Zaczynam ogarniać metodologię przeżycia w

kolonii RimWorld – nikt mi wczoraj nie umarł. Co więcej, mam za sobą pierwszy romans, który zakończył się ślubem. Okazuje się, że seks poprawia nastrój kolonisty w mniejszym stopniu niż uznanie i szacunek płynący z oczu partnera/partnerki. Oczywiście, że nie jest to uczucie symetryczne – bardzo jestem ciekawy czy uda im się doczekać potomstwa. Ona jest naukowcem, on głównie sprzątaczem i tragarzem. Egalitarna jest miłość w mojej osadzie.

Przyszła zima, a więc nuda straszna, zbudowałem stół bilardowy, zorganizowałem też browar i pracownię narkotykową. Dokąd doprowadzą mnie eksperymenty w tej ostatniej dziedzinie? Nie mam pojęcia, ale wiem, że chcę się przekonać.

Najciekawszymi wydarzeniami wczorajszego dnia była walka z grzejnikami podczas fal zimna oraz wizyta miotacza mołotowów. Wpadł do mnie facet, który na dzień dobry wysadził drzwi wejściowe, stanął w wyjątkowo niewygodnym do zestrzelenia kącie i zaczął obrzucać domostwo łatwopalną substancją. Zanim go ustrzeliłem ogień już trawił 1/4 zabudowań. Na szczęście opanowałem aktywną pauzę i szybko zdusiłem ogień. Straty były minimalne.

P.S.
Pozostało jeszcze kilka godzin aby sobie wyklikać za całkowitą darmochę prawdziwego klasyka, grę Civilization III. Wersja dla Steam: [link]

skomentuj