- Paniczu Bruce, dokonałem analizy tego niecodziennego i wyjątkowo trudnego do przeanalizowania zjawiska

- Paniczu Bruce, dokonałem analizy tego niecodziennego i wyjątkowo trudnego do przeanalizowania zjawiska. Przesyłam wyniki.
- Dziękuje Alfredzie, teraz już wiem jak to zniszczyć.
- Nie, to zbyt niebezpieczne!
- Wiem, ale przecież nie mamy innego wyjścia, mój stary dobry Alfredzie...

Oto streszczenie 90% dialogów z gry, którą mam przyjemności aktualnie przechodzić. Akcja jest jak zwykle niezwykle wartka, nasycona schizofrenicznym szaleństwem, charakterystyczną dla gatunku mdlącą miałkością problemów i wodewilową emfazą.

Batman: Arkham Knight. Porażka na tak wielu polach, że aż strach przypominać. Na szczęście grając na PS4 nie muszę męczyć się ze zbugowanymi misjami, czy spadkami wydajności. Technicznie gra wygląda dobrze. Jak się lubi Batmana to można poczuć autentyczną satysfakcję z rozgrywki. Jak się nie lubi najbardziej umięśnionego nietoperza ziemi, tej ziemi to sprawa jest utrudniona.

Problemem tego tytułu jest barok. Przesyt, obrzydliwa przesada w liczbie mechanik jakie serwują nam twórcy. Nasi wspaniali przyjaciele co półtorej misji montują nowe zabawki w samochodzie, oferują jakieś pistolety śledcze czy urządzenia do hackowania. Chwilami to przypomina Watch Dogs. Zdaję sobie sprawę, że bez zabawek technicznych Batman byłby niczym więcej jak przeciętnym zawodnikiem MMA, ale stoję na stanowisku, że mechanika, którą wykorzystuje się w całej grze trzy razy na krzyż to droga na manowce. Wszystkie zabawki możemy wyjąć z kieszeni w każdej chwili, ale użyć tylko wtedy kiedy fabuła pozwala, a pozwala wyjątkowo rzadko. Tak się nie robi dobrych gier.

Słynne Batmanowe walki wypadają nudno i niewyraźnie. Jestem świeżo po Mad Maksie i mam dobre porównanie. Obijając ryje dzikusów z australijskich pustkowi czułem moc, czułem wyzwanie, słyszałem chrzęst łamanych kości i wierzyłem w prawdziwość tego dźwięku. Szanse był równe, nikt mi nie narzucił absurdalnego ograniczenia, że wrogowie mogą strzelać do mnie z automatów, ale ja mogę tylko puszczać kulki dymne i bumerangi, które potrafią co najwyżej nabić guza. Wyczuwam ściemę i zachęcam - chcesz poczuć widowiskową i niezwykłe brutalną walkę wręcz to zagraj w Shadow of Mordor albo Mad Maksa - gry, które podobno są klonami mechanik opracowanych przez Rocksteady. Ostatni Batman zjadł swój ogon.

Zwolenników teorii, że przecież kodeks moralny i 70-letnia tradycja Batmana zabraniają zabijania nawet najgorszej szumowiny informuję, że nasz bohater może skutecznie strzelać do tłumu z działa 60 mm. Z bliskiej odległości. Jeżeli to do ciebie nie przemawia to zobacz to [link] i spróbuj sobie wyobrazić co z ciałem człowieka może zrobić taka armata. Batman nie zabija :)

Są też plusy - przecież nie grałbym, gdyby ich nie było. Chodzi o latanie nad miastem. Szybowanie w deszczu, wzbijanie się za pomocą haka z wyciągarką by potem pikować 200 metrów w dół - wszystkie te chwile, esencja batmanizmu, sprawiają, że czuję niebywałą przyjemność z wcielania się nietoperza. Poza tym jest oczywiście widowiskowo, wartko i oszałamiająco. Chwilami to bardzo dobra gra akcji.

2015-10-16 07:28:08

skomentuj

starsze index nowsze



Onegdaj pisałem, że...

Prowadzę bloga "Gry dla dorosłych" od 19 lutego 2013 roku. Oto niektóre z wcześniejszych tekstów:


2013-08-27

Przeniesienie się z dopracowanych tropikalnych zarośli FarCry 3 do nieco już starawego (2009) Liberty City w pierwszym momencie było dla mnie przykrym doświadczeniem

2016-02-11

Wszyscy chyba wiedzą, że w grze Firewatch przychodzi nam wieść żywot rozwodnika w średnim wieku, który postanawia zatrudnić się jako strażnik Narodowego Parku Yellowstone

2016-06-01

Wszystko zaczyna się od ogłoszenia przypiętego do tablicy w jednej z wiosek Velen