Jeżeli nie liczyć partyjki stolikowego

Eurobiznesu to mam za sobą weekend bez grania. Dość unikalny, bo zorientowany na majsterkowanie. W końcu zabrałem się za organizację czegoś do przechowywania/ekspozycji ustawicznie rozrastającej się kolekcji pistoletów.

Kilka miesięcy temu wpadła nam w ręce szkolna tablica z podziałem godzin. Dziurkowana pilśnia w solidnej, drewnianej oprawie – filar szkolnej organizacji w czasach niezinformatyzowanych. Tablica była olbrzymia, dwa metry kwadratowe, postanowiliśmy ją przepołowić, uporządkować ramki, oczyścić i pomalować. Kupiłem też bolce, na których zawisną zbiory.

Piszę o tym, bo ponadprzeciętnie zaangażowałem się kolekcjonowanie zabawkowych pistoletów. Do tej pory miałem jedynie pacholęce okresy wymuszonego i przejściowego kolekcjonerstwa – jakieś naklejki, znaczki, monety. Słowem – to co akurat zbierali koledzy z klasy. Od niedawna, obok pucharków w grach sanboksowych, zbieram również wszelakie kapiszonowce, korkowce i inne wichajstry. Ostrzegam, że mam w planie rozwijać tutaj rzeczony temat.

skomentuj