Ostatni post z 20 października

2017. Pewnie z tej okazji dostaliście specjalne powiadomienia od Facebooka o treści: „wielkie odkrycie radzieckich archeologów – strona Gry dla Dorosłych wciąż funkcjonuje”. No niby żyje, ale co to jest za życie? Zima, wyjątkowo nieciekawe perypetie zawodowe, a do tego lekka depresja społeczna z tendencją do pogłębiania się. Gry przestały być na to wszytko skutecznym lekarstwem.

Koniec roku należał do RimWorld. Przegrałem tam ze 150 godzin, równolegle – na dwóch różnych światach. W jednym miałem energetyczne Eldorado, pełne spiżarnie i poczucie ogólnej szczęśliwości. W drugim polarną pustynię, kanibalizm i ciągłe problemy ze wszystkim po kolei. Ta druga rozgrywka, nasycona wyzwaniami i problemami okazała się dużo ciekawsza, jednak do czasu. Człowiek już taki jest, że nawet najmniej przyjazne ekosystemy jest w stanie przystosować do swoich wymagań. Tu też zaczęła się nuda. Nie przeszkadza mi to twierdzić, że RimWorld jest najlepszą grą z jaką się zetknąłem w 2017 roku.

Kupiłem Elex. Mam na liczniku kilkanaście godzin i brak przekonania czy to w ogóle skończę. Pogrywam w Division, odbywam raz na czas godzinny spacer po NYC. Chyba czekam na remake Shadow of the Colossus. Chyba czekam na Far Cry 5. Z pewnością czekam na RDR2. To wszystko to jednak jest liche niczym ruchy Browna.

Równo za trzy dni w moje atopowe dłonie trafi Nintendo Switch, a na nim wiadomo – Zelda. Jeżeli to mnie nie przywróci do pisania o grach to chyba już nic nie będzie w stanie.

skomentuj