Mój Maksymilian wsiadł wczoraj przed południem do koperty bąbelkowej i wyruszył ze Słubic

Mój Maksymilian wsiadł wczoraj przed południem do koperty bąbelkowej i wyruszył ze Słubic. Wieczorem zajechał do Gorzowa Wielkopolskiego, nad ranem widziano go w Komornikach. Dotrze do mnie dopiero jutro, mam więc czas na kilka akapitów o kinowych pierwowzorach gry.

Pierwszy film z 1979 oglądałem jakieś 20 lat temu w Kocham Kino. Miałem w zwyczaju nagrywać na kasecie VHS filmy puszczane późnym, wtorkowym wieczorem w TVP2. Koniecznie z poprzedzającymi je komentarzami Grażyny Torbickiej i Tadeusza Sobolewskiego, którego uważałem wtedy za wzorzec entuzjasty i znawcy kina.

Film nie przekonał mnie. Wydaje mi się, że nie obejrzałem go nawet do końca. Co innego część druga, która przewijała się w naszym magnetowidzie wiele lat wcześniej. Prawdopodobnie stała się dla mnie wzorcową wizualizacją apokalipsy wywołanej kryzysem naszego świata. Lękałem się tej wizji. Co ja piszę, byłem przerażony! Najbardziej bałem się, że skończę jak ten kudłaty dzieciak. Miałem nawet swój własny bumerang i też byłem trochę dziki.

Wojownik Szos stał się niewyczerpanym źródłem inspiracji dla twórców Fallouta - jednej z moich najukochańszych serii gier. Zerknijcie na załączony obrazek. Typek w ramonesce z jednym naramiennikiem, obok niego pies - to przecież Chosen One i Dogmeat jak żywi. Poza tym bezkresna pustynia, zdziczali najeźdźcy, walka o każdy pocisk, łyk wody i tak dalej.

Potem przyszła Tina Turner i do szorstkiego świata Szalonego Maksa wprowadziła glamour połowy lat osiemdziesiątych. Kopać leżącego nie będę.

Trzy dekady czekaliśmy na kolejny odcinek australijskiego serialu. Mam bardzo mieszane uczucia wobec Na drodze gniewu. Najbardziej boli mnie, że cała oś fabularna filmu oparta została na założeniu że przeciwnikiem głównego bohatera jest banda groteskowych imbecyli, którzy przegrywają swój szalony pościg już w momencie kiedy go podejmują. Mogli po prostu siedzieć na bladych dupach w swojej niezwykle wyrafinowanej siedzibie. Kto to budował? Na pewno nie ta spuszczona z łańcucha sfora półgłówków. Nie mogę przeżyć widoku transfuzji krwi w tak zasyfiałym środowisku. Iniekcje dożylne w otoczeniu smaru i kurzu pustyni kończyły by się gangreną szybciej niż elektrody w uchwytach szalonych spawaczy tamtego świata.

Oczywiście trzeba pochylić się nad widowiskowym aspektem przedstawienia. Bardzo podobał mi się Mercedes W123 osadzony jako szoferka olbrzymiego zestawu cystern. Scenografowie odwalili naprawdę dobrą robotę. Akcja jest wartka i momentami robi spore wrażenie. Jednak co jakiś czas pojawia się absurd jak z tym gitarzystą, który strzela napalmem z gryfu, a za sobą ma ścianę pierdyliarda głośniczków. Wtedy zastanawiam się, czy to jeszcze postapokalipsa czy już wodewil.

Mając jednak do wyboru The Phantom Pain i Mad Maksa zdecydowałem się na tego drugiego. Po cichu liczę na powtórkę z unikalnego przeżycia jakim był Shadow of Mordor.

2015-09-08 06:31:45

skomentuj

starsze index nowsze



Onegdaj pisałem, że...

Prowadzę bloga "Gry dla dorosłych" od 19 lutego 2013 roku. Oto niektóre z wcześniejszych tekstów:


2014-04-16

Na samym szczycie mojej kupki wstydu znajduje się State of Decay. Mierzę się z tą grą regularnie od prawie roku

2016-07-28

Zdecydowałem się wczoraj opłacić jednomiesięczne Złote Myto dla Microsoftu dzięki czemu uzyskałem dostęp do kilku gier zainstalowanych wcześniej na użyczonej konsoli

2016-02-02

Zawsze chciałem pojechać do NYC. W miniony weekend trafiła się okazja. W pakiecie podróżnym dostałem intrygującą zimową atmosferę opustoszałej metropolii oraz niezbyt pociągające mechaniki sieciowej strzelanki z widokiem z trzeciej perspektywy