Jeżeli nie liczyć partyjki stolikowego

Eurobiznesu to mam za sobą weekend bez grania. Dość unikalny, bo zorientowany na majsterkowanie. W końcu zabrałem się za organizację czegoś do przechowywania/ekspozycji ustawicznie rozrastającej się kolekcji pistoletów.

Kilka miesięcy temu wpadła nam w ręce szkolna tablica z podziałem godzin. Dziurkowana pilśnia w solidnej, drewnianej oprawie – filar szkolnej organizacji w czasach niezinformatyzowanych. Tablica była olbrzymia, dwa metry kwadratowe, postanowiliśmy ją przepołowić, uporządkować ramki, oczyścić i pomalować. Kupiłem też bolce, na których zawisną zbiory.

Piszę o tym, bo ponadprzeciętnie zaangażowałem się kolekcjonowanie zabawkowych pistoletów. Do tej pory miałem jedynie pacholęce okresy wymuszonego i przejściowego kolekcjonerstwa – jakieś naklejki, znaczki, monety. Słowem – to co akurat zbierali koledzy z klasy. Od niedawna, obok pucharków w grach sanboksowych, zbieram również wszelakie kapiszonowce, korkowce i inne wichajstry. Ostrzegam, że mam w planie rozwijać tutaj rzeczony temat.

skomentuj

Przygodę z Shadow of Mordor uważam za

zakończoną. Właśnie zaliczyłem platynowe trofeum. Ostatnim osiągnięciem było doprowadzenie do stanu, w którym pokonuję wszystkich pięciu wodzów. W międzyczasie nikt nie może ich zastąpić. Po szefostwie urukowej hałastry zostały jedynie truchła, gniją sobie spokojnie na podwyższeniach widocznych w głębi ekranu.

Rozpędziłem się i oczyściłem plac boju do tego stopnia, że aktualnie na moim sejwie nie ma ani jednego kapitana. Całkowity brak pretendentów. Ziemia Haradu usłana jest jedynie nikomu niepotrzebnymi runami.

Było to wyczerpujące 50 godzin. Początkowo ciągle dostawałem lanie – w swoim stylu nie czytałem porad posuwanych przez grę. Ja sam, ja sam. W końcu nauczyłem się grać i wygrałem. Frodo – reszta należy do ciebie chłopaku!

skomentuj

[uwaga, to będzie kolejny post na temat jakości usług sieciowych PS4]

Kiedy Electronic Arts daje prezenty to cały świat klaszcze i przytupuje. Z okazji XX-lecia marki Playstation dostaliśmy od EA grę Plants vs. Zombies Garden Warfare. Ucieszyłem się bardzo bo lubię czasami zagrać w tower defense, lubię też zombiakowe klimaty. Zostały mi dwa pucharki w Shadow of Mordor i szukam odskoczni bojąc się zniechęcenia. Platyna musi być – ściągam PvsZ.

Do pobierania dodały się dwa pliki, gra plus aktualizacja, razem około 7 GB. Zostawiłem wieczorem konsolę na czuwaniu, chciałem zagrać w te roślinki następnego dnia. Niestety, pobieranie 7 GB trwało 3 dni. Oczywiście nie non stop, z przerwami na chłodzenie konsoli i sen sprawiedliwy. Gra za darmo, serwery obciążone, nie ma co narzekać.

Naprawdę ciekawie zaczęło się robić dopiero podczas pierwszego uruchomienia gry. Otóż okazuje się się, że te trzy dni kapania danych to było dopiero preludium. Pozostało jeszcze około 65% pobierania. Na szczęście producent wyposażył ten tytuł w grywalne intro. Okazuje się, że ta gra to jest FPS a nie tower defense. Mamy całkiem spore miasteczko, mamy cztery klasy roślinek i mamy hordy zombiaków atakujące nas od strony cmentarza. Muszę przyznać, że się wkręciłem.

Film trwa 6 i pół minuty, nie jest wyposażony w komentarz autora, więc streszczę go dla was:
– w trakcie całego filmu postęp w instalacji zmienia się z 45% na 46%,
– w 4 sekundzie prezentuję funkcję fast travel,
– w 15 sekundzie odkrywam glitcha, gra ma za niskie collidery na krawędziach mapy i można wyjść poza teren rozgrywki. Można odejść w siną dal i to dosłownie.
– do drugiej minuty prezentuję strukturę świata widzialnego lecz niedotykalnego dla gracza po czym udaję się na cmentarz,
– w połowie trzeciej minuty przystępuję do boss fight.
– na początku szóstej minuty walka się kończy i dalej nie następuje już w sumie nic ciekawego.

skomentuj

Pierwsza środa

miesiąca. Od razu po powrocie z pracy sprawdzam ofertę PS+. Nic. Zapomniałem, że japońska konsola działa w czasie atlantyckim. Do sklepu PSN wchodzę znów po godzinie 19, już są – ściągam. Mam sentyment do klimatu weird west, więc na pierwszy ogień idzie Secret Ponchos. Do ściągania nowości rzucili się wszyscy, pobranie niecałych 2 GB trwa półtorej godziny – zamiast 20 minut.

W oczekiwaniu tłukę orków w Shadow of Mordor. Mam już 99% gry według samej gry, ale brakuje mi kilku ekwilibrystycznych pucharków. Wiem, że w końcu to zmęczę, wiem też, że to odchoruję.

Secret Ponchos okazuje się bardzo szybką grą. Dla mnie dosyć trudną, przez kilka meczy nie mogłem się przemóc do sterowania celownikiem za pomocą prawej gałki. Unikam takich gier i wciąż nie mam wyrobionego ośrodku w mózgu, który jest odpowiedzialny za takie działanie. Gra się jednak bardzo przyjemnie, nie jest to jednak RDR, raczej coś bliższego Dynablaster. Może kiedyś wrócę jak pojawi się we mnie masochistyczna potrzeba dostania konkretnego wpierdol.

Dziś wieczór z planszówkami w Hackerspace Silesia, a potem będę grał w Injustice: Gods Among Us. Wspominałem już kiedyś, że gardzę bijatykami?

skomentuj

Wczoraj, w drodze do pracy, zaryzykowałem i wszedłem do małego saloniku prasowego na jednym z katowickich osiedli. Rozejrzałem się po półkach, widząc głównie prasę kobiecą, tygodniki serialowo-plotkarskie oraz dzienniki spytałem nieśmiało o Secret Service. Niespodzianka – był. Kupiłem.

Drugi numer wskrzeszonego tytułu jest wyraźnie cieńszy, ale muszę przyznać, że spadek wagi związany jest ze znacznie mniejszym natężeniem reklam. Nie wiem czy to dobrze, czas pokaże. Pismo przekartkowałem dopiero po powrocie do domu. Na pierwszy rzut poszedł przekrojowy artykuł Sir Haszaka o serii Civilization. Właśnie dla takich tekstów chce kupować prasę papierową. Drugi wybór padł na rozmowę z Brianem Fargo. Interesujący jest każdy fakt dotyczący backstage’u kultowych tytułów. Jak dla mnie SS mógłby składać się tylko z takich artykułów.

Cieszy brak recenzji gier mobilnych. Po co to komu. Zapowiedzi nadchodzących tytułów również wyleciały i dobrze im tak. Zaciekawiła mnie relacja z raciborskiego Riverwash, bardzo bym chciał tam pojechać w 2015 roku. Przypomniał mi się unikalny klimat scenowego swapperstwa, smarowania znaczków pocztowych klejem, ratowania wielokrotnie otagowanych dyskietek, pisania długich listów i dźwięku opadającej szczęki przy intrach 256b lub 4k.

Jest dobrze. Szkoda tylko, że to nie miesięcznik.

skomentuj