Dawno, dawno temu, na przełomie lat 80

Dawno, dawno temu, na przełomie lat 80. i 90. jednym z najpopularniejszych gatunków gier były komnatówki. Zwano je również grami labiryntowymi (maze game). Pozbawione płynnego przesuwania ekranu oraz fabuły, zmuszały gracza do mozolnego pokonywania skomplikowanej sieci pomieszczeń oraz korytarzy, unikając równocześnie kontaktu z wrogiem. Do najświetniejszych przykładów gier tego typu można zaliczyć 8-bitowe Montezuma’s Revenge, Starquake, Jet Set Willy czy rodzime Electro Body. Zmagając się zagadkami przygotowanymi przez ICO Team miałem bardzo silne wrażenie podróży w czasie. Nie do moich prób uratowania Yordy na PS2 tylko właśnie do czasów komnatówek.
The Last Guardian jest grą drogi, podzieloną na „komnaty”. Aby kontynuować podróż musimy w każdej z nich odnaleźć sposób na przejście do następnej. Fabuła nie odgrywa tutaj pierwszych skrzypiec, to co nas tak naprawdę trzyma przy konsoli to budowanie relacji z Trico oraz chęć ucieczki z labiryntu.

Miałem z tego zrobić długi, redukcjonistyczny wpis o tym czym są współczesne gry kiedy zdejmie się z nich make-up w postaci wysokiej jakości tekstur, realistycznych modeli 3D i złożonych wielopoziomowych map. Jednak zabrakło pary i jedyne co mi po tym pomyśle zostało to ten piękny pixel art autorstwa Xavy-027 [[link]

2017-01-20 09:18:01

skomentuj

starsze index nowsze



Onegdaj pisałem, że...

Prowadzę bloga "Gry dla dorosłych" od 19 lutego 2013 roku. Oto niektóre z wcześniejszych tekstów:


2017-04-15

Mój stosunek do japońskiej kultury gier video jest dosyć chłodny. Trudno mi wymienić ograne tytuły, poza cacuszkami od Uedy, wyścigami od PD oraz ostatnią grą Kojimy

2016-03-16

The Division jest tak dobre, że od dwóch dni nie miałem nawet czasu by przyjąć tygodniową dawkę mojej ulubionej popkulturowej strawy czyli serialu The Walking Dead

2013-10-09

Rockstar chyba zainwestował zarobione na GTA V pieniądze w swój SocialClub. W końcu, bo do przedwczoraj dział gorzej niż tasmańskie serwisy rządowe