Pierwszym z

drobiazgów, które pokochałem w Falloucie 4, był brak percepcyjnej supermocy mojego bohatera. Bezpośrednio przed F4 ogrywałem Wiedźmina, który dysponował zmysłem podświetlającym wszystkie aktywne przedmioty, skrzynki, ciała itd. Batman mógł w tym celu używać trybu detektywistycznego, a Szalony Max widział ikonki nad nieograbionymi z dobytku zwłokami. Pewnie tak mu się porobiło od jedzenia czerwi i przeterminowanej psiej karmy.

Oczywiście poprzednie części nowożytnego Fallouta też nie ułatwiały myszkowania i nie podświetlały z daleka każdego klikalnego obiektu, ale współczesna tendencja jak widać z trzech powyższych przykładów, pozwoliła mi o tym zapomnieć. Stąd wielka radość eksploracji, uwielbiam omiatać wzrokiem każdy kąt odwiedzanych lokacji. Podobno aż 2.6% populacji jest poważnie zdefektowanych na tym punkcie, ale na szczęście każdy śmieć w Falloucie ma znaczenie, L4 na to nie dostanę. Poza chorobliwym zbieractwem dokładny przegląd przygotowanych przez twórców scen pozwala na doszukiwanie się samodzielnych interpretacji. Tu jakiś szkielet siedzi na kiblu z pistoletem 10 mm na podłodze. Tam parka rozkłada się na materacu, a obok nich podejrzanie dużo odlotu. Gdzieś ktoś zmontował barykadę z mebli, pozakładał pułapki. Drobiazgi budują historię.
Wszystko to oczywiście z szacunku dla level designerów oraz wszystkich tych szeregowych wypełniaczy, którzy ustawiają w grze tony śmieci.

Druga rzecz, którą polubiłem od pierwszego wejrzenia, to mechanika lootowania. Podchodzisz do biurka, celownik na blat i bez żadnego klikania, aktywowania widzisz okienko z zawartością mebla. Możesz zabrać dowolnie wybrane przedmioty i po prostu iść dalej. Długo nie mogłem się odzwyczaić od odruchowego naciskania kółka po skończonym wyłuskiwaniu śmiecia z kontenera. Jeżeli zaś chcesz dokładniej przeanalizować zawartość, porównać parametry broni czy pancerzy to można wejść w tradycyjne okno lootowania za pomocą kwadratu. Genialnie proste.

skomentuj