Czas

podsumowań. Microsoft pokazał show w stylu Festiwalu Piosenki Chu*owej w Opolu, Ubisoft zadowolił się poziomem telewizyjnego talk-show, a Sony zaprezentowało gry z muzyką na żywo okraszone niezbyt żywym prowadzącym. Pozostałe prezentacje znam jedynie z materiałów prasowych, co wcale nie przeszkadza mi szafować werdyktami.

Najciekawszą grą E3 2016 jest Inside, mała gra twórców Limbo. Z fantasmagorycznej nicości, która rozpostarta jest gdzieś pomiędzy piekłem, niebem, a czyśćcem przenosimy się do biur, fabryk i magazynów świata współczesnego. Pewnie to tylko platformówka, pewnie dość krótka i miejscami wtórna, ale i tak zabija klimatem.

Pośród dużych gier nominacje mam dwie. Po pierwsze zastanawiam się czy State of Decay 2 okaże się xboksowym system sellerem – przynajmniej w moim przypadku. Niewiele wiemy o tej grze, ale prawdopodobieństwo, że Undead Labs spartaczą jest niskie. Drugi głos idzie w stronę Horizon Zero Dawn. Przekonuje mnie walka z grzbietu robo-bawołu, szczególnie wystrzeliwane łukiem linki, którymi można przypinać wrogów do podłoża.

Wiele osób przewiduje, że Gone Days może być fajne, ale ileż to podejść do tematu sanboksów w czasach zarazy mieliśmy ostatnio? Zawsze wolałem te skradankowo-surwiwalowe, a GD stawia raczej na zabawę w stylu Left 4 Dead. Świat i muzykę ukradziono z TLOU, motocykle i kodeks moralny bohaterów pochodzą wprost z serialu Sons of Anarchy – ciekawi mnie tylko skąd ocaleńcy biorą hurtowe ilości amunicji.

Ghost Recon: Wildlands – to na pewno będzie hit. Może nie na metacritiku i w dorocznych zestawieniach, ale po The Division mam pewność, że ta gra to gwarancja 1-2 miesięcy dobrej zabawy. Bankowo.

Wiadomo też, że od jakichś 10 lat czekam na Last Guardian, cieszy mnie, że znana jest w końcu konkretna data. Nawet jeśli ta gra nie przekroczy Rubikonów, przez które swego czasu przeprawiały się zarówno ICO jak i SOTC, to i tak będzie piękna i wciągająca.

W grze Watch Dogs 2 spodobała mi się akcja z dronem oraz zdalnie sterowanym autkiem. Bardzo pozytywnie zapatruję się na tą grę, choć nie oczekuję urwania kapelusza. Ot, kolejny porządny sandboks od Ubi. Jacyś mało wiarygodni wydają mi się ci hakerzy, za bardzo wypacykowani, pewnie dlatego, że hakują emacsem przez sendmail.

Fani God of War stękają z niezadowoleniem po prezentacji najnowszej odsłony, a ja zacieram ręce. To może być pierwszy GoW, którego polubię.

Podobają mi się niektóre ruchy Microsoftu, konsolidacja platformy Windows i Xbox, cross-platform. Nowa Forza wygląda ciekawie – przypomina mi piękne chwile w TD:Unlimited.

Nie podobają mi się pomysły na Detroit: Become Human, Death Stranding, For Honor, a najbardziej jestem rozczarowany brakiem choćby jednej wciągającej gry dla urządzeń VR.

Na koniec oczywiście Gwint! Dużo bardziej responsywna wydaje się ta gra – porównując do gwinta osadzonego w W3. W sam raz aby grać w kolejce do geriatry.

skomentuj

Oglądając wczorajszą konferencję Microsoftu

na E3 Expo zastanowił mnie pewien fakt. Czy Komentujący takie wydarzenie mają świadomość, że spłodzone przez nich treści mogą zostać przeczytane jedynie przez androidy? I to nie byle jakie, przypuszczam, że dopiero Nexus-6 ogarnia to tempo przez całą, kilkugodzinną konferencję. Tutaj mamy przykład z Youtube, na Gamespocie tempo komentowania streamu z targów było jeszcze wyższe.

skomentuj

Wszystko zaczyna się od ogłoszenia

przypiętego do tablicy w jednej z wiosek Velen. Tej Velen.

W ciągu pierwszych dwóch godzin gry miałem okazję pokonać trzech unikalnych minibosów. Jeden z nich to górniczy potwór, dobrze znany w pobliskich Piekarach Śląskich oraz z kart Trylogii Husyckiej, drugi jest filistyńskim wojownikiem, znanym tak ze Starego Testamentu jak i z Koranu. Trzeci przypominał mi Yennefer. Pokonałem z przyjemnością.

Kraina jest cudowna, zupełnie nowe stroje, inna architektura, do tego kwiecista mowa barokowych wąsaczy. Piękne widoki, dokładnie tak jak na załączonym obrazku. Chce się zwiedzać, to nie doklejony trochę na siłę kawałek z Serca z Kamienia, to zupełnie nowa, autonomiczna kraina. Ogromna może nie jest, ale wynagradza to unikalnym klimatem księstwa baśni.

Kiedy zaś spotkałem dawno niewidzianego przyjaciela to aż podskoczyłem o pół metra w górę z okrzykiem radości na ustach. Siedząca obok żona przeszła w tryb „lekko udawanej zazdrości” i musiałem na chwilę przerwać rozpływanie się w zachwytach. Przypuszczałem, że skoro wizytujemy Toussaint i furtka do DLC w fabule głównej pojawia się tuż po misji „Poeta w opałach” to głównym kompanem może być Jaskier. Tego jednak się nie spodziewałem.

Trochę pograłem w wątek główny, zaliczyłem też odrobinę poszukiwań nowego rynsztunku wiedźmińskiego, ale 3/5 czasu spędziłem na graniu w gwinta oraz szukaniu partnerów do tejże gry. Przeciwnicy w końcu mają dość mocne talie i na najwyższym poziomie trudności nie udało mi się wygrać trzech z kilkunastu rozegranych partyjek. Balans wzorcowy.

Tylko jednego nie poprawili. Płotka, Płotka nigdy się nie zmienia.

#wiedzmin #witcher3 #krewiwino

skomentuj