Zawsze dziwiła mnie emfaza z jaką gracze

odnoszą się do sceny wjazdu do Meksyku w grze Red Dead Redemption. W głośnikach brzmi wtedy piosenka José Gonzáleza pt. „Far Away”. Uroczy kawałek, piękny pustynny Meksyk pod kopytami Płotki, ale w sercu gracza brak większych uczuć. Może rozterka – jechać do Diaza w mieście Escalera czy może do Landona Ricketa w Chuparosie? Nic więcej. Nie zmienia to jednak faktu, że scena pojawia się wyjątkowo często w internetowych zwierzeniach graczy jako koronny przykład „specjalnego momentu”. Nie dla mnie.
To co najlepsze w RDR dzieje się znacznie później, już po zabiciu Dutch’a van der Linde. Tym razem akompaniuje nam Jamie Lidell z piosenką „Compass”. Pędzimy na złamanie karku przez Tall Trees, w stronę swojego rancha. Do żony, do syna – do prawdziwego życia. Piosenka uskrzydla naszego bohatera i sprawia, że mamy do czynienia z jedną z najpiękniejszych scen w historii gier video. Co ważne – nie jest to wyreżyserowana cutscenka tylko rasowy gameplay.

And now I know the only compass that I need is the one that leads back to you.

skomentuj