Ukończyłem Uncharted

2, wspaniała przygoda. Szedłem na spokojnie, na normalu – bez lizania ścian. Jakby ktoś myślał, że jest to gra o poszukiwaniu starożytnych skarbów i eksploracji egzotycznych lokacji to mam dla niego garść statystyk z mojej rozgrywki:
– oddanych strzałów: 13120
– liczba oddanych strzałów w głowę: 144
– łącznie zabitych przeciwników: 954
– porażki (śmierci Drake’a): 198

Zabijałem pięć razy częściej niż ginąłem (pod koniec gry miałem wrażenie, że proporcje są odwrotne). Do tego bardzo bogaty wybór broni i ogólna dynamika rozgrywki – mówicie co chcecie, ale gdyby nie widok z trzeciej perspektywy, to było by z tego niezłe Call of Duty.

Teraz trochę cyferek na temat czasu rozgrywki. Przejście zajęło mi równe 11 godzin z czego:
– stanie w bezruchu: 1 godzina
– bieganie: 3 godziny
– wspinaczka: 48 minut
– w powietrzu: 30 minut
– czas spędzony za osłoną: 2 godziny (kitrałem się 630 razy).

Reszta to filmiki?

skomentuj

Ponoć jedna z najlepszych gier na

PS3. Długo się za nią zabierałem – ponad sześć lat. Po falstarcie z pierwszą częścią byłem bliski odpuszczenia sobie całej serii. Aktualnie jestem gdzieś w 2/3 fabuły i teraz już wiem, że to Naughty Dog Inc. rozdaje karty na Playstation.

skomentuj

Ukończyłem Red Dead

Redemption. Po raz kolejny. Już teraz nie mam ani krztyny wątpliwości, że druga część będzie najlepszą grą wszech czasów.
Lato w pełni. Nie wiem czy po prostu nie chce mi się grać czy powodem jest raczej brak czegoś konkretnego pod ręką. Może gdybym pożyczył na tydzień lub dwa bieżącego Batmana to bym wykrzesał z siebie trochę emocji? Może, ale brak chętnych. Pewności też.
Przyznam się nieśmiało, że jedyną grą, na którą mam, tak naprawdę, ochotę jest Call of Duty: Modern Warfare.

Wracając do RDR. Wiecie jak poznać naprawdę dobrą konsolową grę AAA? To proste. Wystarczy odczekać 5 lat od premiery i wejść do trybu multiplayer. Najlepiej w poniedziałkowe popołudnie w samym środku upalnego lata. Jeżeli w instancji mamy kilkunastu graczy (przy limicie wynoszącym 15) to wiedz, że coś się dzieje.

skomentuj

Szukając materiałów o genezie użycia Shadow

of the Colossus w filmie Reign Over Me natrafiłem na ciekawy artykuł w Kotaku. Odpowiada na kilka fanowskich pytań – dlaczego użyto gry z poprzedniej generacji, czy Snadler i Cheadle faktycznie grają w SotC i inne zakulisowe ciekawostki. Najciekawszy jest jednak jeden z komentarzy pod tekstem. Stanowi mocny argument na poparcie trzech tez z którymi zgadzam się w 100%:
1. Gry są narzędziem terapeutycznym.
2. HUD zabija immersję.
3. Fumito Ueda jest czarodziejem.

Co tam, wkleję go w całości:

I worked on body recovery and identification after 9/11. Every night I’d go home and play ICO; in ICO, you rescue a princes from a tower, and any bad monster is driven away with a stick – it’s fairly death-free gaming.

The game worked for me because it was the most *immersive* experience I’d had in videogaming; when you were up on the ramparts, dragging Yorda along, you could stop and look out over the sea, feel the glare of sunshine on your face and feel the wind blowing.

The game kept me sane. A couple of years later, I was in Tokyo, and got to meet Ueda and his COLOSSUS team at Sony, even to play the first level. That man will never know how grateful I am to him, even though I tried to explain how much ICO had meant to me.

I guess I’ll have to see REIGN OVER ME; I loved COLOSSUS, though not as much as ICO. And one thing I didn’t like about it was that it was a bit more HUD-y – your grip strength meter appeared on the top of the screen, and what not. For me, the great thing about ICO was that it didn’t have any meter onscreen that would distract from being *in* that world.

I actually asked Ueda about that, and he grinned and said, „Yorda was the health meter.”

#SOTC #ICO

Więcej na -> kotaku.com

skomentuj

Od wczoraj zastanawiam się jak to napisać

żeby nikogo nie obrazić. Czas poświęcony kreatorowi postaci w Bloodborne był tylko odrobinę krótszy niż ten zmarnowany na samą rozgrywkę. Nadmienię, że nigdy nie przykładałem specjalnej uwagi do wyglądu sterowanych przeze mnie postaci w grach TPP. Potylica, plecy oraz pupa to mięso, liczy się dusza ;)

Może nie lubię wiktoriańskich horrorów? Może nie chcę ratować tamtego świata, może w ogóle mi na nim nie zależy? Może nie cierpię szeryfowych czcionek i UI z lat 90-tych? Może nie mogę zrozumieć dlaczego po otrzymaniu broni od cudaków wyrastających z podłogi w lobby gry nie udało mi się w nią wyekwipować? Może jestem nienormalny, za krótko byłem w wojsku? Może w lecie jakiś komar adidasa sprzedał mi?

A może, po prostu, nie chce mi się grać w grę, która ewidentnie nie chce być grana.
#bloodborne

skomentuj