Tydzień temu wyposażyłem swój prawie

40-letni narząd wzroku w pierwsze okulary. Z entuzjazmem zaakceptowałem oczywiste profity jak +1 do percepcji, charyzmy i inteligencji. W praktyce zaowocują one brakiem narzekania na zbyt małe fonty napisów w grach oraz (mam nadzieję) większą siłą przebicia w dyskusji. Nie tylko o grach.

Jednak okulary dają jeden unikalny perk, o którym nie miałem do tej pory pojęcia. Kadrują obraz. Pozwalają skupić się na tym co na środku. Bałem się, że ramki w polu widzenia będą przeszkodą, że zaburzą komfort czystego widzenia rzeczy. Czy to monitor, czy telewizor – kolejny raz sprawdza się nieco już wyświechtana maksyma modernistycznego architekta – Ludwiga Mies van der Rohe – „mniej znaczy więcej”. Przy okazji polecam krótką refleksję nad chicagowskim biurowcem IBM autorstwa tego pana: [link] – 47-piętrowy mainframe, czyż nie?

A co tam u mnie w Falloucie? Na liczniku 130 godzin, przede mną misja polaryzująca relacje między głównymi frakcjami, unikam jej jak ognia i od tygodnia robię wszystko byle by tylko nie ruszyć z fabułą główną. Oczyściłem wyspę Spectacle, miejsca jest tam tyle, że starczy na najambitniejsze projekty (gdyby tylko nie ten koszmarny limit budowlany). Mając po kilka tysięcy jednostek stali i drewna w magazynku przystąpiłem do budowy postapokaliptycznego drapacza chmur. Nie sądziłem, że tak szybko zużyję cały zapas żelastwa. Falloutowy gameplay tylko zyskał na tej sytuacji – znów mogę po prostu zwiedzać świat i napychać kieszenie kubkami, zardzewiałymi koszykami na zakupy czy śrubokrętami. Nie trzeba mi nic więcej. No może poza autosave w trybie budowy. Pamiętajcie o BHP podczas prac budowlanych – albo szybkie zapisy co kilka minut, albo balustrady i bezpieczne schody.

skomentuj