Trzecia kawa wpita

Trzecia kawa wpita. Może jakoś uda się ograć ten poniedziałek.

Destiny 2 rozpoczyna się na Ziemi. Kolejny raz zwiedzamy postapokaliptyczne, zardzewiałe i przerośnięte bujną zielenią krajobrazy. Dość popularna w ostatnich latach stylistyka nie wyróżnia się niczym czego by nie pokazał Horizon czy też Fallout. Jedyną wisienką na torcie jest unoszące się ponad horyzontem blade oblicze monumentalnego Wędrowca.

Największym atutem Destiny były i są jednak zróżnicowane świat oraz wyjątkowo częste zmiany scenografii. Po rozwikłaniu problemów starej dobrej planety udajemy się na Tytana – jeden z księżyców Saturna. Glob pokrywa ocean ciekłego metanu, na nim zaś zakotwiczone są ludzkie instalacje ze starych dobry czasów. Lokalizacja rozczarowuje, bo przypomina abordażowe fragmenty Modern Warfare, nie czułem się jak w kosmosie, a raczej na platformie wiertniczej.

Na szczęście Tytan to tylko przystanek, następna wyprawa zabierze nas na przeciekawe rubieże Układu Planetarnego. Nessus to dzieło inżynierii planetarnej Veksów, rasy o syntetyczno-organicznych ciałach i nieznanych intencjach, która tworzy Mechaniczne Światy w sobie tylko znanym celu. Orbita Nessusa jest zmienna, wynosi 60 km +/- 16 km. Zamiast granitowych wierzchołków widzimy idealnie równe platformy, gigantyczne łożyska kulowe, do tego czerwone trawy i fantazyjne drzewa. Sam nie wiem co jest ciekawsze – czy wizualna strona tej lokalizacji, czy też tło historyczne związane z Veksami – rasie, której poświęcę osobną notkę.

Dalej lecimy na Io, księżyc Jowisza. Tam będą na nas czekać żółte kaniony mozolnie wyprute w skałach przez jakieś ciecze. Klimat pustynno-górzysty, atrakcję stanowią superdrzewa, a raczej pozostałe po nich korzenie. Świat przyjemny ale niezaskakujący. Tu chwilowo przerwałem swoją przygodę z Destiny 2, ale wiem już, że nie spotka mnie nic nowego, a przynajmniej nie będzie to kolejny obszar. Trzeba grać.

2017-10-16 07:50:03

skomentuj

Ja wiedziałem, że tak będzie

Ja wiedziałem, że tak będzie.

Po latach spędzonych w odciętej od Internetu komorze kriogenicznej wsiąkam w każdą sieciową gierkę. Co ja wiem o Destiny 2? Niewiele, ledwo zbliżam się to poziomu 10. czyli półmetku rozgrzewki. Grind jeszcze się nie zaczął, na razie nie mam pojęcia co zbierać, czego używać. Nowe przedmioty wpadają wystarczająco często, nie męczą nadmiarem i jednocześnie nie jest ich mało. W takiej grze najważniejszą cechą jest optymalny balans. Nie może być za trudno, za łatwo, za nudno, zbyt emocjonująco. Wszystkiego po trochu i każdy będzie zadowolony.

Mnie, na razie, najbardziej cieszą pięknie postapokaliptyczne widoczki. Wciąż nie walczyłem na Tytanie, więc skupię się na naszej planecie. Jest pięknie. Monumentalne tła z Wędrowcem, rdza i wszędobylska zieleń, kojące przeloty orbitalne pomiędzy misjami. Oni potrafią robić piękne gry.

Sam walka jest dynamiczna, sporo skakania, ataków z góry, poza tym jest skrojona bardzo uniwersalnie, swobodnie się czułem zarówno ze snajperką, jak i granatnikiem czy mieczem. Tak, broń biała! Nie wiem jak w poprzedniej części, ale w dwójce mój bohater bardzo dobrze sobie radzi w bezpośrednim kontakcie z wrogiem, co tylko dodaje rozgrywce uroku.

Rozegrałem dwa meczyki w strefie PvP. Jeden to było typowe ABC, drugi oparty był o drużynowy deathmatch, ale tak do końca się w niego nie wkręciłem. Na razie nie trafiłem na nic co choćby w 1% przypominało by moc Strefy Mroku z The Division. Jednak nie płaczę, w takich grach więcej przyjemności sprawia mi współpraca podczas masterowania misji na najwyższych poziomach trudności, a nie potyczki z mocno sformalizowanych walkach drużynowych.

2017-10-10 09:07:52

skomentuj

Z pewnością zauważyliście, że praktycznie każdy felietonista w prasie mniej lub bardziej codziennej, od czasu do czasu, popełnia tekst o mękach pisania

Z pewnością zauważyliście, że praktycznie każdy felietonista w prasie mniej lub bardziej codziennej, od czasu do czasu, popełnia tekst o mękach pisania. Tematyka ta jest na tyle popularna, że zdarzają się blogerzy, którzy na tym poprzestają.

Nie napisałem nic od 2 miesięcy, a i poprzednie półrocze nie obfitowało w regularne teksty. To nie tak, że przestałem grać, od wakacji miałem okazję ograć Syberię 2, Elite: Dangerous, AC4: Freedom Cry oraz niechlubnego Just Cause 3.

Ten ostatni wytwór to typowa wstydliwa przyjemność. Gra jest płytka niczym zęza na Omedze (tak, tak, w tym roku zacząłem przygodę z żeglowaniem i fascynuje mnie każdy termin związany z łódkami), fabuła żywcem wycięta z seriali typu McGyver czy A-Team, rys psychologiczny postaci również. Do tego koszmarna optymalizacja na PS4. Producent gwarantuje piękne spadki animacji gdy na ekranie pojawia się z byt dużo wybuchów oraz co rusz minutowe timeouty podczas łączenia się z siecią.

W ogóle mi to nie przeszkadza i odzyskuję dla rebelii prowincję po prowincji. Hak z wyciągarką, wingsuit, spadochron, kilkadziesiąt zróżnicowanych pojazdów, samolotów, helikopterów, łodzi - do tego olbrzymi i obrzydliwie powtarzalny (ale nadal malowniczy!) teren i prawdziwie mocarne bronie. Rzućcie we mnie ostrym kamieniem, ale napiszę to - JC3 przypomina mi MGS5. Różnica jest jedna - Snake preferował działanie w ukryciu, Rico zaś stara się być w centrum uwagi wroga. Poza tym mamy mnogość rozwiązań i pełną dowolności w ich doborze. Piaskownica.

Grałbym w to pewnie aż do 17 października, kiedy to premierę ma Elex - nowa gra twórców Gothica - gdyby nie tajemnicza przesyłka. Tydzień temu miałem urodziny, ale awizo zaginęło i dopiero dziś odebrałem Destiny 2. Wydaje się, że to prezent niespodzianka, ale faktycznie stanowi środek przymusu bezpośredniego. Nie miałem specjalnej ochoty na D2, boję się, że mnie wessie jak Division - ale teraz wyjścia już nie mam. Muszę ograć.

Ze wspomnianymi urodzinami wiąże się jeszcze jedna sprawa - tak się złożyło, że miały one miejsce prawie dokładnie 18 lat przed premierą pierwszej części Fallouta. Ta zaś miała miejsce 20 lat temu. Wszystkie te liczby wprawiają mnie lekką melancholię. Chyba zbuduję sobie 486DX4 i powtórzę przygodę sprzed dwóch dekad, tak bardzo natywnie jak to tylko możliwe.

Moja żona właśnie mi zerknęła przez ramię i stwierdziła: "Kochanie, kto to przeczyta? Dorzuć chociaż jakiś śmieszny obrazek".

2017-10-07 11:01:11

skomentuj

starsze index nowsze



Onegdaj pisałem, że...

Prowadzę bloga "Gry dla dorosłych" od 19 lutego 2013 roku. Oto niektóre z wcześniejszych tekstów:


2015-06-10

Większość z was pewnie wie, że gryf jest pierwszym bossem z jakim mierzy się Geralt w trzecim Wiedźminie

2016-07-26

Dzięki uprzejmości Grzegorza przez kilka najbliższych tygodni będę miał okazję testować konsolę Xbox One

2016-02-11

Opowiem wam jaka jest aktualna sytuacja. Widzicie te słupy i zawieszony pomiędzy nimi kabel? Służy podobno do komunikacji, nie wiem tylko za bardzo jakiej