Automatron, chronologicznie pierwszy fabularny dodatek do F4, ma wyjątkowo udany plakat. Tak, chorobliwa atencja wobec starego sci-fi to moja cecha główna. Szkoda, że to właśnie grafika promocyjna jest najmocniejszym punktem tego rozszerzania.

Zaczyna się jak zawsze – odbieramy radiowy sygnał alarmowy karawany. Napastnikiem okazuje się banda robotów, zaatakowani zaś to mikst maszyn i tworów organicznych. Przy życiu (?) utrzymała się tylko jedna z członkiń karawany – robot o byronowsko-programistycznym imieniu Ada. Okazuje się, że na arenie podbostońskich rozgrywek pojawił się nowy zawodnik – tajemniczy Mechanik. Konstruktor wyjątkowo zmyślnych robotów, z których niektóre posiadają organiczne mózgi, zaś wszystkie pałają żądzą krwi i smaru.

Zadanie nie wydaje się skomplikowane. Bohater musi wyśledzić i zniszczyć Mechanika. Po drodze rozprawi się z tabunami robotów i kilkoma pułapkami. Przed finałową walką polecam zaopatrzyć się w stosik stimpaków i kilkanaście ładownic. Szacuję, że w starciu z pretorianami Mechanika zużyłem 300-400 nabojów do ulubionej strzelby. Nadmienię, że nie jest to broń zabawkowa – królową błotniaków kładę w 10-15 strzałach,

Mechanik dysponuje naprawdę ładnym hełmem (oczywiście dla fana gatunku: [link] i historią przypominającą nieco motyw z „Czarnoksiężnika z krainy Oz”. Morał tej bajki mógłby brzmieć: jeżeli zignorujesz Prawa Asimova to zostają ci już tylko Prawa Murphy’ego.

Czy warto zagrać w Automatrona? Moim zdaniem nie warto. Jest to zero-jedynkowa młócka, pozbawiona w zasadzie jakichkolwiek odcieni szarości. Jak ktoś lubi to może dzięki temu DLC samemu wyprodukować armię robotów. Tylko co z nią potem będzie robił?

skomentuj