Ukończyłem Red Dead

Redemption. Po raz kolejny. Już teraz nie mam ani krztyny wątpliwości, że druga część będzie najlepszą grą wszech czasów.
Lato w pełni. Nie wiem czy po prostu nie chce mi się grać czy powodem jest raczej brak czegoś konkretnego pod ręką. Może gdybym pożyczył na tydzień lub dwa bieżącego Batmana to bym wykrzesał z siebie trochę emocji? Może, ale brak chętnych. Pewności też.
Przyznam się nieśmiało, że jedyną grą, na którą mam, tak naprawdę, ochotę jest Call of Duty: Modern Warfare.

Wracając do RDR. Wiecie jak poznać naprawdę dobrą konsolową grę AAA? To proste. Wystarczy odczekać 5 lat od premiery i wejść do trybu multiplayer. Najlepiej w poniedziałkowe popołudnie w samym środku upalnego lata. Jeżeli w instancji mamy kilkunastu graczy (przy limicie wynoszącym 15) to wiedz, że coś się dzieje.

skomentuj