Do retro gamingu mam dość chłodny

stosunek. Fajnie czasami powspominać, połączyć się z drugą osobą we wspólnych doświadczeniach. Przyjemnie jest poobcować z przedmiotami mającymi 30 i więcej lat, ale każda sekunda kontaktu utwierdza mnie w przekonaniu, że nie jestem zdolny do świadomego downgrade gadżetów.

Mój zapał do grania w starocie, takie prawdziwe starocie z lat 80-tych, kończy się po 10 minutach. Nie ma różnicy czy odbywa się to na emulatorze czy na oryginalnym sprzęcie z epoki. Myślę, że głównym powodem jest pragnienie aby moje wspomnienia były niezatarte, pięknie i nieświadomie wypielęgnowane. W oderwaniu od realiów współczesnego grania, wyidealizowane i sterylne – połączone z konkretnymi zapachami i sytuacjami.

I pojawia się Battlecade. Multiplayer to jedyna opcja, dzięki której mógłbym nieco dłużej pograć na 8/16-bit. Jeszcze w takiej eleganckiej formule. Chętnie zobaczyłbym to kiedyś w Cybermachina.

Więcej o tym unikalnym koncepcie znajdziecie tutaj: [link] i tutaj: skomentuj