Z Journey nie miałem po drodze od bardzo

dawna. Jak wiecie praktycznie ominęło mnie granie na PS3. Następnie musiałem długo czekać na reedycję. Ta się pojawiła w lipcu 2015. W końcu mój centralny ośrodek zdrowego rozsądku nakazywał wypatrywać promocji. Taka trafiła się w tzw. „czarny piątek”. Zakupiłem, pobrałem i po indukowanym Falloutem vacatio legis zabrałem się do gry.

Nie wiem jakim cudem, ale udało mi się uniknąć spoilerów. Wszak gra została wydana prawie 4 lata temu. Fascynowała mnie od samego początku, był czas, że gdzie się nie spojrzało to można było przeczytać peany na jej temat. Jeżeli jest na sali jakiś osobnik, które jeszcze w to nie grał, a jednocześnie pragnie kiedyś przeżyć Podróż poznając wszystkie jej elementy samemu – uprasza się o przeskoczenie następnego akapitu.

Dla mnie Journey to najbardziej intymne doświadczenie gry wieloosobowej jakie przeżyłem w całym swoim życiu. Wyobraźcie sobie, że rozglądam się spokojnie po okolicy, wtem obok mnie ktoś przechodzi. Idę za nim, w końcu to pierwszy napotkany w tym świecie NPC – musi być istotny. Prowadzi mnie na wydmy, pościg chwilę trwa, w międzyczasie zaczynam popiskiwać. Napotkana postać zawraca i również wydaje dźwięki. Ja robię pi-pi, ona odpowiada pi-pi. Intonuję pi-pi-piiiiiii, w reakcji słyszę dokładnie to samo. Dociera do mnie, że to nie algorytm. To żywy człowiek, który prawdopodobnie jest tak samo zaskoczony jak ja. Idziemy razem, w grupie raźniej – poza tym możemy sobie wzajemnie ładować szalik wysokiego skoku. GE-NIAL-NE! Mój kompan gdzieś się gubi, niebawem pojawia się następny i kolejny. Niektórzy nie są w ogóle zainteresowani interakcją, pędzą przed siebie niczym wygarniturowani yuppie na Wall Street lat 90-tych. Wtedy jeszcze nie mam świadomości, że wszyscy zmierzamy w tym samym celu. By umrzeć.

Piękna gra ze wspaniałym zakończeniem i szeregiem, niewymuszonych skryptami, wzruszeń po drodze. Na razie skończyłem dopiero dwa cykle Podróży, ale z pewnością będę wracał do tego dzieła regularnie, podobnie jak czasami lubię sobie polatać nad łąką we Flower.

skomentuj