Dlaczego tak długo zwlekałem z zagraniem w Serce z Kamienia? Przecież jako zapalony geraltofil powinienem to zrobić już dawno

Dlaczego tak długo zwlekałem z zagraniem w Serce z Kamienia? Przecież jako zapalony geraltofil powinienem to zrobić już dawno. Zawiniła podskórna niechęć do zjawiska DLC oraz zbyt głęboko zakonotowane zapowiedzi jakoby pierwszy dodatek fabularny rozgrywał się na dobrze znanych ziemiach Velen. Wycieczka do Touissant? Chętnie! Ale jeszcze raz biegać po tych samych wioskach? Niekoniecznie.
Co do pierwszego argumentu - muszę przyznać, że jedyne fabularne rozwinięcia gier jakie szanuję to Undead Nightmare, dodatki do GTA IV oraz Left Behind. Cała trójka jest wystarczająco odmienna od podstawek, można uwierzyć, że nie jest to jedynie kilka misji, które na siłę wykrojono z gotowego produktu i zaserwowano jako niby deser.

Zaczyna się od tego, że Geralt uzyskuje dostęp do całkiem sporego obszaru. Północno-wschodni róg mapy novigradzkiej kusił mnie od zawsze znajdującymi się tam zarysami budynków. Próby zwiedzania kończyły się tym, że diabeł mówił dobranoc, a Fronczewski sugerował by zebrać drużynę. Teraz można w końcu obejrzeć dość charakterystyczny nowy rejon. Lasy, ruiny, malownicze wioski. Pojawili się ciemnoskórzy handlarze i nowe możliwości craftingu (zaklinania).

To co najważniejsze to oczywiście historia. Zaczyna się bajkowo, mamy zaklętego księcia, trzy prace dla tajemniczego szlachcica, potem można trafić na udane słowiańskie akcenty komediowe, ciekawe nawiązanie do sytuacji doskonale znanych z GTA V oraz szczyptę klimatu rodem z Bloodborne. Jestem tuż po pokonaniu Klucznika, czyli nie skończyłem kabały w jaką wplątał się wiedźmin. Koniec co prawda bliski, ale czuję, że Serce z Kamienia jeszcze mnie zaskoczy.

Nie spodziewałem się, że jednym z najbardziej przyjemnych momentów będzie powrót do pytajnikowej sztafety. Bieganie po lesie w poszukiwaniu gniazd potworów czy obozowisk bandytów to wspomnienie najlepszych chwil z Wiedźminem 3 jakie miałem okazję przeżyć w maju i czerwcu tego roku. Warto było.

2015-10-26 08:08:42

skomentuj

starsze index nowsze



Onegdaj pisałem, że...

Prowadzę bloga "Gry dla dorosłych" od 19 lutego 2013 roku. Oto niektóre z wcześniejszych tekstów:


2017-01-19

„Był sobie król, był sobie paź…” Od momentu ukończenia TLG minęło już kilka tygodni, ale historia ciągle nie może opuścić mojej głowy

2016-05-16

W sobotę spotkałem historię. Jon Hare, współtwórca Sensible Software, zawitał do Katowic

2013-06-05

Wczoraj moja druga połówka zajęła telewizor swoim serialem (takim co to trup nie ściele się wcale) - nie mogłem więc kontynuować wcielania się w policjanta i rozwiązywania kryminalnych zagadek miasta aniołów