Fallout chwilowo został przeniesiony w limbus

Fallout chwilowo został przeniesiony w limbus. W całej swojej naiwności postanowiłem zaczekać na obiecaną aktualizację, która ma otworzyć kramik z modami na PS4. Gram w Mafię III.

Lincoln Clay, główny bohater gry, jest połączeniem Johna Rambo, Tony'ego Montany oraz Ramiego Malka. Po tym pierwszym odziedziczył kurtkę M65, traumę z Wietnamu i zdolności survivalowe, również te niezbędne w miejskiej dżungli. Z Człowieka z Blizną wyizolowano oczywiście bliznę oraz smykałkę do interesów. Jakiekolwiek podobieństwo do Mr. Robota jest czysto przypadkowe.

Szczerze mówiąc nie chce mi się pisać recenzji tej gry. Sieć pełna jest opinii, że gra jest nudna, powtarzalna, brzydka. Większość z nich jest prawdziwa.

Główny bohater napędzany jest silnikiem zemsty. Tuż po powrocie z wojny, tej co to miała być o pokój, zostaje prawie zabity, ale udaje mu się uciec. Lincoln rozpoczyna swoją grę. Scenarzyści mu tego nie ułatwili, nie może po prostu przez kilka dni śledzić swojego arcywroga, poznać jego zwyczaje, po czym zasadzić się ze snajperką i sprzątnąć dziada. Nie może podłożyć bomby, nie może ostrzelać jego domu z działka Vulcan. Musi mozolnie odbijać miasto z rąk poruczników znienawidzonego mafiosa. Dzielnica po dzielnicy, a jest ich chyba tuzin. W każdej ten sam schemat. Najpierw gadamy z informatorem, który wyłuszcza nam problemy w sąsiedztwie. Może to być prostytucja, narkotyki, przemyt, bimber, haracze... i tak dalej. Na tym etapie musimy narobić wystarczająco dużo szkód aby zafrasowany porucznik wyściubił nosa ze swojej kryjówki. Bum i jedziemy do następnej dzielni.

Fabuła? Proceduralne seriale sensacyjne z lat 80-tych miały bardziej złożoną fabułę. Narracja? Przyznam, że początek jest bardzo ciekawy. zaburzona chronologia opowieści, przetykane materiałami archiwalnymi, scenami z przesłuchań, wspomnień i wywiadów. Przez pierwsze dwie godziny gra udaje wysokobudżetowy, współczesny film kinowy, potem następuje załamanie. Większość rozmów z NPC, która ma pchać fabułę do przodu odbywa się w stylistyce rodem z pół-trójwymiarowych przygodówek z końca lat 90-tych. Kamera zawieszona nieruchomo pod sufitem, rozmówcy stoją przed sobą w odległości jednego metra, mają zakaz odrywania stóp od podłoża, do tego umiarkowana gestykulacja. Dzięki tym zabiegom gra jest dynamiczna niczym napad w drużynie UKS Błyskawica Myślachowice. W ostatnim meczu z LKS Żarki dostali dziewięć do zera.

Miasto jest jakimś plusem. Duże, złożone, obficie nawodnione i omostowane. Dobrze wygląda zza kierownicy samochodu, gorzej kiedy poruszamy się bez pojazdu. Sporo kopiowania rozwiązań architektonicznych, szczególnie wnętrz, puste przedmieścia i bagna. Nie przeszkadza to w czerpaniu przyjemności z jazdy dobrze odwzorowanymi samochodami. Ileż to już mieliśmy miejskich sandboksów, w których podstawowe mechaniki zachwycały, ale nie uzasadniały ślęczenia przy konsoli dłużej niż kilkanaście godzin? "Was die Erfahrung aber und die Geschichte lehren, ist dieses, daß Völker und Regierungen niemals etwas aus der Geschichte gelernt und nach Lehren, die aus derselben zu ziehen gewesen wären, gehandelt haben". Tak tak, też się nie spodziewałem jak bardzo Google Translator masakruje Hegla w oryginale, ale polecam, bo cytat jest uniwersalny. Pasuje zarówno do okolicznościowej kartki wysyłanej tradycyjnie na stare i nowe święta narodowe jak i do prób oceny sytuacji na rynku gier wideo.

Muzyka? Ciężko spieprzyć ten element - akcja gry toczy się pod koniec lat 60-tych w USA. Muzyka zrobi się sama, wystarczy puścić graczowi "Fortunate son" czy "Paint it black". Nawet Kaspar Hauser skumałby, że chodzi o hipisów, harlejowców, wojnę w Wietnamie, pacyfki i jointy. Muzyka ilustracyjna, skomponowana specjalnie na potrzeby gry nie wypada źle. Jednak czego by tam nie nakomponowali to emocje kiedy podczas długiej autostradowej przeprawy w radiu pojawia się utwór "Son of a preacher man" Dusty Springfield są niepowtarzalne.

Miał być Nowy Orlean. Niby jest - możemy dostrzec tak charakterystyczne dla południa USA krużgankowe wille, kute balkony z Bourbon Street, aligatory, monumentalne estakady z autostradami i kilka innych pocztówkowych widoczków. Jeżeli jednak oczkujecie czegoś więcej to lepiej odpalcie serial Treme. Tam nowoorleański klimat wylewa się z każdej sceny. Zbliża się pora obiadowa- przyszedł smak na jambalayę.

Nie chce mi się kończyć tej gry. Przejąłem 4 czy 5 dzielnic i czuję, że poza finałową akcją gra nie zaoferuje mi wiele dobrego. Nie jest dla mnie przyjemnością oglądanie brutalnych wykończeniówek Lincolna. Nie ciekawią mnie kolejne biznesy, które będę musiał rozmontować. Nie zżyłem się z NPC-ami. Obejrzę zakończenie na youtube, a już niedługo czeka mnie podróż do San Francisco. Mam w sercu cień nadziei, że typowe ubisoftowe gry aktualnie robią już inne studia, a klasycy gatunku zaproponują w WD2 jakiś przełom.

2016-11-15 11:04:45

skomentuj

starsze index nowsze



Onegdaj pisałem, że...

Prowadzę bloga "Gry dla dorosłych" od 19 lutego 2013 roku. Oto niektóre z wcześniejszych tekstów:


2015-02-09

I po weekendzie. Skusiłem się i ściągnąłem betę Battlefield Hardline. Ile czasu zajęło mi granie? A) nawet tego nie włączyłem, B) przerwałem rozgrywkę w połowie pierwszej operacji, C) wkręciłem się, kupuję pełną wersję! Nagrodą w konkursie jest duży spoiler z Dying Light, która zgodnie z przewidywaniami zrobiła się teraz nieco trudniejsza

2016-10-19

Adam Jensen - w okularach pod prysznicem. Deus Ex: Mankind Divided skończony

2015-11-19

Na wczorajszym Pog(R)adajmy w Cybermachina wydarzyła się rzecz niespodziewana. Michał Gwiazda z Crafts of Two uświadomił mi i pewnie nie tylko mi, że cosplay może być niezwykłą i ciekawą przygodą