Wczoraj przyszła do mnie przesyłka z magazynem

PIXEL. Zadziwiająco szybko – tego samego dnia co w kioskach, bez większego rabanu, a co najważniejsze – kompletnie wyzbyta z kwaśnego swądu dupy Pegaza.

W ogóle to nie przypomina Secret Service, ani na jotę. Jest granie na wspomnieniach, ale tych faktycznych, związanych ze starymi komputerami i antycznymi grami, a nie precyzyjnie wykreowaną reminiscencją czasopisma czytanego w młodości. Pixel bliższy jest Resetowi, miesięcznikowi najwyższej próby, o którym świadomość jest już niestety znacznie niższa niż zdechłego na zawsze SS. Moje wrażenia z lektury nowego magazynu związanego z grami video są tak pozytywne być może również dlatego, że po ok. 15 latach przerwy miałem okazję przeczytać dwa ostatnie numery CDA.

W Pikselu nie ma ocen, nie ma tabelek z wymaganiami. Recenzję trzeba po prostu uważnie przeczytać. Nie ma ich też jakoś specjalnie dużo, ale idzie za tym selekcja gier, myślę że co najmniej w 3/4 z nich mógłbym zagrać. Szczególnie urzekła mnie bezkompromisowa recenzja The Crew, gry-pomyłki, przy której wytrzymałem nieco ponad kwadrans.

Byś może łykam ze zdwojonym zainteresowaniem wszystko co dotyczy Dying Light bo od rana zerkam w okno wypatrując kuriera. Być może jestem ponadprzeciętnie chłonnym odbiorcą materiałów o Atari i First Star Software bo miałem 130XE i zagrywałem się na nim w Boulder Dash oraz Spy vs. Spy. Być może takich skrojonych na miarę materiałów może starczyć jeszcze na kilka, kilkanaście numerów. Z pewnością będę chciał się o tym przekonać.

#pixel #pixelthemagazine

skomentuj