Serdecznie dziękuję za wczoraj

Serdecznie dziękuję za wczoraj. Ogrzałem się trochę w żarze waszych lajków i komentarzy. Za oknem też jakby zmiana – odwilż – przynajmniej w moich Smogowicach. Kawa wypita, więc można pisać.

Będąc fanem cRPG nie potrafiłem przejść obojętnie obok nowej gry Piranha Bytes. Co ciekawe nie grałem nigdy w Gothica, nie grałem w Risena, ale swego czasu spędziłem z nimi jeden czy dwa wieczory przed YT. O co chodziło tych klasykach pecetowego szwędactwa wiem dość dobrze i bardzo to szanuję. Kupiłem więc Elex.

Jeśli zastanawiacie się nad tym tytułem lecz boicie się bugów, niedoróbek i ogólnej prowizorki to mogę was uspokoić. Gra nie zawiesza się częściej niż średnia konsolowa na PS4. W samej grze też nie spotkałem irytujących glitchy, zepsutych zadań, nieprzystających animacji, brakujących tekstur. Premierowy Wiedźmin 3 był dużo bardziej irytujący. Wejście w świat Elex jest bardzo gładkie, na samym początku dostajemy odrzutowy pasek, dzięki któremu możemy wzbijać się ponad rozmaite przeszkody terenowe. Burzy to swoisty romantyzm forsowania przeszkód metodą brute-force. Kto się szwęda ten wie, kto nie – niechaj słucha. W wielu grach istnieje metoda wspinania się, a nawet pokonywania całych pasm górskich, która polega na intensywnych podskokach pod stokiem, na szukaniu kawałka punktów zaczepienia się dla nóg. Czasami trzeba skakać tyłem, czasami bokiem, czasami trzeba się odrobinę cofnąć. Mam wrażenie, że mechaniki te, choć sprawiają wrażenie gliczopochodnych są celowo wplatane w trójwymiarowe gry typu sandbox. Każdy lubi chodzić na skróty, nawet jeżeli to trwa trzykrotnie dłużej niż ścieżkami.

Zakładając odrzutowy pas dostajemy możliwość ucieczki przed większością przeciwników. Jest to bardzo istotne bo na początku tylko szczury nam nie zagrażają. Każdy nawet najsłabszy potworek stanowi wyzwanie, a wrogo nastawionych NPC radzę omijać szerokim łukiem. Pierwsze godziny czaimy się w krzakach i dokładnie planujemy każdy krok. Kompan, którego scenarzyści podsunęli nam na samym wstępie jest niezbędnym wsparciem podczas pierwszej dalekiej podróży. Samotne zboczenie z trasy kończy się zawsze tak samo.

Cóż to za świat w tym Eleksie?

Biegamy po planecie zniszczonej przez uderzenie komety. Katastrofa zdegradowała istniejącą tam cywilizację, która bardzo przypominała naszą. Ludzkość otrząsnęła się i uformowała w cztery główne frakcje. Cechą, która je dzieli jest stosunek do Eleksu – substancji zawleczonej przez kometę.

Bersekowie na pierwszy rzut oka przypominają skyrimowych Towarzyszy. Honor, hierarchia, tarcze i topory. Uważają Elex za toksyczny, przerabiają go na manę, sadzą magiczne drzewa, które rekultywują skażaną glebę. Częściej niż toporem machają łopatą – sadzą, pielą, chronią. Ich sztywne zasady etyczne stanowią barwne i komplikujące tło dla zróżnicowanych zadań jakie będziemy musieli wykonać.

Klerycy jak to klerycy – dużo gadają o religii. Gęby im się nie zamykają od agitacji. Nastawcie się na ściany tekstu opisujące detale ich wierzeń. Pielęgnują dawne technologie i starają się ożywiać antyczne maszyny za pomocą energii czerpanej z Eleksu. Polubią ich miłośnicy broni energetycznej, dystansowej i głębokiej hipokryzji.

Banici to grupka wprost wyjęta z Falloutów. Ubierają się jak bohaterowie postapo, mają dość luźne podejście do życia i zasad nim rządzących. Parają się produkcją narkotyków i to właśnie te substancje są kartą przetargową Banitów. Bronie używane prze nich są zróżnicowane.

Czwarta ekipa to Albowie. Ci źli. Zauważyli, że spożywanie Eleksu daje niesłychane moce, ale uniemożliwia odczuwanie. Klasyczny Alb jest silny, blady i pozbawiony empatii. Kieruje się logiką i bezwzględnym posłuszeństwem wobec przełożonych. Dodam, że główny bohater jest Albem, co nie jest spoilerem bo o tym fakcie dowiadujemy się w intrze gry.

Dlaczego nie wiem czy ukończę Elex?

Bardzo szybko okazuje się, że gra została złożona ze stosunkowo niewielkiej liczby elementów. Tak wrogowie, jak przedmioty, które pieczołowicie zbieramy, szybko stały się nudne i powtarzalne. Ukształtowanie terenu też wydaje się podejrzane. Atrakcji jest sporo, ale są zbyt blisko siebie, sztucznie pozasłanianie dziwnymi górkami. Widać taniość w dopracowaniu detali świata, animacji. Szczególnie słabo wypada walka. Po takich grach W3 czy HZD moje wymagania wobec mechaniki potyczek stały się nieco bardziej wyśrubowane.

Dlaczego chciałbym ukończyć Elex?

Bo to kawał rasowego cRPG. Zadania są złożone, dobrze zagrane, wielowątkowe, mogą się kończyć na więcej niż dwa sposoby. Ba, można je psuć, zabijać przyszłych zleceniodawców, zrażać ich do siebie. Czułem się jak w izometrycznym Falloucie, a nie w grze na konsoli z XXI wieku. Trzeba uważać, stąpać ostrożnie - te anachronizmy są paradoksalnie bardzo odświeżające. Gra wspiera też eksperymenty, można napuszczać potwory na siebie, np. przez kuszenie trolla by zaatakował pobliski garnizon bandytów. Można działać w ukryciu, można się specjalizować – to jest prawdziwy RPG, każda decyzja jest ważna. Osoby które zrażone były licznymi uproszczeniami w Fallout 4 będą się tu czuły jak w domu. Osoby, które lubią zarządzanie postacią w stylu Pip-Boya też będą się czuły jak w domu.

2018-01-24 08:53:44

skomentuj

starsze index nowsze



Onegdaj pisałem, że...

Prowadzę bloga "Gry dla dorosłych" od 19 lutego 2013 roku. Oto niektóre z wcześniejszych tekstów:


2014-04-11

Drogi pamiętniczku. Wczoraj tak wiele się działo, że aż postanowiłem to wszystko spisać

2016-03-22

Byłem wczoraj u znajomej aby pomóc jej z komputerem. Klasyczna przypadłość siedmioletniego Windowsa, na którym zbyt często instalowano oprogramowanie ze zróżnicowanych źródeł

2016-03-18

Gram w The Division zaledwie od tygodnia, a już czuję zbliżający się nieuchronnie horyzont końca