Wszystko inne zostało odłożone na półkę

Wszystko inne zostało odłożone na półkę. Liczy się tylko RimWorld!

Rozpoczynając zabawę z RW wyobrażałem sobie, że zbuduję olbrzymią i w pełni zautomatyzowaną kolonię. Linie produkcyjne, roboty, luksus i korporacyjna opieka zdrowotna. Tak to sobie koncypowałem w wyobraźni. Wybierając poziom trudności zdecydowałem się na spokojną narratorkę Phoebe i drugi, z bodajże sześciu, poziomów trudności. Zalecany jest dla budowniczych pragnących poczuć nieskrępowaną przyjemność piaskownicy. Nie kliknąłem opcji najłatwiejszej bo gra trzy razy ostrzegła mnie, że to nuda, że jestem cienias i jeśli chcę doświadczyć RimWorld to nie mam bać się zdarzeń losowych. Zostałem zdradzony o zmroku.

Wczoraj działo się wiele. Tak w skrócie: napadli mnie krwiożerczy Wargowie, przez co musiałem dwa dni siedzieć zamknięty w domu. Dzięki temu nauczyłem się, że zapasy żywności i paliwa powinny być w tej samej zagrodzie. Dalej przyszła zaraza, która zniszczyła mi zagony ryżu, ziemniaków oraz bawełny. Razem z końcówką lata pojawiła się zaskakująca fala gorąca, na którą dwóch kolonistów zareagowało przyodzianiem się w zimowe ubrania. Skończyło się to cięzkim udarem, za farmą wiatraków wykopałem pierwsze groby. Potem była malaria. Jeden z kolonistów umarł (lekarstw ubywa bardzo szybko przy tego typu chorobie), drugi nabrał odporności. Dla porządku warto wymienić jeszcze ataki szalonych wiewiórek, piratów, awarie wiatraków i wewnętrzne konflikty pomiędzy kolonistami.

Próbuję sobie wyobrazić jak może wyglądać rozgrywka na wyższych poziomach trudności. Opad radioaktywny na całej powierzchni planety? Wybuch wulkanu? Plaga szarańczy? Przeglądałem jadłospis problemów jakie mogą wystąpić podczas kolonizacji - jestem przekonany, że twórcy to bezlitośni socjopaci (o tutaj dowód: [link] którzy na śniadanie piją krew miesięczną nienarodzonych płodów pandy wielkiej.

Czasami nawet ja mam wrażenie, że przesadzam z porównaniami.

Miałem budować fabryki, miałem opracować maszyny, miałem produkować wódkę. Takie były plany, a moja gra to ustawiczne przeskakiwanie nad kłodami, jakie rzuca mi pod nogi los. Ponad to najwięcej czasu zajmuje mi analiza potrzeb kolonistów. Stopień skomplikowania modelu stanu zdrowia tak psychicznego, jak fizycznego robi naprawę kolosalne wrażenie. W tej grze wszytko ma znaczenie i nie są to puste słowa. Sprawdźcie choćby jakie modyfikatory mają najzwyklejsze ubrania. Stopień skomplikowania relacji międzyludzkich czy wpływu otoczenia na nastrój sprawia, że gra wciąż wydaje mi się pęczkiem nieodkrytych tajemnic.

Jedną z większych zalet RW jest automatyzacja życia kolonistów. Wyeliminowano to co najbardziej męczyło mnie w Stardew Valley - śmiertelnie nudne podlewanie i chodzenie dwa tysiące razy po tych samych ścieżkach. Drugi elektromagnesik, który skutecznie przyciąga mnie do RimWorld to fakt, że dla Hayflick, gry którą hobbystycznie projektuję w myślach od wielu lat, przewidywałem bardzo, ale to bardzo, podobne rozwiązania. Zaczynając od pixel art, widoku 2D top down przez model rozgrywki survivalowo-eksploracyjnej, połączenie najnowszej techniki i problemów właściwych dla ery rolnictwa przedindustrialnego, aż po rozbudowane statusy i relacje międzyludzkie.

W sumie to miło, że nie musze nic pisać i mogę sobie już tylko grać.

2017-10-19 08:48:55

skomentuj

Zeszły tydzień ułożył się na tyle nietypowo, że spędziłem dwa wieczory niezobowiązująco przykuty do komputera

Zeszły tydzień ułożył się na tyle nietypowo, że spędziłem dwa wieczory niezobowiązująco przykuty do komputera. Unikam takich sytuacji, ale czasami wymigać się nie da. Wtedy, dla równowagi, szukam klasycznej rozrywki pececiarskiej - najchętniej indykowej strategii. Od jakiegoś czasu śledziłem RimWorld - w końcu nadarzyła się okazja aby zagrać.

Settlers II na obcej planecie.

Gracz pełni rolę trzecioosobowego zarządcy, który wytycza kolonistom zadania, organizuje strukturę i pracę kolonii, stanowi prawo. Bawimy się w boga, który jako istota wszechmocna może co prawda bardzo dokładnie sterować każdym krokiem, każdego z kolonistów ale używa się tego trybu w sytuacjach kryzysowych. To typowa gra strategiczna, refleks jest zbędny (zawsze sobie można zapauzować rozgrywkę i w ten czas wydać wszystkie istotne dekrety). Koloniści pracują, śpią, jedzą, odpoczywają, płodzą dzieci, atakowani są przez szalone króliki, oddają się nałogom, są porywani dla okupu, borykają się z uchodźcami. Mnogość i kolorystykę zdarzeń reguluje się przez wybór narratora na początku rozgrywki. Ciekawy zabieg stylistyczny, bo to nie kto inny jak właśnie generator zdarzeń losowych buduje charakter rozgrywki.

Co można? Na początek budujemy chatkę, zakładamy zagon ryżu, uprawiamy bawełnę, bo wiemy, że prędzej czy później będą potrzebne nowe ubrania. Zbijamy z desek łóżka, stół w jadalni, budujemy piec. No i tak krok po kroku dochodzimy do technologii chłodzenia żywności, broni energetycznych czy paneli słonecznych i akumulatorów energii. Jak to w życiu.

Nie wiem czy będę w to grał regularnie. Siedzenie przy biurku z myszką w dłoni to dla mnie sytuacja, w której podskórnie oczekuję zapłaty. Poza tym Destiny 2 ciągle na topie (Elex raczej odpuszczam, przynajmniej do czasu solidnego upatchowania tego tytułu). Oddałbym królestwo za nieco więcej wolnego czasu, ale nie mam królestwa. Muszę je sobie zbudować.

2017-10-17 07:29:00

skomentuj

Trzecia kawa wpita

Trzecia kawa wpita. Może jakoś uda się ograć ten poniedziałek.

Destiny 2 rozpoczyna się na Ziemi. Kolejny raz zwiedzamy postapokaliptyczne, zardzewiałe i przerośnięte bujną zielenią krajobrazy. Dość popularna w ostatnich latach stylistyka nie wyróżnia się niczym czego by nie pokazał Horizon czy też Fallout. Jedyną wisienką na torcie jest unoszące się ponad horyzontem blade oblicze monumentalnego Wędrowca.

Największym atutem Destiny były i są jednak zróżnicowane świat oraz wyjątkowo częste zmiany scenografii. Po rozwikłaniu problemów starej dobrej planety udajemy się na Tytana – jeden z księżyców Saturna. Glob pokrywa ocean ciekłego metanu, na nim zaś zakotwiczone są ludzkie instalacje ze starych dobry czasów. Lokalizacja rozczarowuje, bo przypomina abordażowe fragmenty Modern Warfare, nie czułem się jak w kosmosie, a raczej na platformie wiertniczej.

Na szczęście Tytan to tylko przystanek, następna wyprawa zabierze nas na przeciekawe rubieże Układu Planetarnego. Nessus to dzieło inżynierii planetarnej Veksów, rasy o syntetyczno-organicznych ciałach i nieznanych intencjach, która tworzy Mechaniczne Światy w sobie tylko znanym celu. Orbita Nessusa jest zmienna, wynosi 60 km +/- 16 km. Zamiast granitowych wierzchołków widzimy idealnie równe platformy, gigantyczne łożyska kulowe, do tego czerwone trawy i fantazyjne drzewa. Sam nie wiem co jest ciekawsze – czy wizualna strona tej lokalizacji, czy też tło historyczne związane z Veksami – rasie, której poświęcę osobną notkę.

Dalej lecimy na Io, księżyc Jowisza. Tam będą na nas czekać żółte kaniony mozolnie wyprute w skałach przez jakieś ciecze. Klimat pustynno-górzysty, atrakcję stanowią superdrzewa, a raczej pozostałe po nich korzenie. Świat przyjemny ale niezaskakujący. Tu chwilowo przerwałem swoją przygodę z Destiny 2, ale wiem już, że nie spotka mnie nic nowego, a przynajmniej nie będzie to kolejny obszar. Trzeba grać.

2017-10-16 07:50:03

skomentuj

starsze index nowsze



Onegdaj pisałem, że...

Prowadzę bloga "Gry dla dorosłych" od 19 lutego 2013 roku. Oto niektóre z wcześniejszych tekstów:


2015-05-21

Bardzo poważnie zastanawiam się nad obniżeniem poziomu trudności. Nie dlatego, że jest jakoś ekstremalnie ciężko

2015-10-08

Której grze należy się tytuł najbardziej kontrowersyjnej? Czy będzie to bezdennie głupi Custer’s Revenge? Może obrzydliwie brutalny Man Hunt? Najpierw musielibyśmy zdefiniować czym jest kontrowersyjność

2015-10-21

Mozolę się z Batmanem. Wczoraj udało mi się pokonać dwudniowy impas, który pojawił się przy 79% postępu wątku fabularnego