Pamiętacie jak kilka miesięcy temu

zapowiadałem swoje zainteresowanie starczym cosplayem? Stało się, od dzisiaj wcielam się w ubogą wersję Johna Marstona. Wariant meksykański. Poncho okazało się zadziwiająco ciepłe i wygodne, muszę jeszcze tylko nabyć Stetsona. Efekt uboczny jest taki, że nikt się dziś rano nie przysiadł do mnie w autobusie. Broda, kolorowe fatałaszki rodem z innego kontynentu – pewnie uchodźca. Co prawda nie mam fotek (jeszcze), ale uwierzcie – nie obchodzę dzisiejszego święta.

Do rzeczy.

Zachciało mi się zagrać w dodatek do Fallout 4. Wchodząc do cyfrowego sklepu PlayStation Polska mocno zdziwiła mnie cena przepustki sezonowej. Przyznam, że 209 zł to dobra cena za grę, a nie pakiet dodatków. Niestety nie znalazłem możliwości zakupu atomizowanych DLC w przystępnej cenie. Entuzjazm opadł, ale moją uwagę przykuła (dzięki koledze Arazkowi) różnica w opisach tego „produktu” jaką można dostrzec w wersji polskiej i angielskiej PSN. Opis w rodzimym języku nie jest specjalnie zachęcający, oto kluczowy fragment:

„W maju 2016 rozszerz fabułę w trybie dla jednego gracza, wyruszając na tajemniczą wyspę Far Harbor – to największy obszar DLC, jaki kiedykolwiek powstał w świecie Fallouta 4”

W zasadzie każdy następny DLC może być tym największym, wszak nie ma ich za wiele. W wersji angielskiej jest to niewspółmiernie bardziej bombastycznie opisane:

„Then in May 2016 expand your single player story by adventuring to the mysterious island of Far Harbor – the biggest DLC landmass ever created by award-winning developers Bethesda Game Studios”

Komu wierzyć? Coś mi mówi, że tłumacz się pomylił i przypadkiem napisał prawdę.

skomentuj