Kolejna

gra, którą po cichutku skończyłem, był The Wolf Among Us. Jestem fanem koncepcji „wykastrowanej przygodówki” by Telltale – jasne więc było, że po kilkunastu godzinach dobrej zabawy z TWD musiałem spróbować i innych tytułów. Wybór padł na Wilka.

Nie wiedziałem za wiele na temat Fables – komiksu Billa Willinghama, który stanowi bazę fabularną. Okazuje się, że seria wydawana jest od 2002 roku przez DC Comics. Ukazało się 20 tomów, a więc ciężar właściwy zbliżony jest do TWD. Ciężar emocjonalny też, bo problemy są poważne, a trup ściele się gęsto. Fables jednak pełne jest andersenowskiej magii, wilkołak delikatnie flirtuje ze Śnieżką, Syrenka zajmuje się wieczorową eskortą dla panów, Piękna oszukuje Bestię i dorabia sobie jako… chciało by się zaspoilerować, ale nie, lepiej zagrać :)

Podsumowanie gameplayu TWAU wygląda tak:
– rozmawiamy,
– więcej rozmawiamy,
– klikamy w trzech miejscach na ekranie,
– trochę rozmawiamy,
– tutaj następuje super ważna decyzja,
– rozmawiamy,
– okazuje się, że decyzja wcale nie była taka ważna,
– bijemy się (QTE!),
– jeszcze trochę rozmawiamy.
I od nowa. Czyli stare dobre Telltale, zero innowacji. Jedyna zmiana względem TWD jest taka, że bohater nie musi już tyle chodzić po rozległych lokacjach. Za to więcej rozmawia – w końcu akcja dzieje się w przeludnionym Nowym Jorku, a nie na zadupiach stanu Georgia.

Główny bohater to wilk, który robi za psa czyli policjanta. Jest to prawdopodobnie najfajniejszy stróż prawa w jakiego dane mi było się wcielić w grach wideo. Każda chwila spędzona w skórze Bigbiego Wolfa była prawdziwą przyjemnością, a szczególnie te, kiedy łomotał oponentów na dzień dobry, a poprawiał im na do widzenia. Bo to przecież Zły Brzydki Wilk.
Fabuła już w pierwszej scenie wciąga na całego i trzyma do samego końca. Jest spójna i pozbawiona chaosu typowego dla świata po apokalipsie zombich. Oczywiście nic nie jest jednoznaczne, nie ma jasnego podziału na dobro i zło w tej cynicznej, plugawej rzeczywistości. Dokładnie tak samo jak u nas, tyle że w lekko zwichrowanym zwierciadle. No bo kto poza Georgem Clooneyem miał świnię za współlokatora?

skomentuj