Absolutnie wolna

niedziela. Od wszystkiego. Myślisz, że ograsz co to nierozpoczęte, przeczytasz niedoczytane i tak dalej. Nic z tego.
Wypatrzyłem betę Gwinta w dziale free2play w sklepiku na Playstation 4. Wróciły wspomnienia – ileż to zgranych talii, kłótni z karczmarzami, ileż to już za mną wygranych partii? Przyznaję po raz wtóry, zdarzało mi się (często!) odpalać Wiedźmina 3 tylko po to żeby grać w karty.

Każdy z gwinciarzy wychowanych na karciance osadzonej w grze RPG będzie się od samego początku czuł bardzo swobodnie. Fundamenty Gwinta się nie zmieniły. Zmieniły się za to detale i to tak licznie, że odkrywanie każdego nowego elementu jest bardzo wciągające.

Nowe karty, nowe czary, nowi bohaterowie, a przede wszystkim zupełnie świeże mechaniki, zagrania i premie. Zasiadłem do tematu po staremu, budując naszpikowaną szpiegami i manekinami klasyczną talię Królestw Północy. Szybko okazało się, że te ulubione zagrywki sprzed lat nie są już skuteczne, o wiele lepiej jest budować super-samo-nakręcającą się pierwszą linię rycerstwa. Ciekawe, że Królestwa Północy są najrzadziej wybieraną talią w rozgrywkach sieciowych. Stawia na nią zaledwie 11% graczy. Nawet gracze z rangą dużo wyższą od mojej skrupulatnie analizowali co znaczą niektóre rzucane przeze mnie karty. Zabijanie ćwieka lepszym to bardzo miłe uczucie.

Wczoraj rozegrałem 30-40 pojedynków. Ile dziś?

skomentuj