Wczoraj usunąłem serwis Polygamia z ulubionych

Wczoraj usunąłem serwis Polygamia z ulubionych.

Czytałem go od zawsze. Zostawałem przy nim po abdykacjach kolejnych naczelnych: Piotra Gnypa, Konrada Hildebranda, Marcina Kosmana. Obserwowałem rozkład Polygamii z rozrzewnieniem wspominając felietony Zygmunta Miłoszewskiego czy Bartka Kluski. Naiwnie czekałem na powrót tekstów na korespondującym z nimi poziomie. Niestety wydawca ma inny pomysł na swój serwis.

Przedwczoraj pojawiła się u nich recenzja nowego Fallouta, nazwijmy ją roboczo "kroplą goryczy". Jak wiadomo F4 jest to jeden z dwóch najważniejszych i największych RPG w tym roku. Pierwszego recenzował rednacz, tekst pojawił się przed premierą, był kompletny, nosił wszelkie znamiona "prasowości".

Autorem recenzji F4, która pojawiła się 13 dni po premierze, jest Karol Kała. Z tego co pokazuje google kilka tekstów dla Polygamii już popełnił, ale niestety nie miałem okazji go zapamiętać. Być może dlatego, że nie jestem klientem na gry Blizzarda i MMO. Mogę za to przeczytać o najciekawszych grach poprzedniej generacji wg Karola. Nie znajdziecie tam ani jednego sandboksa w stylu Bethesdy czy Rockstara ([link] To oczywiście nie wina Karola, że woli Diablo od Skyrima. Nawaliła osoba rozdzielająca robotę w redakcji. Każdy może recenzować wszystko bo na tym polega recenzja - jest subiektywną oceną. Jestem jednak przekonany, że aby móc wiarygodnie ocenić czołowego przedstawiciela gatunku trzeba mieć bardzo dobre rozeznanie w tymże.

Postanowiłem zrecenzować recenzję. Lekko absurdalne i karkołomne zadanie, ale nie mogę przejść obojętnie obok takiej kumulacji nieprawdy i sprzeczności. Czepialstwo czas zacząć.

"Szybko trafiamy do byłego domu (..) dowiadujemy się, że spaliśmy 200 lat. W tym miejscu wszystko zaczyna się psuć."
Moment, na który czeka każdy fan RPG z otwartym światem, czyli koniec korytarzykowego tutoriala, pierwsza chwila całkowitej wolności i smakowania uniwersum w nienarzuconej kolejności jest wg autora recenzji początkiem zepsucia.

"Nagle dostajemy pod opiekę osadę"
Nic nie dostajemy. Wracamy do swojego domu na opustoszałym osiedlu. Jakimś cudem czeka na nas stary robot-służący i wprowadza w aktualną sytuację geopolityczną. Nikt tam nie mieszka, nie ma się czym opiekować.

"Z góry założono, że nasz bohater wie, że Shaun żyje"
Główny bohater dopiero co widział jak jego syn został porwany. Dlaczego miałby nie wierzyć, że wciąż żyje? Dlaczego nie miałby go szukać?

"Nasi wrogowie opowiadają o nas legendy, "oczekują" nas. I nieważne, że jedyne co zrobiliśmy, to odstrzelenie kilku bandytów i postawienie reaktora na osiedl"
Trudno przeoczyć moment kiedy bohater staje się generałem Minutemanów - historycznej frakcji zajmującej się bezinteresowną pomocą wszystkim potrzebującym. Wg mnie to nie jest nic.

"Mimo to zadania fabularne są dość ciekawe. Nie tyle pod względem scenariusza, co reżyserii."
Zastanawiałem się chwilę, czy można w ogóle mówić o reżyserii Fallouta. Nie ma cutscenek, nie ma skryptów, a przynajmniej nie na poziomie gier w stylu CoD. To gracz jest reżyserem. No ale cieszę, się, że autorowi się podobały zadania fabularne.

"(..) aby w końcu zadecydować, w jaki sposób pomóc ludzkości. Szkoda, że Bethesda tak długo każe nam czekać na rozwój sytuacji."
Jasne, proponuję stworzyć petycję aby w następnej grze tego typu Bethesda dała możliwość rozegrania finałowego gambitu zaraz po ukończeniu tutoriala, tuż po pierwszym wyjściu ze schronu.

"Tym bardziej, że większość zadań pobocznych polega na oczyszczeniu wyznaczonej lokacji."
Albo przyniesieniu jakiegoś fanta. Racja. Można narzekać, że to wtórne i powtarzalne, można też użyć wyobraźni i uznać, że cała ta deratyzacja i złomiarstwo wynikają w realiów świata przedstawionego.

"Nieważne, że jakimś cudem ghoule z garnizonu są nad wyraz zainteresowane parą mieszkającą na małej, niewiele znaczącej farmie. Położonej dwa kilometry dalej, dodajmy."
Nie rozumie gdzie autor recenzji ma problem. Ustalmy fakty: mieszkańcy małej osady zwracają się drogą radiową do Minutemanów z prośbą o pomoc. Z pobliskiej lokacji rozłażą się po okolicy ghule i psują klimat, trzeba oczyścić gniazdo. Przypomnę niezorientowanym, że ghule, przynajmniej te zdziczałe, to nic innego jak archetypiczne zombiaki. Nie mają zainteresowań poza zjadaniem żywych istot. Gdzie ten cud?

"podążanie szlakiem Trasy, zbierając po drodze niejasne wskazówki rozrzucone po Bostonie czy uczestnictwo w najeździe Bractwa Stali na siedlisko supermutantów, które w ostateczności doprowadziło mnie do wysuniętego na skraju mapy bunkru."
To faktycznie były dobre misje. Jakby Karol jeszcze trochę sobie pograł to może trafił by na misję z podkopem albo ze Srebrnym Fantomem.

"Mamy więc RPG, w którym brakuje odgrywania postaci, wybory moralne są rzadkością"
Z problemem wyboru moralnego spotkałem się kilkanaście razy, mało jak na moje 50 godzin gry, ale jak już pisałem zajmuję się głównie złomiarstwem. Jednak już mogę wyczuć, że cały wątek główny to nic innego jak jeden bardzo złożony wybór moralny. Co do odgrywania postaci… serio? Wiele jest gier, w które możesz przechodzić wygadanym fuksiarzem, imbecylem osiłkiem, żołdakiem z automatem albo niewidzialnym skrytobójcą? Trzeba mieć naprawdę dużo złej woli aby nie zauważyć tego aspektu gry.

"Zależnie jednak od sposobu gry, w spokoju zwiedzimy Wspólnotę inwestując w zaledwie dwie, trzy zdolności."
Tak czułem. Karol przebiegł przez Fallouta 4 na niskim poziomie trudności. Wiem, że jako recenzent dużego serwisu o grach nie miał czasu na smakowanie gry, której nie lubi. Jednak inwestując w dwie trzy zdolności, czyli powiedzmy niezbędne w grze otwieranie zamków i hakerstwo nie miał szans poznać np. craftingu oraz przeróbek broni, pancerzy zwykłych i wspomaganych. Znam osoby wg których nie ma gry z lepiej opracowanymi tymi aspektami, ale kto by się tym przejmował. Recenzja może być subiektywna. Może też być po prostu mało wiarygodna.

"kolejne perki z danej kolumny w żaden sposób nas nie interesują i punkty musimy rozdysponować w byle co"
Mam poziomi 34 i jeszcze nie trafiłem na moment, w którym miałbym nadmiar nierozdysponowanych i niepotrzebnych perków.

"Problemem jest też fakt, że gra w żaden sposób nie tłumaczy nowego systemu."
To akurat nie jest problemem, bo gra jest zabezpieczona od błędów wynikających z rozwoju postaci. Mój bohater rozpoczynał przygodę z Siłą i Charyzmą na 1. W trakcie okazało się, że potrzebuję podnieść Siłę o 2 poziomy, a Charyzmę o 5 - zadanie jak najbardziej wykonalne.

"nie ma możliwości sprawdzenia tablicy przed rozdaniem punktów przy tworzeniu postaci".
Ale jest możliwość skorygowania statystyk postaci przed wyjściem z Vault 111. Wystarczy czytać komunikaty. Ze zrozumieniem.

"Nie byłoby problemu, gdybyśmy mogli w każdej chwili zresetować nasze statystyki. Taka opcja nie istnieje."
Nie istnieje i z tego co pamiętam nigdy w Falloutach nie istniała (były jakieś mutacje perków, ale nie jest to systemowe oczyszczenie eliksirem jak w Wiedźminie 3). Nie ma też oburęcznych fireballi i rozgrywki online.

"Szkoda, bo tym sposobem Bethesda nie motywuje nas do spróbowania innego stylu rozgrywki."
Oczywiście zawsze można włączyć nową grę, ale łatwiej i przyjemniej jest wymaksować inne drzewko umiejętności przez odpowiednie rozdanie punktów, z którymi, jak pisał recenzent, nie ma już co robić.

"Jeżeli chodzi o znany z poprzednich odsłon V.A.T.S, to aby, skutecznie go wykorzystać, musimy niestety mocno zainwestować w konkretne drzewko. W innym wypadku po prostu nie warto, mimo efektywności sekwencji wymiany ognia."
Logika Karola odebrała mi mowę. Streszczę: nie mam na co wydawać punktów więc nie wydam ich na VATS bo jakbym to zrobił to bym był bardziej efektywny, ale przecież nie warto.

"O latarce w Pip-Boy dowiedziałem się z internetu"
Użycie latarki podpowiada gra, poza tym teraz już mam pewność - Karol nie grał nigdy w F3 ani FNV.

"o możliwości traktowania naszych kompanów jak mułów jucznych również"
To samo… jeżeli nie zna się mechanik z poprzednich odsłon serii to trzeba skrupulatnie czytać te wszystkie literki na ekranie. Tak trudno jest zagadać do kompana i przetestować tajemniczą opcję "wymiana"?

"Cały interfejs woła o pomstę do nieba i przyzwyczajenie się do niego zabiera sporo czasu."
To fakt, PipBoy czasami wkurza słabą ergonomią, ale w końcu to przedwojenny sprzęt, trzeba mu wybaczyć ;)

"Morze Blasku to lokacja, która ma w sobie chyba więcej tajemnic, niż cała reszta mapy i z powodzeniem przypomina klimat pierwszych Falloutów."
Tak, epicentrum wybuchu bomby na południowo-zachodnich obrzeżach Bostonu to miejsce szczególne. Jako stary falloutowy wyjadacz zaryzykuję tezę, że jest absolutnie unikalne i nigdy nic podobnego w serii nie widziałem. Klimat pierwszych Falloutów to pustkowia, farmy, rozwalone domki i zbudowane z dykty i blachy miasteczka. Nie było tam nic co przypominało by Morze Blasku.

"Warto docenić konstrukcję tego świata, ale nie spodziewajcie się przygody za każdym winklem, pagórkiem, czy połamanym mostem."
Ech te postapokaliptyczne światy, takie puste. Fajniej jakby akcja była za każdym rogiem jak w typowym fantasy MMO, co nie?

"W budowanie i zasiedlanie kolejnych osad nie bawiłem się zbyt długo. Okropne sterowanie, wymuszanie wręcz bezsensownego zbieractwa"
Jakoś mnie to nie dziwi, że recenzent nie pochylił się nad najbardziej wciągającą wartością dodaną w tej odsłonie serii. Właśnie dzięki craftingowi i budownictwu baz całe to zbieractwo nabiera w końcu głębokiego sensu. Nie muszę otwierać 666 skrzynek dla idiotycznego pucharka. Ja chcę to robić bo znajdę tam kubki, które przerobię na izolatory w mojej sieci elektrycznej, stare płyty grzewcze z piecyków to źródło miedzi, którą użyję do okablowania instalacji itd…

"Sama idea jest ciekawa, miałaby jednak większy sens, gdyby w grze nie istniała szybka podróż."
Kolejny dowód, że recenzent bezrefleksyjnie przebiegł przez grę. Gdyby w takiej grze nie istniała szybka podróż to z pewnością bym w nią nie grał.

"Być może poświęciłem osadom za mało czasu"
Skąd taki pomysł Watsonie?

------
Tyle jadu na dzisiaj. Dzięki, że wytrwaliście do końca :)

2015-11-25 08:30:02

skomentuj

starsze index nowsze



Onegdaj pisałem, że...

Prowadzę bloga "Gry dla dorosłych" od 19 lutego 2013 roku. Oto niektóre z wcześniejszych tekstów:


2013-06-18

Nikt dzisiaj nie powie, że nie lubi starych gier. Wyjątkowo trendy jest grać lub chociaż rozmawiać o 8 czy 16-bitowym gamingu

2016-12-29

Zaintrygowało mnie dlaczego chłopiec z The Last Guardian woła na swojego pierzastego kumpla per TORIKO, przecież ten się nazywa Trico

2016-12-12

Poza wykonywaniem misji, śledzeniem fabuły oraz najzwyklejszym zwiedzaniem w grach z otwartym światem zawsze pociąga mnie inżynieria społeczna