Zaczynam ogarniać metodologię przeżycia w kolonii RimWorld - nikt mi wczoraj nie umarł

Zaczynam ogarniać metodologię przeżycia w kolonii RimWorld - nikt mi wczoraj nie umarł. Co więcej, mam za sobą pierwszy romans, który zakończył się ślubem. Okazuje się, że seks poprawia nastrój kolonisty w mniejszym stopniu niż uznanie i szacunek płynący z oczu partnera/partnerki. Oczywiście, że nie jest to uczucie symetryczne - bardzo jestem ciekawy czy uda im się doczekać potomstwa. Ona jest naukowcem, on głównie sprzątaczem i tragarzem. Egalitarna jest miłość w mojej osadzie.

Przyszła zima, a więc nuda straszna, zbudowałem stół bilardowy, zorganizowałem też browar i pracownię narkotykową. Dokąd doprowadzą mnie eksperymenty w tej ostatniej dziedzinie? Nie mam pojęcia, ale wiem, że chcę się przekonać.

Najciekawszymi wydarzeniami wczorajszego dnia była walka z grzejnikami podczas fal zimna oraz wizyta miotacza mołotowów. Wpadł do mnie facet, który na dzień dobry wysadził drzwi wejściowe, stanął w wyjątkowo niewygodnym do zestrzelenia kącie i zaczął obrzucać domostwo łatwopalną substancją. Zanim go ustrzeliłem ogień już trawił 1/4 zabudowań. Na szczęście opanowałem aktywną pauzę i szybko zdusiłem ogień. Straty były minimalne.

P.S.
Pozostało jeszcze kilka godzin aby sobie wyklikać za całkowitą darmochę prawdziwego klasyka, grę Civilization III. Wersja dla Steam: [link]

2017-10-20 07:29:24

skomentuj

Wszystko inne zostało odłożone na półkę

Wszystko inne zostało odłożone na półkę. Liczy się tylko RimWorld!

Rozpoczynając zabawę z RW wyobrażałem sobie, że zbuduję olbrzymią i w pełni zautomatyzowaną kolonię. Linie produkcyjne, roboty, luksus i korporacyjna opieka zdrowotna. Tak to sobie koncypowałem w wyobraźni. Wybierając poziom trudności zdecydowałem się na spokojną narratorkę Phoebe i drugi, z bodajże sześciu, poziomów trudności. Zalecany jest dla budowniczych pragnących poczuć nieskrępowaną przyjemność piaskownicy. Nie kliknąłem opcji najłatwiejszej bo gra trzy razy ostrzegła mnie, że to nuda, że jestem cienias i jeśli chcę doświadczyć RimWorld to nie mam bać się zdarzeń losowych. Zostałem zdradzony o zmroku.

Wczoraj działo się wiele. Tak w skrócie: napadli mnie krwiożerczy Wargowie, przez co musiałem dwa dni siedzieć zamknięty w domu. Dzięki temu nauczyłem się, że zapasy żywności i paliwa powinny być w tej samej zagrodzie. Dalej przyszła zaraza, która zniszczyła mi zagony ryżu, ziemniaków oraz bawełny. Razem z końcówką lata pojawiła się zaskakująca fala gorąca, na którą dwóch kolonistów zareagowało przyodzianiem się w zimowe ubrania. Skończyło się to cięzkim udarem, za farmą wiatraków wykopałem pierwsze groby. Potem była malaria. Jeden z kolonistów umarł (lekarstw ubywa bardzo szybko przy tego typu chorobie), drugi nabrał odporności. Dla porządku warto wymienić jeszcze ataki szalonych wiewiórek, piratów, awarie wiatraków i wewnętrzne konflikty pomiędzy kolonistami.

Próbuję sobie wyobrazić jak może wyglądać rozgrywka na wyższych poziomach trudności. Opad radioaktywny na całej powierzchni planety? Wybuch wulkanu? Plaga szarańczy? Przeglądałem jadłospis problemów jakie mogą wystąpić podczas kolonizacji - jestem przekonany, że twórcy to bezlitośni socjopaci (o tutaj dowód: [link] którzy na śniadanie piją krew miesięczną nienarodzonych płodów pandy wielkiej.

Czasami nawet ja mam wrażenie, że przesadzam z porównaniami.

Miałem budować fabryki, miałem opracować maszyny, miałem produkować wódkę. Takie były plany, a moja gra to ustawiczne przeskakiwanie nad kłodami, jakie rzuca mi pod nogi los. Ponad to najwięcej czasu zajmuje mi analiza potrzeb kolonistów. Stopień skomplikowania modelu stanu zdrowia tak psychicznego, jak fizycznego robi naprawę kolosalne wrażenie. W tej grze wszytko ma znaczenie i nie są to puste słowa. Sprawdźcie choćby jakie modyfikatory mają najzwyklejsze ubrania. Stopień skomplikowania relacji międzyludzkich czy wpływu otoczenia na nastrój sprawia, że gra wciąż wydaje mi się pęczkiem nieodkrytych tajemnic.

Jedną z większych zalet RW jest automatyzacja życia kolonistów. Wyeliminowano to co najbardziej męczyło mnie w Stardew Valley - śmiertelnie nudne podlewanie i chodzenie dwa tysiące razy po tych samych ścieżkach. Drugi elektromagnesik, który skutecznie przyciąga mnie do RimWorld to fakt, że dla Hayflick, gry którą hobbystycznie projektuję w myślach od wielu lat, przewidywałem bardzo, ale to bardzo, podobne rozwiązania. Zaczynając od pixel art, widoku 2D top down przez model rozgrywki survivalowo-eksploracyjnej, połączenie najnowszej techniki i problemów właściwych dla ery rolnictwa przedindustrialnego, aż po rozbudowane statusy i relacje międzyludzkie.

W sumie to miło, że nie musze nic pisać i mogę sobie już tylko grać.

2017-10-19 08:48:55

skomentuj

starsze index nowsze



Onegdaj pisałem, że...

Prowadzę bloga "Gry dla dorosłych" od 19 lutego 2013 roku. Oto niektóre z wcześniejszych tekstów:


2017-10-19

Wszystko inne zostało odłożone na półkę. Liczy się tylko RimWorld! Rozpoczynając zabawę z RW wyobrażałem sobie, że zbuduję olbrzymią i w pełni zautomatyzowaną kolonię

2015-03-12

Co prawda nie jestem miłośnikiem starych gier, ale postanowiłem ograć reedycję GTA V

2014-10-03

Zawieszam wieszanie psów na Secret Service - wczoraj po powrocie z pracy znalazłem w skrzynce pocztowej nowy numer