Poza tym, że testuję przedpremierowe oprogramowanie 3

Poza tym, że testuję przedpremierowe oprogramowanie 3.0 konsoli (niestety nie mogę się nad tym rozwodzić) to nieprzerwanie podróżuję po pustkowiach Mad Maksa. Wczoraj okazało się, że ta pozornie schematyczna i pozbawiona tajemnic gra potrafi zadziwić. Od początku brakowało mi widoku zza kierownicy. Lepszy byłby mój ulubiony samochodówkowy widok znad przedniej maski, ale perspektywą kabiny też bym nie pogardził. Jakież było moje zdziwienie gdy podczas nerwowego klikania po krzyżaku pada, które jest nieodłącznym elementem każdej emocjonującej potyczki, udało mi się zmienić widok. Kto by pomyślał, że przesunięcie kamery będzie odbywało się przez dwukrotne naciśnięcie kursora w dół? Jak widać na załączonym obrazku Max może być bardzo imersyjny. Udało mi się to osiągnąć po 35 godzinach gry.

Mad Max jest przodownikiem w niecodziennej konfiguracji przycisków sterujących. Czy ktoś się kiedykolwiek spotkał z wykorzystaniem L2 do skoku? Rozumiem to tak: w grze okazji do skakania jest jak na lekarstwo, więc developerzy nie chcieli marnować któregoś z głównych przycisków prawej strony pada. Idziemy dalej. Przycelowanie mamy na L1, a gdzie jest strzał? Już piszę - na R1 jest unik, na R2 bieganie, a strzał mamy na kółku. Przycisk L3, który w tego typu grach tradycyjnie używany jest do biegania, w Mad Maksie pokazuje status aktualnych zadań. Muszę przyznać, że to akurat jest bardzo wygodne. W pierwszym wpisie wspominałem o combo L3+R3 odpalającym tryb foto - to świetne rozwiązanie godne jest jak najszerszego naśladownictwa.

Kolejna ciekawostka jaka pojawiła się podczas wczorajszej sesji z Maksem to złoty i srebrny pucharek jakie mi wpadły za maksymalne rozwinięcie zdolności głównego bohatera. Kończę trzeci akt (jest ich pięć), z zadań śmieciowych zrobiłem nie więcej jak 1/3 - a tu się okazuje, że posiadam już wszystkie udoskonalenia postaci. Dość szybko, ale pozostało mi do odblokowania jeszcze bardzo dużo elementów tuningowych samochodu. W końcu to prawa ręka Maksymiliana.

Na koniec: polubiłem Chumbucketa. Oglądając przedpremierowe nagrania rozgrywki bardzo mi nie pasowały jego blade plecy, które bezsensownie balansują gdzieś w przestrzeni bagażnikowej samochodu. Prawda jest taka, że to właśnie brak tej postaci byłby nonsensem. Któż miałby obsługiwać granatnik czy harpun, kiedy główny bohater prowadzi samochód? Kto naprawiał by uszkodzony pojazd? Kto by go dostarczał kiedy tymczasowo pieszy Maks wystrzeli flarę na znak, że potrzebuje transportu? Poza aspektami jedynie praktycznymi - Chumbucket jest barwną postacią, świetnym mechanikiem, a nade wszystko wyznawcą i głównym prorokiem unikalnej religii.

2015-09-23 06:57:51

skomentuj

starsze index nowsze



Onegdaj pisałem, że...

Prowadzę bloga "Gry dla dorosłych" od 19 lutego 2013 roku. Oto niektóre z wcześniejszych tekstów:


2016-02-08

Czekam całym sobą. Może nie aż tak jak na GTA, Wiedźmina czy Fallouta, ale jest coś w screenach i gameplayach Firewatch, co otwiera w mojej głowie szufladę z etykietą "najlepsze z gier"

2016-01-08

Właśnie skończyliśmy nagranie podcastu. Adrian Jaworek z portalu Save Project zaprosił mnie do rozmowy w ramach "Klubu emerytowanego gracza"

2014-12-15

Jeżeli nie liczyć partyjki stolikowego Eurobiznesu to mam za sobą weekend bez grania