Od kilku tygodni bardzo często wracam myślami

do Firewatch. Mnogość emocji, które zapamiętałem i podświadomie analizowałem trzy lata po premierze, miesza się z aktualnymi odczuciami — najbardziej burzliwego okresu mojego 40-letniego życia. Dużo i długo zastanawiałem się nad rozstaniem, zmianami osobowości na przestrzeni szesnastoletniego związku, ucieczce do samotni, uczeniu się życia na nowo, szukaniu siebie. Również o zalążkach miłości opartej na szczątkowej relacji, jaką w tym przypadku są rozmowy przez krótkofalówkę.

Do tego nałożyłem aspekty z filmu Her, ale od dywagacji na ten temat mam terapeutę. Tutaj jednak zapowiem, że w weekend zrealizuję to, co zapowiedziałem w tekście z 2016 roku. Przejdę Firewatcha raz jeszcze, tym razem wsłuchując się w każde słowo.

Jeszcze w tym roku mam nadzieję zagrać w „In the Valley of Gods” – nową grę od Campo Santo. Na to czekam. Żadne Rockstary czy Naughty Dogi — to, czego naprawdę mi potrzeba to symulator chodzenia dla dorosłych.

Więcej na -> grydd.pl

skomentuj