewna by chwilę odsapnąć. Wokół pełno było pieńków i gałęzi – ktoś prowadził tu wycinkę. Sądząc po grubości śnieżnej czapy na ściętym drewnie miało to miejsce nie dalej niż kilka dni temu. Zebrałem z okolicy trochę patyków, skupiając się na tych mniej okazałych. Łamanie większych konarów bez odpowiednich narzędzi zajmowało stanowczo zbyt dużo czasu. Pomyślałem by rozpalić ognisko na polance, która była częściowo osłonięta od wiatru przez ułożone w stosy drewno. W pierwszej próbie skorzystałem jedynie z patyków i zapałek. Nie udało się. Drewno było zbyt wilgotne. Przy drugim podejściu użyłem wygrzebanej z dna plecaka gazety. Delikatne płonienie zajęły szczapy drewna. Mogłem w końcu się ogrzać. Niestety marne to było obozowisko, wiedziałem, że jeżeli chcę myśleć o noclegu to muszę znaleźć miejsce lepiej osłonięte od wiatru. I znacznie więcej paliwa dla mojego ogniska.

Poszedłem dalej, wzdłuż pieńkowych śladów jakie pozostawili drwale. Po kilkuset metrach znalazłem ich obozowisko. Niestety opuszczone. Składały się na nie trzy mieszkalne kontenery oraz zgliszcza drewnianej chatki. Zabrałem się do spenetrowania odkrycia. W kontenerach było trochę jedzenia, nafty, stary sweter, trochę gazet i aspiryna. Znajdowały się tam również piętrowe łóżka i pościel, ale gra nie pozwoliła mi na rozpalenie ogniska wewnątrz. Na pogorzelisku znalazłem stary żeliwny piec. Jako, że z trzech stron był osłonięty od wiatru zdecydowałem, że to będzie moja tymczasowa baza. Rozpalenie ognia, tym razem z wykorzystaniem nafty, było bardzo łatwe. Wokół walało się sporo patyków, nieopodal znalazłem też starą siekierę. Miałem chwilę na posiłek, wytchnienie i próbę opracowania planu co dalej.

Grę The Long Dark od kilku dni wkręcał mi Mikołaj. Na Xboksie można pobrać wersję testową – za darmo dostajemy jedną godzinę w trybie sandboksu. To naprawdę wstrząsające doświadczenie. Być może pozycja ta trafiła u mnie na wyjątkowo podatny grunt bo aktualnie zaczytuję się w survivalowych eskapadach Jacka Pałkiewicza, który pomimo, że pyszałek i bufon to zna się na rzeczy i ma dar do plastycznych opisów podobnych przygód. Być może zakochałem się od pierwszego wejrzenia w The Long Dark bo stanowi on esencję survivalowego początku w grze Minecraft tyle, że z rysowaną grafiką (bardzo przypominającą Firewatch), bez zabierającego imersję kubicznego uproszczenia świata. Sam nie wiem, ale z pewnością dzisiaj wrócę do tego mroźnego świata.

2016-07-29 10:50:44

skomentuj

Zdecydowałem się wczoraj opłacić jednomiesięczne Złote Myto dla Microsoftu dzięki czemu uzyskałem dostęp do kilku gier zainstalowanych wcześniej na użyczonej konsoli

Zdecydowałem się wczoraj opłacić jednomiesięczne Złote Myto dla Microsoftu dzięki czemu uzyskałem dostęp do kilku gier zainstalowanych wcześniej na użyczonej konsoli. Reklamowana powszechnie permanentność gier pozyskanych w ramach Games with Gold okazała się dotyczyć jedynie staroci z x360. Aby grać w nowe gry udostępniane w ramach abonamentu potrzebne jest ciągłe opłacanie tegoż. No cóż, ktoś jest zaskoczony?

Sunset Overdrive
Pierwszym tytułem, jaki trafił na mój warsztat był Sunset Overdrive. Zainteresowałem się tą grą pod koniec 2014 roku, podczas lektury PIXELA. Recenzent zachwycał się miodnością szalonej rozwałki w otwartym świecie. Stawiał nawet tezę, że Sunset Overdrive może być czarny koniem platformy, niespodziewanym system selerem Xboksa One. Doniesienia medialne okazały się mocno przesadzone. Wyobrażałem sobie coś z pogranicza inFamous i Saints Row – dostałem grę faktycznie szaloną i być może widowiskową, ale po prostu nieciekawą. Spróbuję zapewne jeszcze raz, postaram się choć trochę podszkolić z tricków i odszukać w tym chaosie jakieś metody, ale intuicja podpowiada mi, że niewiele ugram. Nie jestem przekonany do sandboksów pozbawionych elementu kontemplacyjnego. Tutaj nie ma czasu na zadumę nad zachodem słońca. W ogóle nic ciekawego tam nie ma.

Titanfall
Drugi wybór to Titanfall, sieciowa strzelanka z mechami w roli głównej. W dekadzie dwurzędowych seledynowych marynarek i fryzur na grzybka spędzałem bardzo miłe chwile z grą MechWarrior 2. Sentyment do mechów pozostał, ale chyb mój umysł nałożył na niego moratorium. Wydany ponad dwa lata temu Titanfall niestety prezentuje się na konsoli Microsoftu dość biednie, cały czas miałem wrażenie grania w jakąś niszową pozycję free2play (BTW: nie pobierajcie Hawken, szkoda czasu). Wystarczył mi dwa sieciowe mecze poprzedzone tutorialem aby wiedzieć, że na ten tytuł czasu marnować nie muszę.

HALO 5: Guardians
Trzecim i ostatnim tytułem wieczoru było HALO 5. Moje doświadczenia z serią nie są zbyt bogate, przeszedłem w co-opie kampanię w HALO 2, ale robiłem to w zasadzie w celach towarzyskich, a nie dla samej przyjemności gry. Z resztą ile mogła trwać tamta kampania - jeden niezbyt suto zakrapiany wieczór? Nie więcej. Podchodziłem do piątej odsłony na chłodno, bez najmniejszych oczekiwań. Dostałem grę dynamiczną, widowiskową i wciągająca. Największym zaskoczeniem okazała się sztuczna inteligencja – zarówno wrogów jak i kompanów. Po tym co w kwestii AI pokazało Dice w BF4 można uznać HALO 5 za grę XXII wieku. Co najmniej. Wrogowie nie tylko są prawie sprytni, mają również ciekawy i zróżnicowany wygląd, to samo można powiedzieć o dostępnych broniach. Bardzo mi się podoba szybkie FPS-owe podejście do tematu uzbrojenia, nie ma tu pieszczenia karabinu czy pancerza jak w Destiny, jest tylko dynamiczna walka. Zaś pomiędzy potyczkami można złapać chwilę oddechu podziwiając niezwykle bogate tła i ciekawe krajobrazy. Ze wszystkich strzelanek Sci-Fi, w które, grałem w ostatnich latach to właśnie HALO przyciągnęło mnie najsilniej. Nie spodziewałem się tego, ale dziś będę kontynuował przygodę z Magdą G., Michelem M. oraz Anną S.

2016-07-28 11:47:53

skomentuj

starsze index nowsze



Onegdaj pisałem, że...

Prowadzę bloga "Gry dla dorosłych" od 19 lutego 2013 roku. Oto niektóre z wcześniejszych tekstów:


2016-01-20

Facebook przypomniał mi dzisiaj, że dokładnie trzy lata temu byłem w katowickim Spodku na pierwszej edycji Intel Extreme Masters

2013-02-19

Stało się. W mroźny wtorkowy poranek starują "Gry dla dorosłych". Będą wypełnione seksem? Niekoniecznie

2017-03-31

"To świt, to zmrok To świt, to zmrok I już tyle lat Coś rodzi się i coś przemija Ale zostanie po nas ślad" Wczoraj jak robiłem tego time lapsa to wymyśliłem sobie, że ukwiecę go cytatem ze "Skrzypka na dachu"