Zeszły tydzień ułożył się na tyle nietypowo, że spędziłem dwa wieczory niezobowiązująco przykuty do komputera

Zeszły tydzień ułożył się na tyle nietypowo, że spędziłem dwa wieczory niezobowiązująco przykuty do komputera. Unikam takich sytuacji, ale czasami wymigać się nie da. Wtedy, dla równowagi, szukam klasycznej rozrywki pececiarskiej - najchętniej indykowej strategii. Od jakiegoś czasu śledziłem RimWorld - w końcu nadarzyła się okazja aby zagrać.

Settlers II na obcej planecie.

Gracz pełni rolę trzecioosobowego zarządcy, który wytycza kolonistom zadania, organizuje strukturę i pracę kolonii, stanowi prawo. Bawimy się w boga, który jako istota wszechmocna może co prawda bardzo dokładnie sterować każdym krokiem, każdego z kolonistów ale używa się tego trybu w sytuacjach kryzysowych. To typowa gra strategiczna, refleks jest zbędny (zawsze sobie można zapauzować rozgrywkę i w ten czas wydać wszystkie istotne dekrety). Koloniści pracują, śpią, jedzą, odpoczywają, płodzą dzieci, atakowani są przez szalone króliki, oddają się nałogom, są porywani dla okupu, borykają się z uchodźcami. Mnogość i kolorystykę zdarzeń reguluje się przez wybór narratora na początku rozgrywki. Ciekawy zabieg stylistyczny, bo to nie kto inny jak właśnie generator zdarzeń losowych buduje charakter rozgrywki.

Co można? Na początek budujemy chatkę, zakładamy zagon ryżu, uprawiamy bawełnę, bo wiemy, że prędzej czy później będą potrzebne nowe ubrania. Zbijamy z desek łóżka, stół w jadalni, budujemy piec. No i tak krok po kroku dochodzimy do technologii chłodzenia żywności, broni energetycznych czy paneli słonecznych i akumulatorów energii. Jak to w życiu.

Nie wiem czy będę w to grał regularnie. Siedzenie przy biurku z myszką w dłoni to dla mnie sytuacja, w której podskórnie oczekuję zapłaty. Poza tym Destiny 2 ciągle na topie (Elex raczej odpuszczam, przynajmniej do czasu solidnego upatchowania tego tytułu). Oddałbym królestwo za nieco więcej wolnego czasu, ale nie mam królestwa. Muszę je sobie zbudować.

2017-10-17 07:29:00

skomentuj

Trzecia kawa wpita

Trzecia kawa wpita. Może jakoś uda się ograć ten poniedziałek.

Destiny 2 rozpoczyna się na Ziemi. Kolejny raz zwiedzamy postapokaliptyczne, zardzewiałe i przerośnięte bujną zielenią krajobrazy. Dość popularna w ostatnich latach stylistyka nie wyróżnia się niczym czego by nie pokazał Horizon czy też Fallout. Jedyną wisienką na torcie jest unoszące się ponad horyzontem blade oblicze monumentalnego Wędrowca.

Największym atutem Destiny były i są jednak zróżnicowane świat oraz wyjątkowo częste zmiany scenografii. Po rozwikłaniu problemów starej dobrej planety udajemy się na Tytana – jeden z księżyców Saturna. Glob pokrywa ocean ciekłego metanu, na nim zaś zakotwiczone są ludzkie instalacje ze starych dobry czasów. Lokalizacja rozczarowuje, bo przypomina abordażowe fragmenty Modern Warfare, nie czułem się jak w kosmosie, a raczej na platformie wiertniczej.

Na szczęście Tytan to tylko przystanek, następna wyprawa zabierze nas na przeciekawe rubieże Układu Planetarnego. Nessus to dzieło inżynierii planetarnej Veksów, rasy o syntetyczno-organicznych ciałach i nieznanych intencjach, która tworzy Mechaniczne Światy w sobie tylko znanym celu. Orbita Nessusa jest zmienna, wynosi 60 km +/- 16 km. Zamiast granitowych wierzchołków widzimy idealnie równe platformy, gigantyczne łożyska kulowe, do tego czerwone trawy i fantazyjne drzewa. Sam nie wiem co jest ciekawsze – czy wizualna strona tej lokalizacji, czy też tło historyczne związane z Veksami – rasie, której poświęcę osobną notkę.

Dalej lecimy na Io, księżyc Jowisza. Tam będą na nas czekać żółte kaniony mozolnie wyprute w skałach przez jakieś ciecze. Klimat pustynno-górzysty, atrakcję stanowią superdrzewa, a raczej pozostałe po nich korzenie. Świat przyjemny ale niezaskakujący. Tu chwilowo przerwałem swoją przygodę z Destiny 2, ale wiem już, że nie spotka mnie nic nowego, a przynajmniej nie będzie to kolejny obszar. Trzeba grać.

2017-10-16 07:50:03

skomentuj

Ja wiedziałem, że tak będzie

Ja wiedziałem, że tak będzie.

Po latach spędzonych w odciętej od Internetu komorze kriogenicznej wsiąkam w każdą sieciową gierkę. Co ja wiem o Destiny 2? Niewiele, ledwo zbliżam się to poziomu 10. czyli półmetku rozgrzewki. Grind jeszcze się nie zaczął, na razie nie mam pojęcia co zbierać, czego używać. Nowe przedmioty wpadają wystarczająco często, nie męczą nadmiarem i jednocześnie nie jest ich mało. W takiej grze najważniejszą cechą jest optymalny balans. Nie może być za trudno, za łatwo, za nudno, zbyt emocjonująco. Wszystkiego po trochu i każdy będzie zadowolony.

Mnie, na razie, najbardziej cieszą pięknie postapokaliptyczne widoczki. Wciąż nie walczyłem na Tytanie, więc skupię się na naszej planecie. Jest pięknie. Monumentalne tła z Wędrowcem, rdza i wszędobylska zieleń, kojące przeloty orbitalne pomiędzy misjami. Oni potrafią robić piękne gry.

Sam walka jest dynamiczna, sporo skakania, ataków z góry, poza tym jest skrojona bardzo uniwersalnie, swobodnie się czułem zarówno ze snajperką, jak i granatnikiem czy mieczem. Tak, broń biała! Nie wiem jak w poprzedniej części, ale w dwójce mój bohater bardzo dobrze sobie radzi w bezpośrednim kontakcie z wrogiem, co tylko dodaje rozgrywce uroku.

Rozegrałem dwa meczyki w strefie PvP. Jeden to było typowe ABC, drugi oparty był o drużynowy deathmatch, ale tak do końca się w niego nie wkręciłem. Na razie nie trafiłem na nic co choćby w 1% przypominało by moc Strefy Mroku z The Division. Jednak nie płaczę, w takich grach więcej przyjemności sprawia mi współpraca podczas masterowania misji na najwyższych poziomach trudności, a nie potyczki z mocno sformalizowanych walkach drużynowych.

2017-10-10 09:07:52

skomentuj

starsze index nowsze



Onegdaj pisałem, że...

Prowadzę bloga "Gry dla dorosłych" od 19 lutego 2013 roku. Oto niektóre z wcześniejszych tekstów:


2017-10-20

Zaczynam ogarniać metodologię przeżycia w kolonii RimWorld - nikt mi wczoraj nie umarł

2016-08-12

Drugi dzień gry i drugi raz kiedy nie mogłem się późną nocą oderwać od pogoni za "jeszcze jedną planetą"

2015-03-27

Cały dzień z GTA Online. Zaczęło się od tego, że moja postać na 9 poziomie, przeniesiona z X360, musiała być rozwinięta o trzy oczka, aby w ogóle móc wziąć udział w wieloosobowych napadach