Jeden z Archaniołów wyrwał się z Mad Maksa

by wylądować gdzieś na obrzeżach Sandy Shores. Można mówić o GTA V różne rzeczy, ale nic tak nie uspokoiło mojego prefallutowego cornholio jak kilka godzin z chłopakami. Ta gra się nie starzeje, co ciekawe stanowi świetną rozrywkę nawet bez PS+, którego ostentacyjnie zbojkotowałem po ostatnich podwyżkach trzymiesięcznego abonamentu. Na razie bez żalu.

skomentuj