Wszyscy chyba wiedzą, że w grze Firewatch przychodzi nam wieść żywot rozwodnika w średnim wieku, który postanawia zatrudnić się jako strażnik Narodowego Parku Yellowstone

Wszyscy chyba wiedzą, że w grze Firewatch przychodzi nam wieść żywot rozwodnika w średnim wieku, który postanawia zatrudnić się jako strażnik Narodowego Parku Yellowstone. Wiedziałem to i ja. Nie wiedziałem za to jaki był powód rozwodu. Dlaczego wciąż noszę obrączkę? Czemu uciekam do samotni w głębi puszczy?

Gra posiada ascetyczne, wręcz banalne intro, które na dobrą sprawę stanowią jedynie ekrany z tekstem. Historia pewnej znajomości - od zapoznania się w studenckim barze, przez blaski i cienie codzienności, aż po dobrze znany finał. Kładę teraz prawą dłoń na lewej części klatki piersiowej i mówię wam - wzruszyłem się. Te kilkadziesiąt zdań zawiera wystarczający ładunek emocjonalny aby stać się Henrym. Pewnym ułatwieniem dla procesu immersji jest pewnie to, że też mam bez mała czterdziestkę na karku i brodę na brodzie oraz sporo punktów wspólnych w opowiedzianej historii.

Twórcy postanowili wciągnąć gracza w zabawę już w samym intro. Kolejne fragmenty opowiadanej historii przetykane są kilkunastosekundowymi "momentami" opuszczania cywilizacji przez Henry'ego. Wysiadamy z windy - wchodzimy do samochodu - parkujemy przy lesie - wchodzimy na szlak. Do tego w warstwie tekstowej pojawia się kilka wyborów. Prawdopodobnie są to raczej pseudowybory, ale każdy gracz dzięki temu odnajdzie w sobie cząstkę protagonisty. I odwrotnie.

Intryguje mnie Delilah, koleżanka z pracy, z którą komunikujemy się za pomocą radia CB. Jest zabawna i złośliwie inteligentna. Bardzo szybko pomiędzy bohaterami pojawia się specyficzny rodzaj chemii. Jaką tajemnicę skrywa w sobie ta dziewczyna? Czy ma coś wspólnego z biblijną imienniczką, która perfidnie wykorzystała zakochanego bez pamięci Samsona? Na pewno ma niezłe zadatki na femme fatale.

Szkoda tylko, że gra dość parszywie gubi klatki. Wiedziałem i o tym, nastawiałem się na lekką graficzną czkawkę, ale i tak jestem rozczarowany. Zdarza się to stanowczo zbyt często i jest bardzo irytujące. Campo Santo tłumaczy, że konsole, na których testowali grę nieznacznie różnią się od maszynek jakie posiadamy w domach. Naprawa podobno wymaga ścisłej współpracy pomiędzy twórcami, Sony, a ekipą Unity 3D. Nie jest to dobry prognostyk. Gra jednak jest wystarczająco wciągająca aby przeboleć pojawiającą się tu i ówdzie graficzną żabkę. W końcu to nie FPS.

2016-02-11 10:11:01

skomentuj

starsze index nowsze



Onegdaj pisałem, że...

Prowadzę bloga "Gry dla dorosłych" od 19 lutego 2013 roku. Oto niektóre z wcześniejszych tekstów:


2013-08-30

Postanowiłem wysilić mózgownicę i obliczyć od ilu lat fascynuję się grami video

2015-07-08

Ukończyłem SotC. Zgodnie z obietnicą Mono została wskrzeszona. Zakończenie może spokojnie pretendować do jednego z najdziwniejszych w historii gier video

2013-12-06

To nie tak, że po ukończeniu GTA V sprzedałem konsolę i gram jedynie na nerwach mojej żony