Nie rozczulałem się tutaj ostatnio nad swoimi bojami, bo też nie było nad czym

Nie rozczulałem się tutaj ostatnio nad swoimi bojami, bo też nie było nad czym. Platynka w inFamous: Second Son to nie powód do dumy, nawet jeżeli została zrobiona w pięć dni. Gra jest prosta, przyjemna i superefektowna, jednak wciąż czekam na pierwszy nextgenowy sandboks z prawdziwego zdarzenia.
Tymczasem przy weekendzie wpadł mi w ręce Killzone Shadow Fall. Rozjuszony sukcesami w I:SS rozpocząłem rozgrywkę na najwyższym stopniu trudności. Dość szybko musiałem zweryfikować optymizm. Na razie jestem w trzecim etapie i mogę wam napisać, że:
1. Ojciec z prologu ma minę przygłupa, przypomina mi najgorsze małpie kreacje Colina Farrella. Odetchnąłem z ulgą kiedy zostałem sam.
2. Drugi etap jest zachwycający. Scena zbudowana z sandboksowym rozmachem, przestrzeń, krajobrazy, pozory nieliniowości. Pomyślałem - a może by tak scalakować?
3. Udajemy się na statek kosmiczny. Korytarze, korytarzyki... litości!

2014-09-24 12:26:25

skomentuj

starsze index nowsze



Onegdaj pisałem, że...

Prowadzę bloga "Gry dla dorosłych" od 19 lutego 2013 roku. Oto niektóre z wcześniejszych tekstów:


2016-11-22

Automatron, chronologicznie pierwszy fabularny dodatek do F4, ma wyjątkowo udany plakat

2014-11-04

Niedługo miną 3 tygodnie mojej męczarni z Shadow of Mordor. Mam kilkanaście procent fabuły, mam kilkanaście godzin na liczniku

2014-12-15

Jeżeli nie liczyć partyjki stolikowego Eurobiznesu to mam za sobą weekend bez grania