Z pewnością zauważyliście, że praktycznie każdy felietonista w prasie mniej lub bardziej codziennej, od czasu do czasu, popełnia tekst o mękach pisania

Z pewnością zauważyliście, że praktycznie każdy felietonista w prasie mniej lub bardziej codziennej, od czasu do czasu, popełnia tekst o mękach pisania. Tematyka ta jest na tyle popularna, że zdarzają się blogerzy, którzy na tym poprzestają.

Nie napisałem nic od 2 miesięcy, a i poprzednie półrocze nie obfitowało w regularne teksty. To nie tak, że przestałem grać, od wakacji miałem okazję ograć Syberię 2, Elite: Dangerous, AC4: Freedom Cry oraz niechlubnego Just Cause 3.

Ten ostatni wytwór to typowa wstydliwa przyjemność. Gra jest płytka niczym zęza na Omedze (tak, tak, w tym roku zacząłem przygodę z żeglowaniem i fascynuje mnie każdy termin związany z łódkami), fabuła żywcem wycięta z seriali typu McGyver czy A-Team, rys psychologiczny postaci również. Do tego koszmarna optymalizacja na PS4. Producent gwarantuje piękne spadki animacji gdy na ekranie pojawia się z byt dużo wybuchów oraz co rusz minutowe timeouty podczas łączenia się z siecią.

W ogóle mi to nie przeszkadza i odzyskuję dla rebelii prowincję po prowincji. Hak z wyciągarką, wingsuit, spadochron, kilkadziesiąt zróżnicowanych pojazdów, samolotów, helikopterów, łodzi - do tego olbrzymi i obrzydliwie powtarzalny (ale nadal malowniczy!) teren i prawdziwie mocarne bronie. Rzućcie we mnie ostrym kamieniem, ale napiszę to - JC3 przypomina mi MGS5. Różnica jest jedna - Snake preferował działanie w ukryciu, Rico zaś stara się być w centrum uwagi wroga. Poza tym mamy mnogość rozwiązań i pełną dowolności w ich doborze. Piaskownica.

Grałbym w to pewnie aż do 17 października, kiedy to premierę ma Elex - nowa gra twórców Gothica - gdyby nie tajemnicza przesyłka. Tydzień temu miałem urodziny, ale awizo zaginęło i dopiero dziś odebrałem Destiny 2. Wydaje się, że to prezent niespodzianka, ale faktycznie stanowi środek przymusu bezpośredniego. Nie miałem specjalnej ochoty na D2, boję się, że mnie wessie jak Division - ale teraz wyjścia już nie mam. Muszę ograć.

Ze wspomnianymi urodzinami wiąże się jeszcze jedna sprawa - tak się złożyło, że miały one miejsce prawie dokładnie 18 lat przed premierą pierwszej części Fallouta. Ta zaś miała miejsce 20 lat temu. Wszystkie te liczby wprawiają mnie lekką melancholię. Chyba zbuduję sobie 486DX4 i powtórzę przygodę sprzed dwóch dekad, tak bardzo natywnie jak to tylko możliwe.

Moja żona właśnie mi zerknęła przez ramię i stwierdziła: "Kochanie, kto to przeczyta? Dorzuć chociaż jakiś śmieszny obrazek".

2017-10-07 11:01:11

skomentuj

Wyprawa do oddalonego o 380 ly systemu Maia zakończyła się umiarkowanym sukcesem

Wyprawa do oddalonego o 380 ly systemu Maia zakończyła się umiarkowanym sukcesem. Zakupiłem meta-alloys, zawróciłem w stronę Szanownej Pani Inżynier, doleciałem. Prawie. Na dwa skoki przed końcem podróży dopadł mnie pirat i w pół minuty rozłożył na łopatki. Byłem zaskoczony, rozkojarzony, a po chwili martwy.

Co ciekawe - niespecjalnie zabolała mnie wysokość faktury wystawionej przez ubezpieczyciela, prawdziwym ciosem okazała się utrata ładunku. Dwa dni zmarnowałem żeby dostarczyć ten unikalny drobiazg. Zapamiętam to.

Nic nie dzieje się bez przyczyny. To był najwyraźniej czas na zmianę zawodu. Za gotówkę zarabianą na skanowaniu systemów kupiłem nieco większy statek i sześcioosobową kabinę pasażerską klasy biznes. Kosmos i PRL łączy jedna cecha - nie ma tam lepszego sposobu na zarobienie kasy niż taksówkarstwo. Wystarczy trafić na dobry system, podrasować relacje z lokalnymi frakcjami i nawet nie zauwazysz kiedy na koncie pojawi się dziesiąty milion.

Najchętniej transportuję VIP-y. Podróżują zwykle ze świtą, która zajmuje cały przedział pasażerski mojej Cobry, zwykle jednak nie chcą latać zbyt daleko, a płacą wyjątkowo rzetelnie. Najczęściej biorę kursy w przedziale zysków od 300k do 700k, a że są to wycieczki na 2-3 skoki to sami już powinniście rozumieć skalę rentowności przedsięwzięcia.

Zarobiłem już na Delfina, czyli najmniejszego z trzech dostępnych w grze pasażerskich statków klasy premium. Nie zamieniam jednak skorupy na większą i nowszą bo dobrze mi się lata małą i stosunkowo tanią Cobrą MKIII. Mogę tam zmieścić dwie ekipy VIP-ów oraz cały ten sprzęt do skanowania i tankowania w locie.

Jeszcze pewnie trochę pociułam jako złotówa, a w następny odcinku wcielę się w hajera na kosmicznej grubie.

2017-08-04 07:40:54

skomentuj

Elite, Elite, mój ty Frontierze! (Wpis ma charakter rozwodnionej agitki politycznej, jak nie lubisz to sobie idź

Elite, Elite, mój ty Frontierze!
(Wpis ma charakter rozwodnionej agitki politycznej, jak nie lubisz to sobie idź.)

Od tygodnia każdy wieczór wygląda tak samo. Przygaszone światło w pokoju, z telewizora tli się pomarańczowa poświata kokpitu, ciszę przerywają jedynie dźwięki rozgrzewającego się napędu FSD czy skanerów. Gram na całego.

Moim pomysłem na narrację była wizyta u pani Inżynier, o której przeczytałem w dokumentach znalezionych na jednym z wraków. Jej planeta macierzysta znajdowała się o 70 lat świetlnych od mojej aktualnej pozycji. Teraz mnie to śmieszy, ale w pierwszym momencie pomyślałem, że to otchłań nie do przebycia. Mój ówczesny statek skakał nie więcej niż o 7 lat, zbiorniki paliowa miał mikre, a moja wiedza o tankowaniu z gwiazd była umowna. Wybór miałem taki: albo 11 paliwożernych skoków w trybie expresowym, albo niecałe 40 w trybie ekonomicznym.

Kolejny raz życie pokazało, że od celu ważniejsza jest droga. Skanując odwiedzane układy zarobiłem na lepszy napęd i osprzęt statku. Teraz mogę skakać pomiędzy układami oddalonymi o 14 lat, mam większy bak i nauczyłem się bezpiecznego pobierania paliwa bezpośrednio z gwiazd. Pani Inżynier powiedziała, że pogadamy o nowych zabawkach jak dam jej przedmiot o nazwie Meta-Alloys. Okazuje się, że nie jest to kawałek szmelcu, łatwy do pozyskania z każdego bazarku w galaktyce. To najprawdopodobniej technologia obcych, można się z nią spotkać na zimnych planetach w gwiazdozbiorze Perseusza.

Tym razem wycieczka była znacznie dłuższa, prawie 400 lat świetlnych, ale dzięki zebranym danym mogłem sobie pozwolić na zakup najbardziej wypasionych skanerów jakie widziałem w markecie. To naprawdę drogie zabawki dla początkującego gracza - wydałem lekka ręką dwie bańki (ale trzecia została mi w kieszeni). Mam w miarę wygodny i praktyczny statek, mam cel, a nade wszystko doświadczam przy Elite niebywałej imersji. Ale...

Od tygodnia, codziennie, moja żona wyciąga mnie na protesty przed Sąd Rejonowy w Katowicach. Początkowo byłem oporny bo przecież Elite, bo jestem po pracy, zmęczony, bo już późno, oni i tak nas nie posłuchają, przegłosują co chcą, szkoda czasu. Wczoraj dałem się namówić i stanąłem ze świeczką w fantastycznym tłumie przy ulicy Francuskiej. Byłem na kilkudziesięciu demonstracjach i powiem wam, że nigdy nie widziałem tak czystego w intencjach zgromadzenia. Nadal uważam, że sprawa jest przegrana i trzeba załadować graty na Haulera i uciekać w stronę bardziej zaawansowanych cywilizacji, ale udało mi się, tam pod sądem, podładować emocjonalny akumulator.

Zachęcam, choćby po to, aby przekonać się o faktycznej rozpiętości wiekowej uczestników, o apolityczności transparentów i mówców. Niedoświadczonym warto też nadmienić: nie nastawiajcie się, że podczas takich imprez ludzie Sorosa rozdają złote forinty. Nic z tych rzeczy - ale też jest zajebiście.

2017-07-23 09:03:35

skomentuj

starsze index nowsze



Onegdaj pisałem, że...

Prowadzę bloga "Gry dla dorosłych" od 19 lutego 2013 roku. Oto niektóre z wcześniejszych tekstów:


2014-02-05

Zdjęcia z giełd komputerowych poszukiwane. Ja jeździłem na giełdę do krakowskiego ELBUD-u (okolice placu Matecznego)

2014-04-14

Miniony weekend może nie był permanentnie ekstatycznym świętem Skyrima, ale udało się osiągnąć kilka założonych celów

2018-05-31

Nic nie pisałem, a było o czym. Za mną piękne dwa (może trzy?) tygodnie przy Factorio