Absolutnie wolna niedziela

Absolutnie wolna niedziela. Od wszystkiego. Myślisz, że ograsz co to nierozpoczęte, przeczytasz niedoczytane i tak dalej. Nic z tego.
Wypatrzyłem betę Gwinta w dziale free2play w sklepiku na Playstation 4. Wróciły wspomnienia - ileż to zgranych talii, kłótni z karczmarzami, ileż to już za mną wygranych partii? Przyznaję po raz wtóry, zdarzało mi się (często!) odpalać Wiedźmina 3 tylko po to żeby grać w karty.

Każdy z gwinciarzy wychowanych na karciance osadzonej w grze RPG będzie się od samego początku czuł bardzo swobodnie. Fundamenty Gwinta się nie zmieniły. Zmieniły się za to detale i to tak licznie, że odkrywanie każdego nowego elementu jest bardzo wciągające.

Nowe karty, nowe czary, nowi bohaterowie, a przede wszystkim zupełnie świeże mechaniki, zagrania i premie. Zasiadłem do tematu po staremu, budując naszpikowaną szpiegami i manekinami klasyczną talię Królestw Północy. Szybko okazało się, że te ulubione zagrywki sprzed lat nie są już skuteczne, o wiele lepiej jest budować super-samo-nakręcającą się pierwszą linię rycerstwa. Ciekawe, że Królestwa Północy są najrzadziej wybieraną talią w rozgrywkach sieciowych. Stawia na nią zaledwie 11% graczy. Nawet gracze z rangą dużo wyższą od mojej skrupulatnie analizowali co znaczą niektóre rzucane przeze mnie karty. Zabijanie ćwieka lepszym to bardzo miłe uczucie.

Wczoraj rozegrałem 30-40 pojedynków. Ile dziś?

2017-06-12 09:04:25

skomentuj

Wczorajsza zapowiedź Destiny 2 uświadomiła mi, że w tym roku raczej nie właduję się w kolejny heroinopodobny ciąg z grą MMO

Wczorajsza zapowiedź Destiny 2 uświadomiła mi, że w tym roku raczej nie właduję się w kolejny heroinopodobny ciąg z grą MMO. Kluczowym dla mnie momentem trailera jest pojawienie się trzech dziarskich husarzy. Zastanawiam się jaką funkcję moga pełnić te skrzydła w świecie rycerzy Sci-Fi. Czy służą do płoszenia konnicy wroga, kiedy to alamuniowe blaszki terkocą na wietrze podczas szarży? Czy może projektował je jakiś artysta wychowany na bohaterach z gier MOBA? Może to anteny? Albo product placement rodzimego supersamochodu Arrinera Hussarya?

Nie mam pojęcia, ale czuję, że kamień spadł mi z serca. Nie muszę tego wiedzieć.

2017-05-19 07:15:09

skomentuj

Mój stosunek do japońskiej kultury gier video jest dosyć chłodny

Mój stosunek do japońskiej kultury gier video jest dosyć chłodny. Trudno mi wymienić ograne tytuły, poza cacuszkami od Uedy, wyścigami od PD oraz ostatnią grą Kojimy. Nie interesowałem się, nie rozumiałem, nie zagrywałem się. Nigdy.

Jednak gdy tylko zobaczyłem pierwszy gameplay Final Fantasy XV uznałem, że najwyższy czas by rozpoznać nową materię. Prezentowało się to wspaniale, gigantyczni wrogowie, egzotyczny dla mnie system walki, wspaniały otwarty świat.

Od dwóch tygodni gram w najnowszą część FF. Pierwsza godzina mnie zniechęciła. Nie pasowało mi w tej grze wszystko. Idiotyczny koncept samochodu, obrzydliwy UI, bardzo prymitywne, wręcz wulgarne rozwiązania w kreacji świata i jego korytarzykowatości. Walka to był czysty chaos, do tego za bardzo nie wiadomo co trzeba zbierać, co sprzedawać, co chomikować. No i te postaci. Nigdy nie byłem fanem glam rocka.

Pierwsze symptomy mojego afektu wobec Final Fantasy pojawiły się wraz z odkrywaniem wątku fabularnego. Nie jest zbyt odkrywczy, ale pozwolił mi rozpoznać i oswoić się ze światem przedstawionym. Na pierwszy rzut oka wygląda jak kolaż losowo dobranych elementów. Mamy króla co to mieszka w dzielnicy drapaczy chmur współczesnego miasta ale nosi się jak średniowieczny monarcha. Jego syn, wraz z paczką kumpli, rozbija się po świecie luksusową limuzyną. Zamiast zajmować się ratowaniem królestwa woli dostarczać spożywcze przesyłki pomiędzy lokalnymi sklepikarzami, łowić ryby, biwakować, łapać czerwone żaby i podróżować na Wielkim Ptaku. Koronny przykład dysonansu ludonarracyjnego.

W świecie przypominającym nieco malarstwo Simon Stålenhaga, czyli "retrofuturystycznej teraźniejszości z dinozaurami", spotkamy absolutnie stereotypową mangową blondynkę, która mówi z teksańskim akcentem, sprzedawcy hamburgerów w przydrożnych zajazdach dają nam zlecenia na triceratopsy, po niebie przelatują prostopadłościenne transportery z wojskiem oraz gigantyczne włochate ptakowężę. Początkowe wrażenie, że deweloperzy określając warunki brzegowe swojego uniwersum skorzystali metody wielokrotnego rzutu kostką, powoli się zaciera. Wszak jest to kraina ostatecznej fantazji.

Najbardziej mnie dziwi, że nie mogę się od tej gry oderwać. Stay tuned.

2017-04-15 09:26:00

skomentuj

starsze index nowsze



Onegdaj pisałem, że...

Prowadzę bloga "Gry dla dorosłych" od 19 lutego 2013 roku. Oto niektóre z wcześniejszych tekstów:


2015-12-08

Tydzień temu wyposażyłem swój prawie 40-letni narząd wzroku w pierwsze okulary

2015-06-03

Nagrałem wczoraj filmik i zaręczam dwie rzeczy: nie był to Minecraft (choć ochota wielka) i brak w nim spoilerów

2014-12-11

Przygodę z Shadow of Mordor uważam za zakończoną. Właśnie zaliczyłem platynowe trofeum