Diametralna zmiana punktu widzenia w psychologii

nazywana jest punktem zwrotnym, momentem przełomowym. To coś na kształt przesilenia choroby, potem powinien nastąpić powrót do zdrowia.

Należałem do stronnictwa VR-sceptyków od chwili gdy pierwszy raz założyłem na głowę Oculus Dev Kit 1 w sierpniu 2012 roku. Nie widziałem nic interesującego w rozciąganiu podłej jakości telewizora w odległości 2 cm przed okiem. Efekt 3D też nie był zbyt przekonywujący. Do tego klasyczny pecetowy koszmar sprzętowo-softowy.

Cztery lata później wszystko się zmieniło. W zeszły piątek miałem okazję pobawić się z HTC Vive. Padłem na kolana i zachichotałem – to jest to!

Sprzęt jest dość kłopotliwy w użytkowaniu, przynajmniej na początku. Poza goglami, dwoma kontrolerami i dwoma czujnikami badającymi położenie tych zabawek jest jeszcze skrzynka rozdzielcza, słuchawki, trzy zasilacze i kilka metrów kabli. Wygląda to jak zawartość szuflady klasycznego nerda: skomentuj